na pomarszczonym pancerzu codzienności
jest jakiś zapis na granicie odosobnienia
granatowy garb szczytuje na jego grzbiecie
nieoswojony
słyszy się tu i ówdzie sowi
wrzask o poranku
bachor samotności z rozwrzeszczaną mordą
rości sobie… do dojenia sutków za kamerą
gdy sypie śnieg z włochatego pluszaka
ze skóry marzeń motyl
jak trofeum rozpięty na białej
ściance izolatki
papierowy brzask
wycałowuje framugę
bez namiętności
zimno
pod fotelem mozół się budzi
powoli
niczym pijany gbur w podmiejskim
cuchnie
albo jak gnijąca łydka menela na peronie
paprze się
nasz świat
I CO?




Komentarze
Pokaż komentarze (2)