ja słyszę szept poszumiasty brzdęk
jaśminowych monet na złotych
liściach krew krzepnie
rudą korą
opromienia mnie wiersz
rozświetla reflektorem
ciemność miasta
na chwilę gdy drżę
nasłuchuję
na asfaltowy blat sypie się
srebra piach
i wiem że świeżością poranka
miejskiego zakwita we mnie sens
lubelskiej poezji Czechowicza
a Ona co wypluwa z siebie
za nonsens?
trąci “Śmierć” myszką
stęchlizną Międzywojnia
tyle ma do powiedzenia
podsumowuje mój zachwyt Idiotka
na znak protestu
wypełzam z kawiarenki
Oburzony
płacę za siebie
wyłącznie




Komentarze
Pokaż komentarze