Pomyślałem: “więc może śnieg, stanie się nadzieją,
spacer w czarnej brei ostudzi albo wreszcie zbudzi”?
I nic,
milknący lęk,
i nic,
chrzęszczący szept.
Nad studnią słów zamknięte wieko,
zamieci chaos okradł resztki snu,
na szybie zalśnił, przygasł, potem zgasł.
I cisza nocy,
znika krawędź dna,
coś jakby
fragmenty mojego życia.
Pieśn flegmy serią dziurawi puch,
Z bliska - wygląda jak olbrzymia łza.




Komentarze
Pokaż komentarze