Konary sosen skrzypią,
igliwie wciąga
cierpki dym z cybucha,
zachłannie smętną szarość z wnętrzności komina,
przyjmuje okolica.
Śnieg się raczył stopić.
Drewniana buda,
miska,
na łańcuchu psina…
zastygły obrazek prowincji,
musiał mnie zatrzymać.




Komentarze
Pokaż komentarze