Czy sam fakt, internowania, może świadczyć o jakimś wielkim bohaterstwie? Czy fakt aresztowania osoby współdziałającej z Solidarnością - nieświadomej zagrożenia represjami - można uznać za akt męstwa i wyjątkowego poświęcenia dla sprawy? Przecież wszystkie wybory jakich dokonywano przed 13.12.1981r, nie były skażone lękiem o życie i rodzinę. Wydawało się nam, że nic nikomu nie grozi, że są nas miliony a system jest słaby na tyle, że sam się zwali. Czy aktywne działanie w sytuacji gdy do Solidarności zapisywali się nawet członkowie PZPR-u, można uznać z akt odwagi? Nie piszę tego z pozycji " kibica z dala" ale jako osoba, którą stan wojenny zaskoczył - jako młodego dziewiętnastoletniego człowieka. Od samego początku czynnie włączyłem się we wszelkie inicjatywy mające pokazać brak zgody społeczeństwa, na komuszy, zakłamany opis rzeczywistości. Drukowanie ulotek, hasła malowane na murach, flagi Solidarności zawieszane nocą na wrocławskich masztach, Katyńskie krzyże na osiedlach , "nielegalne zgromadzenia" - nawet wtedy gdy "zomoli" było więcej niż demonstrantów, zatrzymania,kolegia .- To była po-grudniowa rzeczywistość, w której musieliśmy żyć i dokonywać wyborów. I na te wybory wpływ miała świadomość złych rzeczy, które mogą nas spotkać ze strony komuszego aparatu represji. Wtedy już wiedzieliśmy że zagrożenia nie są jakieś bliżej nieokreślone, ale całkiem realne - strzelanie do manifestantów, tajemnicze zniknięcia, tudzież zwyczajne pospolite pałowanie. I w takich wypadkach możemy mówić o trudnych wyborach, które podejmowaliśmy decydując się na działanie, a to i tylko to, że ktoś był internowany, nie może być biletem do do wiecznej chwały.
259
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (1)