Dziś odleciała. Ma 64 lata i całe długie lata za oceanem. Żyła sama dla siebie. Nie wyszła za mąż, nie ma dzieci. Za dwa lata chce wrócić do Polski. Będzie na amerykańskiej emeryturze. Żałuję swojego życia - powiedziała. Ty to coś osiągnęłaś. Zrozumiałam, co ma na myśli - męża, dzieci, wnuki. Nie jakieś tam majątki doczesne, którymi ona nawet się nie chwali. Ze smutkiem patrzy na gospodarstwo rodziców, które brat wystawił na sprzedaż. Jego żona i matka jedynego ich dziecka woli dorabiać u Niemca, opiekując się niemieckim emerytem. Taka moda i sposób na życie. A ojcowiza niech idzie w obce ręce, choć pola i sady rodzą, a dom okazały wyremontowany stoi. I takie to lemury są, że wolą obcym oddać - nie za darmo przecież - i pieniązki spożytkować na dobra doczesne. Kuzynka patrzy na to wszystko i ubolewa. Nie widzi jednak, że miast zadbać o ojcowiznę dawno temu kupiła sobie w Polsce mieszkanie - bo na starość wrócić się chce - latami wynajmując i odkładając skrupulatnie. I jak sięgam pamięcią do wakacji w domu wujostwa widzę życie pachnące naturą. Dobrze, że tego nie doczekali. Wujek bardzo przypominał Kazimierza - nie Waldemara - Pawlaka. Z pewnością temperament nie utrzymałby słów a może i rąk na wodzy. I się uśmiecham. Znów do wspomnień...



Komentarze
Pokaż komentarze (5)