Przykład idzie z góry a ryba psuje sie od głowy...A od morza to powiało gwałtownie modą na pozywanie. Uczniów na ten przykład też. Funkcjonariusze publiczni ratują się procesami sądowymi. Przed niegodziwościami, jakie ich spotykają w tej ciężkiej, niewdzięcznej pracy, od której tak trudno się oderwać i przekwalifikować - choćby do Biedronki, co to wspiera naszą dumę narodową od piłki nożnej. W ...kopani...Będzie dumnie i pożytecznie...i bezstresowo, bo tam fajna praca jest...i nie ma czasu na nudy, tak czas jest dobrze zorganizowany...
Ale o tych funkcjonariuszach miało być i aurze na pozwy.
Komunikat ostrzegawczy chcę wam podać o możliwości nadchodzących sztormów. Kierunek tym anomaliom nadał premier z nadmorskiej miejscowości, co to desantem zdobył stolicę i okupuje ją już piąty rok. Forteca okazała się dotąd zbyt szeroka i głęboka a mostu zwodzonego nie widać...Bo jakieś zwody są...Czy uniki...Czy jakoś tak...Bo wyników to chyba nie...No o tym moście, wiem. Ponoć haki jakieś już wiszą...I czekają na łańcuch...Tylko dostawa platformy się opóźnia, co na tych hakach ma zawisnąć...Nie...jakoś inaczej było...To Janosik na haku skończył...Bo te zbóje na szubienicy zawiśli...Ale to nie te czasy...Teraz nijakich kar nie ma na przywódców i zbójów...Tych od Janosika też...
Ale o tych pozwach...
Wiadomo, że premierostwo pozwy swoje ma. I nauczyciele też nie chcą być gorsi. Szkoda, że nie w pracy, jak ich koledzy w innych krajach...
Nauczycielka matematyki gimnazjalnej młodzieży wyszła z nerw i poszła na uczniów do sądu...Uczniów sztuk jedenaście. Bo uczniowie niegrzeczni byli, źle się zachowywali, brzydko odzywali, przez telefon rozmawiali - aż kobieta nie mogła już towarzystwa ogarnąć. Taka niemoc ją ogarnęła - po premierze...Uznała, że swoim zachowaniem uczniowie znieważyli funkcjonariusza publicznego...czyli JĄ.
Wszystko to działo się w ubiegłym roku szkolnym, kiedy dzieciaki były w klasie drugiej. Sprawą pierwotnie funkcjonariuszka zainteresowała policjię a ta poinformowała sąd rodzinny. Czynności procesowe trwają, sprawa jest wyjaśniania a konsekwencje w powietrzu wiszą, jeśli zarzuty się potwierdzą. A co, jeśli nie...A jeśli wobec niej - tej funkcjonariuszki, to sprawa będzie czy już nie...
ja dodam - funkcjonariuszka na służbie, na posterunku...
Uczniowie twierdzą zaś, że to nauczycielka była wulgarna i obrażała uczniów. Choć rodzice przyznają, że dzieci w tym wieku do aniołków nie należą. Pani pedagog - funkcjonariuszka i dyrekcja szkoły nabrali wody w usta i nie udzielają odpowiedzi. Rodzice powiadomili kuratorium, ktore zdziwione sprawą, bo żadnych sygnałów ze szkoły wcześniej nie było, wizytatora na szkołę nasłali a ten, po przeprowadzonej kontroli, zalecił działania profilaktyczne, żeby dzieci nauczyły się radzić sobie z emocjami. O zaleceniach dla funkcjonariuszki pedagogicznej nie znalazłam.
dla mnie dziwne z tym milczeniem - skoro a to i be... itp
Nauczycielka nadal uczy w szkole, ale nie w klasie, z którą się procesuje...a w zasadzie z jej częścią. I zastanawiam się, czy uczniowie już zaczęli mówić do niej "pani funkcjonariuszko" - no bo "pani profesor" to już nie...
To były Suwałki...
Teraz Zielona Góra.
Funkcjonariusz publiczny w randze nauczyciela gimnazjum molestuje uczennicę. Ta zawierzyła mu, bo czuła się samotna a on tak wszystko rozumiał, troszczył się...Do domu podwoził, pomagał, miał czas...Tulił, pieścił i całował...Taki troskliwy był...Nadopiekuńczość funkcjonariusza pedagoga wykryli rodzice dziewczynki i zadziałali.
Czy będzie sądzony jak funkcjonariusz publiczny, którego kompetencje przekroczył, funkcję wykorzystał i obowiązków niedopełnił? Media milczą. A warto zadać pytanie, jeśli chce się tym funkcjonariuszem być. Bo tak się dziwnie składa, że funkcjonariusze wszelakie publiczne, to do praw sie garną, jak te muchy do lepu...ale do obowiązków - to one nic nie mogą, kiedy o inną rzecz idzie jak o ich prawa...
I Przemyśl.
Gimnazjalista przed sądem za znieważenie funkcjonariusza - nauczyciela...a w zasadzie pięciu...policja - sąd rodzinny...standard pracy z młodzieżą...
Tak można naprzemiennie - suwakowo, jak powiedziałby premier Donald Tusk, który zawsze wie, co powiedzieć, ale nie za często wie, co robić...To i pewnie nie robi. No chyba, że pozwami problemy rozwiązywać. To co się dziwić, że ludziska przykład biorą i tak samo się zachowują...
I jak już zboczyłam znów niechcący na tego premiera, to powiem jakem baba polska, że jak te rodzice tym dzieciakom kazać się mają zachowywać ładnie, kiedy one lekcje życia dostają z telewizorka, kiedy te parlamentarne autorytety gęby otwierają. A na trybuny sejmowe się wdrapią...I przed kamery wepchają...To jak tym dzieciom mówić, żeby kulturalne były, uczciwe, życzliwe, uprzejme i takie tam ciamciaram...kiedy one widzą a głupie nie są, że to taka prawda, co wszystkie wiecie, jaka jest...
I jak te rodzice te autorytety mają sobą reprezentować, jak za groszem ganiają, do garnka wsadzają co mają, jeśli mają, na szkołę dają, ubrania sprawiają, korepetycje opłacają, choć to tylko kurtuazja jest wobec nauczycieli, co o jakość nauczania dbają najlepiej w świecie...myk przy tablicy i pot godzinami z czoła ocierają...
A te funkcjonariusze wszelakie zamiast pracę u podstaw szerzyć, to pozwami mecze zaczynają rozgrywać, co nie wymaga wysiłku. Picu picu - ja taki to a taki ważny i one mnie te moje ważne prawa - to im przez łeb wysokie sądzie...i po kieszeni...i po moim autorytecie...ale co mi tam, jak i tak nie wiem, co to ten autorytet nauczyciela...no bo siła funkcjonariusza to wiem... Premier uczy, a jak uczy to wie...No i to proste jest jak dwa razy dwa...uczę to wiem...
Nie to, co praca z nieukształtowanym czynnikiem ludzkim, któremu trzeba pokazać, jak biegnie droga dobra a jak przebiegła jest ta zła...Przykładem poświecić, czas poświęcić, nie oceniać pochopnie tylko błędy wskazywać - umiejętnie i delikatnie, żeby wrażliwość nie urazić...I sytuację ucznia życiową dobrze ocenić, bo może pomocy mu trza... Drogowskazem być... I kręgosłupem zdrowym...moralnym też...
Wtedy to i z tej mąki coś będzie, i dzieci będą jak na drożdżach baby rosły - ułożone...
Tak, tak...banały...Ale takie to i proste jest i niełatwe jednocześnie. Jak z polityką. Niby wybory wystarczy wygrać, ale żeby ciągle wygrywać trzeba grać...najlepiej fair play...
I dziw tylko bierze, że taki specjalista od wychowania młodzieży i innowacyjnych rozwiązań oświatowych, jakim jest mecenas pana premiera - ten skuteczny, co to każdy już wie - nie powie panu premierowi, jak za tyłek gimnazjom się wziąć...by na d...przysiedli - a jak nie...to paszoł won... z Pańskiego państwa Panie Premierze, co to dla fajnych tylko jest...
co Pan na to Panie Doktorze ...
w roku korczakowskim...
P.S.
a co będzie, jak dzieciaki zaczną składać pozwy za niską jakość nauczania i będą się domagały zwrotu kasy za korepretycje, za wyrzucanie z klasy, szarpanie za rękę albo za kołnierz, za epitety, dyskryminację przy wyjazdach na zielone szkoły etc.
To może być broń obusieczna...no chyba, że młodzież mądrzejsza jest...
################
We wrześniu przyszłego roku powstanie pierwsza ze szkół dla trudnej młodzieży. Ministerstwo Edukacji chce wysyłać tam ...
We wrześniu przyszłego roku powstanie pierwsza ze szkół dla trudnej młodzieży. Ministerstwo Edukacji chce wysyłać tam najbardziej agresywnych uczniów z gimnazjów. Resort chce w ten sposób przywrócić do szkół porządek. Szkoły nazywać się będą Ośrodkami Wsparcia Wychowawczego. Gimnazjaliści będą uczyć się w 10-osobowych klasach, wyłącznie męskich lub żeńskich. Wiceminister edukacji Sławomir Kłosowski zapowiada, że w ośrodkach pracować będą doświadczeni nauczyciele i psychologowie. "Jeden psycholog będzie przypadał na 30 uczniów. Taki psycholog będzie więc uczestniczył w każdym momencie lekcji po to, aby obserwować i diagnozować" - wyjaśnia Kłosowski w rozmowie z IAR. Po lekcjach nauczyciele zorganizują zajęcia sportowe i artystyczne. Uczniowie będą mieszkać w internatach, choć w wyjątkowych wypadkach rodzice będą mogli zabierać dzieci na noc do domów. Decyzję o skierowaniu ucznia do takiej szkoły będą podejmować komisje działające przy kuratorach oświaty. Jeśli rodzice się na to nie zgodzą, dziecko do ośrodka wyśle sąd. Uczeń może przebywać tam od dwóch tygodni do dwóch lat. Za jego pobyt zapłacą rodzice. Uczeń znajdzie się w ośrodku najpóźniej w ciągu siedmiu dni od momentu, kiedy wniosek o przeniesienie napisze dyrektor jego szkoły. Roman Giertych wyjaśnia, że ośrodki będą różnić się od poprawczaków. Trafią tam osoby z których mogą wyrosnąć przestępcy, a nie bandyci, którzy mają już na koncie wyroki sądowe. "Nie mówimy o osobach, które popełniły przestępstwa na których skutek ofiara przebywa np. siedem dni w szpitalu. Chodzi o osoby agresywne" - dodaje minister. Według zapowiedzi Ministerstwa Edukacji, w 2008 roku w każdym województwie ma już być jedna taka szkoła. Docelowo ośrodki mają działać w każdym powiecie.



Komentarze
Pokaż komentarze