Rostowski z Tuskiem ogłosili że dadzą Włochom 30 mld zł – dadzą bo nie ma szans na oddanie – raz że Włosi są na skraju bankructwa, dwa – pożyczają aby mieć z czego innym raty spłacać a trzy że może nie mieć kto oddawać bo rozpad Włoch jest coraz bardziej realny.
Te 30 mld pochodzi z naszej rezerwy walutowej – czyli budżet na te 30 mld wydał co najmniej 50 mld (kasa pochodziła z wysokooprocentowanych pożyczek i przez lata była ulokowana w praktycznienie nie oprocentowane obligacje amerykańskie – do tego spadek wartości dolara..)
Rostowski z Tuskiem twierdzą że nas na to stać – ok. – można mieć gest w końcu Włosi muszą mieć z czego np. pomagać Fiatowi aby wbrew logice i zasadom ekonomii przenosił np. produkcję Pandy z najbardziej efektywnych zakładów w Polsce to najmniej we Włoszech – ale czy tej kasy nie można lepiej wydać? W końcu Polska na świecie nie zaistnieje tym gestem a np. ładując tą mega kasę w jakąś gałąź przemysłu lub naukę moglibyśmy się w jakiejś dziedzinie stać liczącym krajem.
Te 30 mld na które nas stać to więcej niż darmowe autostrady na zawsze w końcu. Ile km nowych by było? Ile terenów można by uzbroić i przygotować pod inwestycje?
Oczywiście notowania Tuska i Rostowskiego rosną i szanse na ciepły stołek także ale czy dla Polaków to dobrze? W końcu to tak jakby sąsiad z klatki mieszkający w pokoju z kuchnią z dziećmi, bezrobotną żoną i psem żyrował nam kredyt na nowe auto, pożyczał na wakacje a do tego fundował z tej okazji popijawę – można powiedzieć równy chłop, super że tak sobie radzi – ale czy rodzina będzie myśleć podobnie?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)