Rozmowa z Jarosławem Pietrasem, byłym ministrem do spraw europejskich, dyrektorem Rady ds.Środowiska, Edukacji, Transportu i Energii UE.
Dzisiaj szefowie państw Unii zagłosują nad ostatecznym kształtem mandatu negocjacyjnego w sprawie umowy o wolnym handlu USA i UE. Co tak naprawdę się dzisiaj stanie?
- Negocjatorzy europejscy, żeby móc rozmawiać muszą mieć mandat, który mówi im na co mogą się zgodzić, w jakich obszarach mogą ustępować i w jakich obszarach mogą domagać się koncesji od drugiej strony. Dziś zostaną zarysowane warunki brzegowe rozmów między USA i UE. Jedną z kwestii, która jest dyskutowana jest wyjątek kulturalny i to aby nie stał się on przedmiotem negocjacji. To pytanie postawiła strona francuska. Jednak ten wyjątek może być związany z wąsko rozumianą kulturą, filmami, Hollywood. Może będzie to dotyczyło szerokiego zakresu przemysłu audiowizualnego łącznie z piosenkami, muzyką, tekstami np. umieszczanymi w Internecie, albo będzie to obejmowało cały segment łącznie z silnikami poszukiwawczymi, facebookiem, systemami typu Google. Dziś dowiemy się, co z tzw. sektora kulturowego może pojawić się w negocjacjach.
- A jaka może być największa korzyść dla przeciętnego obywatela polskiego z umowy handlowej między Europą a USA?
- Wolny handel jest projektem, który ma zmniejszyć bariery. Rynek amerykański mimo swego ogromu, jest bardzo wymagający. Bariery takie jak cło, są na tyle zniechęcające, że amerykańscy przedsiębiorcy nie mają interesu ściągać towarów z Europy, tym bardziej z Polski. Nie chodzi jednak o samą wysokość ceł. Chodzi też o to, że reżim handlowy nie jest do końca jasny. W strefie wolnego handlu przedsiębiorcy będą mieć większą pewność i ochronę . Wówczas nawet jeśli ceny importowanego produktu z Europy czy innej części świata będą podobne, to korzyści i ułatwienia sprawią, że atrakcyjniej będzie importować towar europejski. Polska jest nadal znaczącym producentem wyrobów przemysłowych. Na wielkim amerykańskim rynku może znaleźć swoje nisze, nawet jeśli dla polskich producentów mogą wydawać się one ogromne.
-Ale teraz lokalny przedsiębiorca będzie rywalizował z amerykańskim przedsiębiorcą.
- Ułatwienie dojścia do rynku amerykańskiego i odwrotnie, jest tym samym co dla wielu europejskich przedsiębiorstw inwestycja na rynku polskim i ściąganie potem produktów na rynki europejskie. Konkurencja jest dobra i dynamizuje. O ile polscy przedsiębiorcy nie boją się konkurencji, to na zastałych, skostniałych rynkach europejskich, przedsiębiorcy dużo gorzej znoszą konkurowanie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)