Winnicki: Wejście do rządu mogłoby pogrążyć Koronę Brauna

Redakcja Redakcja Wideo Salon24 Obserwuj temat Obserwuj notkę 19
Grzegorz Braun chciałby rządzić, ale dla Korony mógłby to być najkrótszy sposób na utratę wyborców. Tak uważa Robert Winnicki, który przed laty wprowadzał Brauna do Sejmu. W najnowszych „Algorytmach Władzy” przekonuje też, że zwycięstwo w 2027 roku nie zakończy wojny na prawicy, tylko ją rozpocznie. Donald Tusk, jak twierdzi, liczy się z porażką i ma na nią plan.

Oglądaj najnowszy odcinek Algorytmów Władzy w Salon24. Gościem Robert Winnicki: 


Winnicki zakładał Ruch Narodowy, współtworzył Konfederację i przez lata uczestniczył w rozmowach o listach i stanowiskach na prawicy. W rozmowie z Piotrem Paciorkiem i Adamem Abramczykiem opowiada o kulisach, które zna z własnego doświadczenia: jak dzieli się miejsca na listach, kto z kim naprawdę rywalizuje i dlaczego koalicjanci bywają groźniejsi niż przeciwnicy. Wywiad jest długi i gęsty od konkretów, poniżej tylko jego część.

Trzy filary partii. Braun ma wszystkie

Według Winnickiego każda siła polityczna potrzebuje trzech rzeczy. Wojska, czyli struktur i ludzi. Dział, czyli mediów i kanałów, którymi dociera się do wyborców. I sensu istnienia, czyli odpowiedzi na pytanie, po co w ogóle jest w polityce.

Szymon Hołownia miał działa, ale sensu nie znalazł. Winnicki twierdzi wręcz, że jedynym sensem jego obecności w polityce okazało się dopuszczenie do zaprzysiężenia Karola Nawrockiego, dzięki czemu Polska uniknęła poważnego kryzysu konstytucyjnego. Podobnie ocenia Jarosława Gowina, którego zasługą było zablokowanie wyborów kopertowych.

Braun ma wszystkie trzy filary. „Ma te trzy rzeczy. Absolutnie ma”, mówi Winnicki. Z tego powodu lider Korony odszedł z Konfederacji w styczniu 2025 roku. Miał gotowy ekosystem w internecie, własne struktury i program, który rozjeżdżał się z linią dawnych partnerów.

Dla Korony rząd byłby ryzykiem

Winnicki od lat rzadko rozmawia z Braunem, ale nie ma wątpliwości, że ten chciałby rządzić. Wątpi natomiast, czy dobrze policzył koszty. „Gdyby oni weszli do rządu, mogłoby się to bardzo źle skończyć dla samej Korony”, ostrzega. Wystarczyłoby kilka miesięcy „Polski koroniarskiej”, by spora część dzisiejszych zwolenników Brauna poczuła się rozczarowana.

Większość komentatorów zastanawia się, jak koalicję z Braunem zniosłaby reszta prawicy i jak przyjęłaby ją Polska. Winnicki odwraca to pytanie i zastanawia się, co taki rząd zrobiłby z samą Koroną. Przypomina Polskę 2050. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz chciała w rządzie forsować swoje pomysły, nie dostała na to zgody, a partia przestała się liczyć.

Elektorat Korony jest bardzo różnorodny. Są w nim tradycjonalistyczni katolicy, których w Polsce przybywa, wyborcy o czysto antysystemowych nastrojach, przeciwnicy szczepień, a także ludzie bliscy Mateuszowi Piskorskiemu, który niegdyś głosił socjalizm w gospodarce i Europę od Lizbony po Władywostok. Kontrowersyjni kandydaci zdaniem Winnickiego Koronie nie zaszkodzą, bo skandal też buduje rozpoznawalność. Pod jednym warunkiem: „W ramach jednej listy kontrowersje powinny iść w miarę w jedną stronę, a nie we wszystkie strony naraz, bo wtedy to się może rozejść”.


Gdy prawica wygra, dopiero zacznie się wojna

Wielu komentatorów zakłada, że po dogadaniu się w sprawie rządu na prawicy zapanuje spokój. Winnicki uważa odwrotnie. „Wtedy dopiero się zacznie”, mówi. Jarosław Kaczyński zbliża się do osiemdziesiątki i wszyscy myślą już o schedzie po nim. Stan prawej strony sceny Winnicki opisuje przysłowiem o Kozaku, który złapał Tatarzyna, a Tatarzyn trzyma go za łeb.

Najsłabszą pozycję w takim rządzie miałaby Konfederacja. Nawet gdyby PiS oddał premierostwo Krzysztofowi Bosakowi, ten miałby za sobą około trzydziestu własnych posłów. „Mamy stanowisko premiera, co jest ważne. Ale do większości potrzebnych jest 231”, zauważa Winnicki. Pozostałe głosy byłyby w rękach liderów, którzy wcale nie muszą sprzyjać premierowi z Konfederacji.

Druga sprawa to doświadczenie. PiS wraz z ludźmi Mateusza Morawieckiego może wprowadzić do Sejmu około 150 posłów, z których wielu zasiada w nim od kilku kadencji, a za nimi stoją tysiące ludzi znających administrację od środka. „Konfederacja wprowadza 70 posłów, z których 60 nie ma żadnego doświadczenia parlamentarnego, i wprowadza nie 3000, tylko 300 osób zaplecza do rządów”, wylicza.

Stąd jego ocena dwóch liderów Konfederacji. Bosak ustawia żagle i poszerza poparcie. Sławomir Mentzen, który ostro spiera się z Kaczyńskim, a nawet z prezydentem Nawrockim, przygotowuje partię na twarde negocjacje. Winnicki nazywa to budowaniem odporności na „żelazny uścisk jedności prawicy”. Chodzi o moment, w którym Konfederacja postawi warunki, a cała machina PiS ruszy, by wymusić ustępstwa. Winnicki przywołuje przy tym rozmowę z dawnym politykiem ZChN, który wspominał, że jego partia jedną czwartą energii poświęcała walce z komunistami, a trzy czwarte sporom we własnym obozie.

Tusk liczy się z porażką

Pytany, czy Donald Tusk może w ogóle nie chcieć wygrać, Winnicki odpowiada: „Zakłada, że nie wygra. Jest realistą, jest przytomnym człowiekiem, dobrze kalkuluje i musi to brać jako bardzo poważną opcję”.

Premier ma w swoim obozie pozycję, jaką Kaczyński miał dekadę temu, ale gra w gorszych warunkach. Nie ma po swojej stronie prezydenta, a scenę dzielą dziś trzy bloki: rządzący centrolew, stara prawica i nowa prawica. „Bez nowej prawicy, czyli Konfederacji i Korony, nie da rady zbudować żadnej większości rządowej. To jest arytmetycznie niemożliwe i tak będzie już długo”, ocenia Winnicki.

Odpowiedzią Tuska ma być „Festung KO”, czyli jedna lista dla całego obozu. Jeśli wybory przegra, władzę przejmie skłócona prawica, a jej rząd stanie się dla Pałacu Prezydenckiego „dużym bólem zębów”. Karol Nawrocki będzie z tym rządem utożsamiany i może za to zapłacić. Według Winnickiego Tusk gra właśnie o to, o odbicie Pałacu w 2030 roku.

Co jeszcze w odcinku

W rozmowie pada znacznie więcej. Winnicki wyjaśnia, dlaczego polexit uważa za chochoła i dlaczego rozpad Konfederacji przed wyborami nazywa „political fiction w stu procentach”. Mówi, że PSL nie jest już konsumowany, tylko trawiony, i pokazuje, jak partia Razem może przesądzić o tym, kto będzie rządził po 2027 roku. Ostatnia część to rozprawa z mitem konserwatywnej Rosji i zapowiedź tekstu o złudzeniach ukrainofilii.

Cały wywiad jest na górze strony. Zachęcamy do subskrypcji kanału Salon24 na YouTube i do pisania w komentarzach, kogo chcielibyście zobaczyć w kolejnym odcinku „Algorytmów Władzy”.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj19 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo