Kompromitacje Komorowskiego
Kandydat PO na prezydenta ma częste wpadki. Wczoraj w Pałacu Na Wodzie w Łazienkach podczas oficjalnego spotkania jego wyborczego komitetu honorowego wystarczyło Komorowskiemu wypowiedzieć dwa zdania, by od razu strzelić gafę. Dziękując w paru słowach Donaldowi Tuskowi za szczególnie cenny dla premiera upominek w postaci biało-czerwonego szalika z napisem Polska, Komorowski pozwolił sobie zauważyć, iż od razu widać, że Donald nie jest ani z Poznania, ani z Krakowa, ani ze Szkocji. Czyli, że nie sknera z premiera! Że hojny to przyjaciel! Z pewnością poznaniakom i krakowianom bardzo się na tę uwagę miło zrobiło...
No, cóż – takie sobie małe faux paspan marszałek popełnił. I prawdę mówiąc, nie warto się nad tym rozwodzić. Problem jednak w tym, że kompromitujące wypowiedzi zdarzają się Komorowskiemu nader często i są one zazwyczaj dużo cięższego kalibru. Sądzę, że warto się tym różnym wyznaniom i spostrzeżeniom Bronisława Komorowskiego przysłuchiwać, bo - zgodnie z zasadą „mów do mnie, a powiem ci, kim jesteś” – jest to dobra okazja do bliższego poznania kandydata Platformy na urząd Prezydenta RP.
Taką okazją była w zeszłym tygodniu (10.05) telewizyjna rozmowa z nim w programie „Tomasz Lis na żywo”. Marszałek generalnie robił wrażenie człowieka bardzo z siebie zadowolonego. Parę razy powtarzał, że on niczego w sobie zmieniać nie musi, bo zachowuje się przez cały czas dokładnie tak samo, jak zachowywał się od wielu lat. A na pytanie o zarzucany mu coraz częściej z różnych stron brak charyzmy Komorowski odpowiedział z satysfakcją, że się tego typu uwagami nie przejmuje, bo brak charyzmy wytknęła mu jako pierwsza prof. Staniszkis, która sprzyja PiSowi, podczas gdy generał Jaruzelski , choć z innego niż Komorowski obozu, powiedział mu właśnie, iż uważa, że marszałek ma charyzmę i że w ogóle świetnie się zachowuje. Przyznam, że w pierwszej chwili nie wierzyłam własnym uszom, ale marszałek, jakby chciał rozwiać wszelkie wątpliwości widzów, dodał, wyraźnie ukontentowany, że jeśli chodzi o właściwą ocenę cech przywódczych, to bardziej zdaje się na opinię generała, jednego z „najwyższych dowódców”, niż na opinię pani profesor.
Wydawałoby się, że absolwentowi historii i byłemu członkowi opozycji demokratycznej nie trzeba przypominać, kim jest generał Wojciech Jaruzelski. Że jest to jedna z najbardziej haniebnych postaci współczesnej historii Polski. To człowiek, który został wyniesiony na wyżyny władzy w PRL dzięki obcemu mocarstwu, jako sługa Moskwy; który w 1968 r. organizował antysemickie czystki w armii; który był odpowiedzialny za krwawą rozprawę z protestującymi robotnikami na Wybrzeżu w grudniu 1970; który jako autor stanu wojennego bezwzględnie tłumił solidarnościowy opór w latach 80. Wydawałoby się, że kandydat PO na urząd Prezydenta RP wszystko to bardzo dobrze wie, ale skoro z taką dumą przyjmuje pochwały od zdrajcy narodu, to może o tym wszystkim zapomniał. Może z nerwów spowodowanych kampanią wyborczą przeżywa umysłowe zaćmienia?
Jednocześnie pan marszałek Komorowski bardzo liczy na niezawodną pamięć wyborców. Wyjaśnia dobitnie, że zagrożeniem w polityce są zawsze złe charaktery. Kiedy Tomasz Lis dociekliwie próbuje ustalić, czy Komorowski ma na myśli Jarosława Kaczyńskiego, marszałek się zżyma: „Niepotrzebnie mnie Pan dopytuje.”, ale dorzuca zaraz, iż ma nadzieję, że ludzie to pamiętają! Przez owo „to” – domyślać się z pewnością należy – marszałek rozumie straszne czasy rządów PiS, kiedy ster dzierżył ten czarny charakter, którego trzeba się bać i Polskę przed nim ratować!
Z kolei Tomasz Lis też postanowił być pamiętliwy i zapytał marszałka o jego słynny komentarz do wizyty śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Gruzji w 2008 r., kiedy samochód, w którym jechali prezydencji Polski i Gruzji, został ostrzelany. „Jaka wizyta, taki zamach” – powiedział wówczas z sarkazmem marszałek. Okazuje się, że dziś wcale się tych słów nie wstydzi. Podtrzymuje je. Miał bowiem wtedy pretensje do prezydenta Saakaszwilego, że „nie zadbał o bezpieczeństwo polskiej głowy państwa.” A przecież „Polska głowa państwa ma prawo oczekiwać , że gospodarz zadba o jej bezpieczeństwo , bo tu chodzi o interes Polski.” Ciekawe, że marszałek Komorowski nie powiedział niczego podobnego pod adresem władz rosyjskich po katastrofie smoleńskiej, mimo iż pojawia się wiele pytań co do jakości rosyjskich przygotowań do przyjęcia polskiego samolotu z polską głową na pokładzie na krótkiej i wyboistej płycie lotniska pod Smoleńskiem. Ale może niepotrzebnie się dziwię? Może akurat w tym kontekście nie „o interes Polski” chodzi?
Dwa tygodnie temu pełniący obowiązki prezydenta marszałek podpisał wbrew woli tragicznie zmarłego Lecha Kaczyńskiego ustawę o IPN. Nie ulega dla mnie wątpliwości, ze decyzja ta to skandal i kolejna kompromitacja kandydata PO, który – prawdopodobnie ze strachu, że może nie wygrać wyborów prezydenckich – bezwstydnie wykorzystuje tragedię smoleńską do celów politycznych, zamiast godnie zaczekać do rozstrzygnięcia wyników zbliżających się wyborów.
Skandaliczna była też, szeroko komentowana i krytykowana nawet przez część dziennikarzy sympatyzujących z Platformą, wypowiedź marszałka, który powiedział, że jeśli zmarły Prezydent chciał tę ustawę odesłać do Trybunału Konstytucyjnego , to przecież mógł to zrobić. Natychmiast przypomniano marszałkowi, że Lech Kaczyński uczynić tego nie mógł z tego prostego powodu, że sporna ustawa została przegłosowana przez sejm na dzień przed katastrofą.
Po tych krytycznych komentarzach można było się spodziewać, że ta cyniczna i bezczelna uwaga Komorowskiego nigdy nie zostanie powtórzona, ani podtrzymana. Tymczasem, nic bardziej mylnego! Trzy dni temu, 14 maja w piątek w rozmowie prowadzonej przez Konrada Piaseckiego w TVN 24 w programie „Piaskiem po oczach” Komorowski z całą stanowczością i butą stwierdził, że niczego niestosownego w swoim oświadczeniu nie widzi. I wyraźnie zdegustowanego dziennikarza, wzywał, by porzucił małostkowość i nie drążył tematu. Słowem, marszałek brnął bez żadnych zahamować i bez jakiegokolwiek poczucia przyzwoitości, czy też zwykłego szacunku dla zasad logicznego myślenia. Piasecki oniemiał i czym prędzej zmienił temat.
„Mów do mnie, a powiem ci, kim jesteś”. Wsłuchajmy się uważnie w słowa marszałka Komorowskiego. Można naprawdę wiele w ten sposób się o nim dowiedzieć. A chyba warto, szczególnie przed wyborami, zanim podejmie się ostateczną decyzję co do swego kandydata na Prezydenta RP?


Komentarze
Pokaż komentarze (14)