Redakcja "Rzeczpospolitej" dołączyła dzisiaj do papierowego wydania gazety najsłynniejszy film ostatnich tygodni, stworzony przez Ewę Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego pt. Solidarni 2010.
O filmie tym napisano i powiedziano tak dużo, że dobrze by było, aby obejrzało go jak najwięcej osób i w ten sposób wyrobiło sobie na jego temat własne zdanie.
Toyah doniósł dwa dni temu na swoim blogu, że redakcja „Rzepy” zamierzała zadbać o promocję filmu przed jego dzisiejszą dystrybucją. W tym celu próbowała wykupić w kilku stacjach telewizyjnych czas reklamowy na wyemitowanie reklamy filmu, ale wszystkie te stacje odmówiły przyjęcia zlecenia.
No cóż – dość to znamienne… Ponieważ na wszelkie przejawy tłumienia wolności słowa i myśli, a tak odbieram tę zbiorową odmowę, reaguję spontanicznym sprzeciwem, postanowiłam na swój skromny sposób, czyli na własnym blogu na portalu Salon24 sprawę dodatkowo nagłośnić i zachęcić wszystkich do nabycia dziś dziennika „Rzeczpospolita” wraz z filmem Solidarni 2010.
Kto nie widział filmu, niech koniecznie obejrzy! To niesamowity dokument opowiadający o pierwszych dniach żałoby po tragedii smoleńskiej. Ten film wielu widzów zachwycił swoją siłą wyrazu, szczerością i autentyzmem. Innych zbulwersował, oburzył.
Ja należę do tej pierwszej grupy - dla mnie jest to piękna i prawdziwa opowieść o bólu, łzach, lęku i nadziei, o miłości do Polski, o trosce o własną Ojczyznę, o szacunku dla tych, którzy odeszli…. To głęboko poruszający reportaż.
Dlatego warto dziś zaopatrzyć się w „Rzeczpospolitą”! I warto obejrzeć Solidarnych 2010!


Komentarze
Pokaż komentarze (14)