Agata Len Agata Len
601
BLOG

List do Wyborców Kaczyńskiego

Agata Len Agata Len Polityka Obserwuj notkę 37

Ten tekst dedykuję mojej Przyjaciółce Iwonie oraz wszystkim innym, którzy tak jak Ona dzisiaj się smucą...

Moi Drodzy,

Oczywiście, że smak porażki jest gorzki. Oczywiście, że od wczorajszej nocy, kiedy okazało się, że kandydat PO uzyskał lepszy wynik, zrobiło się nam wszystkim smutno. Oczywiście, że do końca mieliśmy nadzieję i wierzyliśmy w zwycięstwo Jarosława w wyborach prezydenckich. I dlatego dziś czujemy się trochę jak żarliwi kibice po przegranym meczu...  

Ale pamiętajmy, że wczorajsze wybory to był tylko mecz. Prawdą jest, że mecz był to ważny, bo gra toczyła się o urząd Prezydenta, którego kadencja wynosi 5 lat, ale nie zapominajmy, że przed nami wyborcami, którym tak bardzo zależy na dobru Polski, stoją kolejne, jeszcze większe demokratyczne "starcia": jesienią - wybory samorządowe, a w 2011 - arcyważne wybory parlamentarne.

Widocznie tak miało być. Widocznie fotel prezydencki nie jest pisany Jarosławowi Kaczyńskiemu. Widocznie czekaja Go zadania poważniejsze i bardziej brzemienne w skutkach. Widocznie Jarosław Kaczyński musi zostać premierem RP, bo tylko z prerogatywami szefa rządu i z większościa parlamentarną w Sejmie i Senacie będzie w stanie naprawdę coś w Polsce zmienić na lepsze, będzie w stanie rozpocząć prawdziwą przebudowę chorego państwa, które - jak to niedawno ktoś mądrze powiedział - "jest silne wobec słabych i słabe wobec silnych".

Jasne jest, że zwycięstwo Jarosława we wczorajszych wyborach podniosłoby nas na duchu, wzmocniło nasze morale. My wszyscy, tak strasznie wychłostani przez niepojętą, porażającą tragedię smoleńską, poczulibyśmy wtedy życzliwy powiew Losu, przytulenie do Serca, czuły gest Przeznaczenia. Ale nie bądźmy dziećmi! Tu nie chodzi o nasze dobre samopoczucie. Tu nie chodzi o to, byśmy na Salonie24 mogli popatrzeć z satysfakcją na politycznych oponentów. Oni tę bitwę wygrali i niech się teraz cieszą. My musimy być odpowiedzialni i dojrzali. Polityka i troska o dobro wspólne to nie jest cyrk, ani kampania reklamowa, ani licytacja na słowa, czy obelgi. To poważna gra. Stawka jest wysoka. Chodzi o to, by Polska zachowała suwerenność i niepodległość, i by rządząca w niej klasa polityczna zabiegała o dobro obywateli, a nie swoje prywatne czy partyjne interesy.

Dlatego powiedzmy sobie dziś głośno i solidarnie: "nil desperandum", jak napisał ubiegłej nocy w swojej notce Smok Gorynycz. To nie koniec świata! Mamy za sobą przegraną bitwę, w której jednak nie zostaliśmy pokonani! Trafnie bardzo przytoczył wczoraj Prezes Kaczyński znane, mądre słowa Marszałka Piłsudskiego: Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo. Zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska. Niech słowa te pozostaną naszym mottem na nadchodzące miesiące i lata. Sytuacja bowiem nie jest łatwa. Zagrożenia są realne. Podłość i kłamstwo będą się panoszyć. Kaczyński, jego partia i zwolennicy będą wyszydzani, ośmieszani, atakowani na wszelkie, najbardziej irracjonalne i nikczemne sposoby. Ale pamiętamy, im wrzawa większa, tym większy ich strach przed Prawdą, przed Prawem i Sprawiedliwością. 

Nie lękajmy się! Miejmy oczy i uszy szeroko otwarte. Nie bójmy się bronić wolności słowa, naszej wolności i godności. Nie dajmy się ogłupić. Nie dajmy się też sprowokować. Nie schodźmy, broń Boże, na poziom Palikota czy Niesiołowskiego. Niech nasza mowa będzie: tak - tak, nie - nie. Nie ulegajmy nienawiści, którą oni nas smagają. Patrzmy z ufnością w przyszłość, bez złudzeń, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Nie będzie! Ale nikt nie obiecywał, że życie to turnus "all inclusive" wykupiony w luksusowym hotelu.

Kto wierzy w Boga, niech się modli. Kto nie wierzy, a podziela z nami obywatelską troskę, niech się z modlących nie śmieje. Bądźmy solidarni. Zbyt wielki jest potencjał dobra w Polsce i Polakach, by miał zostać zmarnowany. Pamiętajmy więc o ewangelicznej nauce, którą tak uparcie i odważnie głosił Błogosławiony Ksiądz Jerzy Popiełuszko: "Zło dobrem zwyciężaj!"

Niesamowicie krzepiące (nie tylko dla wierzących) jest dzisiejsze pierwsze czytanie, z 5 lipca:

(Oz 2,16.17b-18.21-22)
"To mówi Pan: Chcę przynęcić niewierną oblubienicę, na pustynię ją wyprowadzić i mówić do jej serca i będzie Mi tam uległa jak za dni swej młodości, gdy wychodziła z egipskiego kraju. I stanie się w owym dniu -
wyrocznia Pana - że nazwie Mnie: Mąż mój, a już nie powie: Mój Baal. I poślubię cię sobie [znowu] na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a
poznasz Pana."

Słowa te są bogate w treść. Rozważajmy je w swoich sercach.

Kochani, nie smućmy się. "Kto we łzach sieje, żąć będzie w radości".

 

Agata Len
O mnie Agata Len

Interesuje mnie świat. Uważnie śledzę sprawy krajowe. Zależy mi na dobru Polski. Uwielbiam czytać i rozmawiać z mądrymi ludźmi o sprawach ważnych.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (37)

Inne tematy w dziale Polityka