- Co je kurva?
- K'des ty sie stracil, ty wole?
- No ja byl tam, a ty, ty wole?
- No ja sem na tebe czekal tam.
- To ja ne wim. I co tera?
- No, musisz mi na taxiczku dat', ty wole.
- Ke ja ne mam pracz!
- Ale je ci oddam!
- Ne mam pracz, ty wole!
I tak jeszcze chwilę se Pepiczki po swojemu gadali, ja fajkę skręcałem w tym czasie z trudem hamując śmiech głośny, czyli typową reakcję na praktyczny język czeski, po czym zostawił kumpel kumpla na pastwę losu we wschodnim Belfaście, o czwartej w nocy, bez kasy i pomysłów, pietnaście mil od domu, kumpla z którym wesoło cały wieczór poprzedni przepijał.
A ja miałem kolejną okazję, aby pocieszyć się tym, że "typowa, polska niesolidarność rodaków za granicą" nie jest taką znów polską specjalnością.
Nie skorzystałem z niej jednak. Nie cieszy mnie to w żaden sposób.


Komentarze
Pokaż komentarze