Przeczytałem dzisiaj wywiad z Donaldem Tuskiem oraz omówienie wywiadu z Radosławem Sikorskim zamieszczone na stronie TVN24. Niestety, nie dowiedziałem się niczego ciekawego. Mam wrażenie, że dziennikarze rozmawiając z najważniejszymi politykami tak się tym przejmują, że jedyne o czym marzą, to żeby wszystko upłynęło szybko, gładko i bez nerwów. To chyba wynika z istniejącego w naszej kulturze przekonania, że najwyższej władzy należy się taki szacunek, że nie należy nawet doprowadzać do kłopotliwej dla nich sytuacji, kiedy ciężko im się wytłumaczyć. Oczywiście, w rozmowie prywatnej każdy będzie jechał po polityku jak po łysej kobyle, ale jak przyjdzie co do czego i stanie z nim twarzą w twarz robi się malutki, cichutki i pokorny. Szczególnie kiedy władzę sprawuje partia młodych, lepiej wykształconych, z większych miast.
Czytam omówienie wywiadu z Radosławem Sikorskim. Mam nadzieję, że ktoś po prostu takie kiepskie omówienie zrobił, bo jeżeli cały wywiad tak wyglądał to naprawdę zakrawa to na kpinę. Minister Sikorski bajdurzy, że Rosja dostrzega, iż nie jest w stolicach światowych potęg traktowana jak równoprawny partner, natomiast Polska weszła do pierwszej ligi europejskiej. Dlatego Rosja chce się modernizować, otwierać na Polskę, bo bez niej po prostu nie ma szans na dobre stosunki z Unią Europejską. Minister wspomina też spotkanie ambasadorów polskich z Ławrowem, na którym minister spraw zagranicznych Rosji powiedział, że bardzo podoba mu się polska demokracja lokalna. Tak, Radek, w Rosji, gdzie milicja pałuje uczestników antyrządowych pikiet i co chwilę giną jacyś dziennikarze polska demokracja może się podobać. Ale raczej nie tym, którzy budują tam taki system. Więc proszę, miej trochę szacunku dla Polaków i nie przekazuj tego kitu, który usiłował ci wciskać minister Ławrow.
Można by się dalej śmiać z radkowego bajania o Rosji zmęczonej radykalizmami i cudzie gospodarczym w Polsce, ale najbardziej mnie nurtuje postawa dziennikarza, który przeprowadza ten wywiad. Czy on może tego spokojnie słuchać? Czy nie przychodzi mu do głowy zadanie kilku pytań? Choćby o umowę gazową? Albo dlaczego nasi rosyjscy przyjaciele właśnie teraz domagali się wydania Zakajewa, który od lat swobodnie podróżował – także do Polski, występując dwa lata temu w telewizji publicznej? Dlaczego Rosja stawia nas w takiej sytuacji, przecież dobrze wiedziała, że wydanie Zakajewa nie było możliwe.
Dlaczego nie spytano Radka o wypowiedź prezydenta Komorowskiego, który powiedział, że będzie starał się rozwijać dobre stosunki z Niemcami, nie koncentrując się zbytnio na gazociągu północnym. Czyli nie koncentrując się zbytnio na pakcie Ribentropp – Mołotow, jak nazwał kiedyś tę umowę obecny minister spraw zagranicznych.
Pytania o umowę gazową znalazły się za to w wywiadzie z premierem, chociaż i tutaj sądzę, że należało Tuska bardziej przycisnąć, bo jest to przecież sprawa najwyższej wagi. Dziennikarz w żaden sposób nie zareagował na kuriozalne stwierdzenie, że ta umowa daje nam bezpieczeństwo gazowe na długie lata i wyłącza zagrożenie ze strony gazociągu północnego. Tak jakby fakt podpisanej z Rosją umowy dawał nam gwarancję, że Rosja nam tego gazu nie zakręci. A przecież mieliśmy podpisaną umowę do 2022, a konieczność podpisania nowej wynika z… konfliku ukraińsko-rosyjskiego. Widać więc ile znaczyć może umowa z Rosją. W każdym razie z tego wątku rozmowy dowiedziałem się jednej nowej rzeczy – Donald Tusk w tej sprawie chce być „bardzo odporny na opinie ekspertów”.
Przedwczoraj wyszła na jaw skandaliczna sprawa. Na lotnisku, gdy lądował prezydent nie było ani jednego oficera BOR. Sprawa jest bulwersująca dlatego także, że szef BOR zapewniał publicznie, że było tam dwóch oficerów. A więc kłamał. A w mediach cisza. W wywiadzie w Sygnałach Dnia dziennikarz poruszył tę sprawę, ale w takim sposób: „Pojawiają się ciągle nowe fakty czy domysły, na przykład ostatnio, że nie było oficerów BOR-u na lotnisku w Smoleńsku. Najpierw mieli być, później okazało się, że nie. Jest jakaś sprzeczność w tym”.Przepraszam bardzo, ale brak oficerów, to nie domysł, tylko fakt potwierdzony przez prokuraturę. Sprawa jest skandaliczna, pytanie powinno być postawione mniej więcej tak: „Panie premierze, dlaczego szef BOR kłamał, że na lotnisku byli dwaj oficerowi BOR? Jakie zamierza pan wyciągnąć konsekwencję wobec szefa BOR? ".Tymczasem pytanie o domysły, pozwala premierowi przemknąć mówiąc o toczącym się śledztwie. Śledztwie, prowadzonym przede wszystkim przez rosyjską komisję MAK, której składu rząd polski do dziś nie zna (co wynika z interpelacji posła Polaczka) – kolejna sprawa, której dziennikarze nie wiedzieć czemu nie podejmują. I kto wreszcie przyciśnie premiera dlaczego śledztwo nie jest prowadzone wspólnie przez Polskę i Rosję, tak jak było to ogłoszone na stronie internetowej KPRM?
Jak się czyta takie wywiady, to chciałoby się uderzyć w jakiś głośny gong i krzyknąć: dziennikarze, obudźcie się! Waszą rolą jest bycie „psem łańcuchowym”, a nie lukrowanym cukierkiem. Nawet z najważniejszym politykami trzeba rozmawiać kulturalnie i rzeczowo, ale z pewną ostrością, zdecydowaniem i dociekliwością. Trzeba szukać dziury w całym, kontestować, polemizować. To ma być rozmowa, ale zbliżona bardziej do przesłuchania niż pogaduszki gospodyń domowych o przepisie na sałatkę. Chcę, aby dziennikarze zadawali pytania, które nurtują najbardziej dociekliwą część społeczeństwa. Inaczej nasza demokracja będzie naprawdę kiepskiej jakości - nie ma sprawnej demokracji bez sprawnych mediów.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)