Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski
296
BLOG

Dzienniki autobusowe

Dariusz Kozłowski Dariusz Kozłowski Rozmaitości Obserwuj notkę 3

 

Warszawskie autobusy zawsze potrafiły sprawić mi przyjemność. Nie tyle nawet same pojazdy, ile ich niebanalni kierowcy, o nieortodoksyjnym stosunku do pasażerów i innych użytkowników ulic. Gdzież jednak te czasy, kiedy to, jako młode pacholę, przysłuchiwałem się, gdzieś na Woli, pogwarkom kierowców autobusu i taksówki. Ach, co to był za koncert! Obaj panowie, ewidentnie Warszawiacy autentyczni, nie importowani, rozważali zawiłości kodeksu drogowego w kontekście pierwszeństwa przejazdu ich środków lokomocji. Szczęśliwie pojazdy mechaniczne nie występowały wówczas w takiej obfitości jak obecnie, mogli więc, nie popędzani przez nikogo, rozkoszować się wymianą wyrafinowanych deskrypcji cech charakterologicznych i cielesnych przeciwnika oraz perwersyjnych roszczeń wobec niego, jednocześnie śledząc dzieje swoich rodzin. Szczególnym przedmiotem zainteresowania obu artystów języka były losy zawodowe pań z rodu adwersarza. Dowiedzieliśmy się, że niewiasty obydwu rodzin, jakby w karnym ordynku, w komplecie pracowały w przemyśle rozrywkowo-zdrowotnym, rozładowując napięcia seksualne tubylczej ludności i dostarczając jednocześnie uciechę spracowanym tłumom robotniczej Woli i Pragi. Panowie niespiesznie opisywali metody ich pracy, zdumiewając, nas młodych, pomysłowością technik i skrupulatnością opisu anatomicznego. Bluzg był wielo-wielopiętrowy, słowa nie powtarzały się zbyt często, a pomysłowość frazeologii zdawała się nie mieć granic. To była prawdziwa poezja, którą my – dzieciaki – chłonęliśmy w niemym zachwycie. Po kilku minutach rywalizacji, Panowie uznali rzecz za zakończoną, rozjechali się spełnieni i niemal zaprzyjaźnieni. Jeśli komuś opisywane zdarzenie wyda się gorszące, to spieszę donieść, że kilkunastu młodzieńców, w tym autor niniejszej notatki, po tej lekcji zaprzestało popisywania się używaniem „słownictwa” w miejscach publicznych, dochodząc do wniosku, że muszą się jeszcze trochę doszkolić.

Historia ta przypomniała mi się gdy usłyszałem wczoraj, zupełnie innego typu, rozmówkę między młodą, wyraźnie rozeźloną pasażerką, a kompletnie zrelaksowanym kierowcą.

 

– A do pana to specjalne podanie trzeba pisać, żeby pan raczył drzwi otworzyć!

– W okresie zimowym drzwi otwierają sami pasażerowie w miarę potrzeb. Panna sobie poparzy, tam jest taki guzik.

– Jaki znów guzik do cholery, wsiąść do autobusu nie można, od drzwi do drzwi każe mi pan biegać. Poza tym grzeczniej proszę –  nie panna, tylko pani.

– Niech się Panna nie podszywa za kogoś kim nie jest. Gdyby Panna była mężatką, to by Panna wiedziała, gdzie trzeba nacisnąć, żeby się otworzyło.

Polecam się: Dariusz Kozłowski. Cała Nadzieja w korupcji. Felietony i rysunki. Łomianki, Wydawnictwo LTW, 2013, s. 208. Zamówienia: http://www.ltw.com.pl, tel. +48 22 751 25 18 Drodzy komentatorzy, na tej stronie zwalczam przejawy braku szacunku dla bliźniego. Szacunek jest ważny skoro nie umiemy kochać. Myślenie grupowe i partyjnictwo - niemile widziane. Zapraszam wszystkich z ambicjami do suwerenności. Arnold i Polinezja Etiopskie drogi: Odcinek 1 Odcinek 2 Odcinek 3 Odcinek 4 Odcinek 5 Odcinek 6 Odcinek 7 Odcinek 8 Odcinek 9 Odcinek 10 Odcinek 11 Odcinek 12 Odcinek 13 Odcinek 14 Odcinek 15 Odcinek 16 Odcinek 17 Odcinek 18 Odcinek 19 Filipiny: Ania i Józef, czyli seks w małe wiosce Grobowce z pełnym wyposażeniem Synkretyczny taksówkarz

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości