24 listopada 2006 roku zmarł były oficer KGB i FSB Aleksander Walterowicz Litwinienko. Przyczyną zgonu było zatrucie polonem ( izotop polonu 210).
Poza dyskusją jest sprawstwo władz (służb) rosyjskich.
Powstaje pytanie - dlaczego władze rosyjskie nie "uciszyły" niewygodnego Litwinienki w sposób nie rzucający na siebie podejrzeń ("zawał serca", "wylew", wypadek samochodowy itp.)?
Zamiast tego - jego śmierć zorganizowano w ten sposób, żeby szlak powiązań i poszlak biegł do Rosji, ale bez żadnych wyraźnych i jednoznacznych dowodów.
Odpowiedź wydaje się jedna: śmierć Litwinienki to sygnał i ostrzeżenie dla innych niewygodnych dla Kremla osób, byłych i obecnych oficerów, czy też współpracowników służb rosyjskich. Kara i prewencja w jednym.
Niektórzy pytają teraz, dlaczego Rosjanie tak nachalnie i publicznie manipulują śledztwem w sprawie katastrofy smoleńskiej?
Warto w tym przypadku zwrócić uwagę na analogię z przypadkiem Litwinienki: patrzcie, to my, nic nam nie udowodnicie, ale bójcie się...
To ostrzeżenie oczywiście nie jest skierowane do opinii publicznej w Polsce i w innych krajach, która jest karmiona od początku "pewną hipotezą" o błędzie pilotów i naciskach na nich.
Skierowana jest do tych, których takie ostrzeżenie może dotyczyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)