Najpierw wskoczył na platformę śliczny jak malowanie i jakże swojsko brzmiący Radek, Radosław Sikorski...Po nim, kolokwialnie rzecz ujmując i po babsku, agent do zadań specjalnych bez poglądów wyrazistych albo jakichkolwiek - agent Bartek, Bartosz Arłukowicz...a dobrą chwilę później anielica vel kluzica, dla której Polska Jest Najważniejsza, ale na jej zasadach a najlepiej bez zasad - Joanna Kluzik-Rostkowska...
O prawej ręce finansowej potęgi Jana Jacka vel Vincenta Rostowskiego, czyli Joannie od aniołów Kluzik-Rostkowskiej wiemy już ostatnio tyle, że "mucha nie siada" pozostaje w ogonie...a komar nie kąsa...Nie mogę tego połączyć w całość, bo całość odnosi się do do dobrej roboty...a to przecież parodia jest...
Zlustruję sobie - ja, polska baba - ministra od odbiera zdrowia jak tak sobie ministra po.słuchać... Prawo mam, jak matka pediatrę dziecka swego prześwietlić... A wszystko przez to centrum zdrowia dziecka, któremu minister po obywatelsku zdrowie odbiera...a wiadomo, że na niczym tak się zdrowia nie traci jak na kasie...albo na tym naszym dobru wspólnym, co to my finansujemy a to dobro za nasze dobro ma się dobrze...choć my nie... i nasze dzieci także samo. Fachowcy nazwali cudo to Narodowym Funduszem Zdrowia, choć wiadomo, że to to cudownym źródełkiem nie jest i wody życia nie rozdaje...no chyba, że ciągnie z tego źródełka co to z naszych kieszeni bije...
który palec mam pokazać...
co mam zagrać...jak zagrać...żebym znowu bartkiem był...
choć w drużynie pierwszej gały...
jak powiem trzy to się nie zmienię...
razem z donaldem pójdę na bój...jakem....
bo ja glejt na wałdzę mam...
bo to ja dyktuję warunki...
i nikt mi nie podskoczy...donka nie liczę...
radzę zapamiętać...
to mówię ja....
albo i nie...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ale o tym pediatrze, co się w roku 2001 agentem okazał i to najlepszym. Telewizja pokazała, to i prawda być musi. Pewnie dlatego premier do zadań specjalnych Donald I Odnowiciel Tusk, po przeglądzie wojsk swoich wybranych z obywatelskiej armii elit różnych, powołał do swej armii tego Bartosza Arłukowicza, co to na agenturze się zna i na pediatrii i przynależnościach różnych, przysposabianych według klucza: "jak wiatr zawieje"...

Ponad dziesięć lat temu obecny minister zdrowia – Bartosz Arłukowicz był obiektem westchnień wielu Polek. Po sukcesach w realisty show „Agent” Bartosz, zabrał się za politykę. Niestety w tym drugim show nie spisał…się najlepiej i zafundował nam aptekarską terapię wstrząsową.
W życiu prywatnym jest ojcem dwojga dzieci i bardzo pomysłowym kochankiem.
„ Ja bardzo lubię wibratory i nawet ich używam. Różnica między mną a Palikotem polega na tym, że ja używam wibratorów w łóżku, a Palikot w TVN-ie” – powiedział podczas spotkania z działaczami Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy w Bolesławcu (istotneinformacje.pl)
http://www.obmawiamy.pl/03/tak-agent-arlukowicz-lansowal-sie-10-lat-temu-30518/
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A na ten przykład w roku 2009 wiatr zawiał agenta Bartka w szeregi Unii Pracy. Pewnikiem dlatego, że ta partia państwo opiekuńcze promowała, to i zaopiekowała się Bartkiem w potrzebie. A agent jak to agent tajemnicę dochować umiał i nikomu się nie przyznał. Nawet tej korporacji obywatelskiej, co to go zatrudnić chciała do zaopiekowania się ludźmi przeklętymi dla budżetu państwa czy wykluczonymi z niego...albo jakoś tak...
Czytaj także
Tymczasem jak ustaliła TVP Info Arłukowicz formalnie jest członkiem Unii Pracy. Jak to możliwe? – Tuż po wyborach do Parlamentu Europejskiego, obserwując zaangażowanie Unii Pracy w kampanię wyborczą pana profesora Adama Gierka, który z drugiego miejsca na listach Unii Pracy wygrał wybory w okręgu na Śląsku, przeganiając lidera wskazanego przez Sojusz Lewicy Demokratycznej, Arłukowicz przyjechał do Poznania i taką deklarację mi złożył. Mam ją do dzisiaj na piśmie – ujawnia Waldemar Witkowski.
W oficjalnym dokumencie z 2009 roku Bartosz Arłukowicz napisał: „Zgłaszam chęć przystąpienia do Unii Pracy”. Co ciekawe, polityk do dzisiaj swojej deklaracji nie wycofał. – Później nie wycofał deklaracji pisemnie, tylko prosił, by zachować to w tajemnicy, bo kandydował na prezydenta Szczecina i wolał występować jako kandydat bezpartyjny. Potem losy się zmieniły i zbliżył się do SLD, a dzisiaj widać szuka swojego miejsca w Platformie – mówi przewodniczący Unii Pracy.
W rozmowie z TVP Info Witkowski dodał, że spodziewa się, iż lada dzień, kiedy tylko poseł Arłukowicz zdecyduje się wstąpić do PO, rezygnacja z członkostwa w Unii Pracy do niego wpłynie.
http://tvp.info/informacje/polska/arlukowicz-czlonkiem-unii-pracy/4479467
Tak nadawała ta info publiczna do publicznej wiadomości za publiczne pieniądze, nie pytając, czy agent Bartek chce, żeby jego misje wszelakie upubliczniać. A potem to już toczyło się, jak kula śnieżna po stoku góry...
Arłukowicz: Muszę budować projekt, który wyklucza powrót Kaczyńskiego do władzy
- Kiedy tworzą się warunki, trzeba wprowadzać w życie lewicowe wartości - tak Bartosz Arłukowicz tłumaczy, dlaczego wszedł do rządu. Zapowiada, że plan swoich działań jako pełnomocnika ds. osób wykluczonych przedstawi niebawem.
Bartosz Arłukowicz: Polityka to sztuka kompromisu i dialogu. Niezwykle ważne jest to, że potrafią usiąść do stołu i rozmawiać ze sobą ludzie, którzy wcześniej byli wobec siebie krytyczni.
Dera: Przejście Arłukowicza do KPRM to był klasyczny przejaw korupcji politycznej
PAP: Czy premier, przewodniczący klubu PO nie mieli żalu do Pana o te krytyczne słowa? Trzeba było coś sobie wyjaśniać, przepraszać?
B.A.: Bardzo długo rozmawialiśmy z panem premierem i rozpoczęliśmy rozmowy dokładnie od tematów, które kiedyś wprowadzały między nami emocje. Od tego się zaczyna, jeśli chce się cokolwiek projektować razem. Okazało się w trakcie tych rozmów, że tych pól zbieżnych jest całkiem sporo. Wypowiadając opinie, weryfikując je z rzeczywistością i projektując przyszłość można wyciągnąć całkiem dobre wnioski, często także z uwag krytycznych.
B.A: Mówiłem o swoich przemyśleniach, ale decyzja pana premiera też nie była przecież łatwa. To trudne i odpowiedzialne, aby otworzyć drzwi dla ludzi, którzy jasno precyzują swoje, czasem bardzo wyraziste poglądy. Świadczy o chęci współpracy, szukania kompromisu i budowania, a nie mnożenia kolejnych podziałów. Cieszę się, że podjęliśmy wspólnie z premierem to trudne wyzwanie. Mam nadzieję, że to przyniesie dobre efekty.
Kwaśniewski: Transfer Arłukowicza to akt, który wpycha SLD w ramiona PiS
PAP: Jeszcze kilka miesięcy temu był Pan jednym z najbardziej rozpoznawalnych śledczych komisji badającej tzw. aferę hazardową. Teraz znalazł się Pan w jednym klubie m.in. z "Mirem", nie przeszkadza to Panu?
B.A.: Od tej kwestii rozpoczęliśmy rozmowę z premierem. Premier wyraził jasną, jednoznaczną i bardzo satysfakcjonującą mnie deklarację dotyczącą osób zaangażowanych w aferę hazardową. Zresztą o tych deklaracjach premier mówił wcześniej. Ale nie może być też tak, żeby coś, co się wydarzyło, co wyjaśniałem, paraliżowało moją dalszą aktywność. Z afery hazardowej należy wyciągać wnioski, ale życie toczy się dalej. O ludzi słabszych trzeba walczyć. Jeśli jest taka możliwość, to ja się po prostu za to biorę.
B.A: To nie były negocjacje, to były bardzo poważne, dobre i głębokie rozmowy o państwie, o tym w jakiej sytuacji społecznej, ekonomicznej, politycznej jesteśmy. W Polsce ważne jest konstruowanie frontu ludzi, którzy chcą budować, a nie tylko dzielić. W ostatnich miesiącach byłem włączony w ostrą retorykę partyjną, w ostrą walkę. Myślę, że ludzi, którzy chcą budować trzeba skupiać w jednym miejscu.
B.A: Rozmowy rozpoczęły się i właściwie zakończyły na debacie merytorycznej. Oczywiście zaskutkowały decyzją polityczną, ale jeśli rozmawia się o problemach, a nie o samych sobie, to dużo prościej jest dojść do porozumienia. Jeśli szuka się porozumienia w sprawach merytorycznych, to często sztandary partyjne odchodzą na bok.
PAP: Premier zapowiedział, że zaproponuje Panu "jedynkę" na liście w Szczecinie w wyborach do Sejmu. Czy satysfakcjonuje Pana ta oferta, przyjmie ją Pan?
B.A.: Oczywiście. Zamierzam kontynuować drogę parlamentarną. Przystąpiłem do klubu PO i naturalną konsekwencją tego kroku jest to, że będę startować z list PO.
PAP: A jak chce Pan w praktyce realizować wartości, które są dla Pana ważne. Od czego chce Pan zacząć, jakie będą priorytety Pańskiej pracy w Kancelarii, pierwsze zadania, spotkania?
B.A.: Swoją misję postrzegam jako koordynację działań. Zamierzam stworzyć zespół, który będzie się tym zajmował. W Polsce funkcjonuje kilkadziesiąt tysięcy organizacji pozarządowych, które pomagają ludziom. Tam są setki tysięcy ludzi przepełnionych energią i pasją. Trzeba stworzyć platformę porozumienia i współdziałania między rządem, a organizacjami pozarządowymi. Plan działań zostanie przestawiony niebawem. Ogólny priorytet, polegający na aktywizacji społecznej, dotyczy bardzo wielu grup m.in. niepełnosprawnych, ludzi starszych. Ubóstwo jest także problemem, który niesie za sobą określone skutki szczególnie dla dzieci. Aby to zrobić, konieczna jest koordynacja działań i współpraca wielu ludzi choćby Rzecznika Praw Dziecka, organizacji pozarządowych i rządu.
PAP: A co z mniejszościami seksualnymi? O ich interesy też będzie Pan walczył?
B.A.: Problem praw mniejszości seksualnych funkcjonuje w Polsce. Ważne jest, aby budować takie reguły, gdzie większość chroni prawa mniejszości, niezależnie od tego jakich mniejszości to dotyczy.
Tusk: Arłukowicz, jeśli zechce, dostanie jedynkę w Szczecinie
PAP: Mówił Pan, że projekt, którego realizacji się Pan podejmuje, nie jest "na pięć miesięcy". Czy dostał Pan zapewnienie od premiera, że jeśli po wyborach PO będzie nadal rządzić, to będzie Pan kontynuował swoją pracę w KPRM?
B.A.: Absolutnie nie mówiliśmy z premierem o zadaniu na pięć miesięcy. Mówiliśmy o problemie ludzi wykluczonych, o rozpoczęciu współpracy z organizacjami pozarządowymi w tej sprawie. Naturalnie jest to projekt długoterminowy. A co będzie po wyborach, zobaczymy, zastanawianie się nad tym jest przedwczesne. Trzeba myśleć i działać z optymizmem.
PAP: Porozmawiajmy jeszcze o Pana byłej formacji politycznej. Po odejściu z SLD spadła na Pana fala krytyki. Pańscy byli koledzy klubowi zarzucają Panu, że "zamienił Pan ciężką pracę przy odbudowie lewicy na limuzynę rządową".
B.A: Nie zamierzam uczestniczyć w tych uszczypliwościach. W swoim życiu poruszałem się różnymi środkami lokomocji, w tym przez parę lat także karetką reanimacyjną. Każdego, kto mieni się lewicowcem, człowiekiem o wrażliwości społecznej zapraszam do współpracy.Są realne sprawy, które trzeba załatwić. Czas partyjnych awantur mam za sobą. Przystępuję do działania.
Miller o Arłukowiczu: W rządzie będzie Julią Piterą w spodniach
PAP: Swoją decyzję o odejściu z SLD uzasadniał Pan m.in. tym, że wiele razy zmuszano Pana do głosowania "ramię w ramię" z PiS. Na ile realny, Pana zdaniem, jest wariant powyborczej koalicji SLD-PiS?
B.A.: Wielokrotnie mówiłem, że powrót Jarosław Kaczyńskiego do władzy byłby uwstecznieniem rozwoju państwa. Wielokrotnie mówiłem też o tym, że aby tak się nie stało, trzeba budować front ludzi pozytywnie myślących, budujących, a nie dzielących. Uważam, że muszę reprezentować projekt, który jednoznacznie wyklucza możliwość powrotu Jarosława Kaczyńskiego do władzy i taki projekt wspieram.
PAP: Co przesądziło o tym, że zdecydował się Pan odejść z SLD. Sondaże pokazują, że Sojusz może liczyć obecnie na kilkanaście procent poparcia; możliwa wydaje się również koalicja SLD-PO. Nie warto było zaczekać?
B.A.: Myślę, że grupy wykluczone, ludzie starsi, niepełnosprawni, nie mają czasu by czekać na wybory i potencjalne koalicje. Tym ludziom trzeba pomagać teraz. Jeżeli tworzą się narzędzia i mechanizmy do tego, by realizować dobre projekty to należy to robić.
PAP: Spełni się nadzieja SLD, że pana nominacja wymusi uchwalenie ustawy o zapłodnieniu in vitro?
B.A.: Uważam ten problem za niezwykle ważny. Jesteśmy w trakcie prac. Mam nadzieję, że projekt ten uda się przeprowadzić do końca tej kadencji parlamentu.
Arłukowicz oficjalnie dołączył do klubu PO
PAP: Podkreśla Pan swoją bezpartyjność, tymczasem szef Unii Pracy Waldemar Witkowski przekonuje, że ma Pana deklarację członkowską z 2009 r.
B.A: Był taki pomysł kilku osób, kiedy część kolegów i posłów z klubu Lewicy przystępowała do UP. Popierałem ten projekt, ale jednak nie zdecydowałem się ostatecznie na przystąpienie do partii. Poinformowałem przewodniczącego Witkowskiego, że nie zdecyduję się jednak na przystąpienie do partii. Nie wszedłem w żadne mechanizmy statutowe, nie zostałem przyjęty, bo poprosiłem o zatrzymanie tego procesu. Postanowiłem, że pozostanę człowiekiem bezpartyjnym. http://www.polskatimes.pl/artykul/402638,arlukowicz-musze-budowac-projekt-ktory-wyklucza-powrot,3,id,t,sa.html
Igrzyska dla ciemnego ludu

Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Przesłuchanie Tuska musi być. A najlepiej w konfrontacji z Kamińskim. Polacy to ciemne masy, które, co prawda, nic nie rozumieją z afery hazardowej, ale swoją porcję igrzysk dostać muszą - prawi Eryk Mistewicz.
Eryk Mistewicz naczytał się Goffmana i innych podobnych autorów i komentując postanie nowej komisji nawet nie próbuje ugryźć tematu od innej strony. Wszędzie widzi teatr ogromny. Po co rozpatrywać, kto ma rację, a kto nie i zaśmiecać tym ludziom główki, skoro liczą się igrzyska, emocje, spektakl?
- Tworzy się bardzo ciekawa przestrzeń. 72 proc. Polaków chce takiego spektaklu pomiędzy Mariuszem Kamińskim i Donaldem Tuskiem. Od tysiąca lat ludzie chcą tego samego: igrzysk i spektaklu, który zrozumieją. Bo Realpolitik jest rozumiana przez ekspertów, natomiast dla pozostałej publiki jest spektakl - mówił Mistewicz w TVN24.
Proste? Proste. Ciemne masy nie potrafią wyciągać wniosków z tego, co czytają, więc od spektaklu zależeć też będzie, kogo uznają za dobrego, a kogo - za złego. Bo taki podział - zdaniem eksperta - jest obowiązkowy. Inne warianty nie wchodzą w grę.
- Na początku zawiąże się akcja: okaże się, kto jest dobry, a kto zły. To będzie bardzo istotne. Nie tylko dlatego, że najbardziej oglądane, ale ten pocztę określi nam bohaterów tej sceny. Wbrew pozorom te role jeszcze nie są rozdane. Nie wiadomo, czy Donald Tusk jest tym dobry, który próbuje oczyścić swoją stajnię czy złym. Określą to widzowie po pierwszej odsłonie. Będzie wiadomo, gdzie są emocje ludzi - mówi Mistewicz.
Emocje i spektakl - właśnie dlatego tak, a nie inaczej oceniliśmy pomysł powołania tej komisji. Bezsensowne wydawanie pieniędzy i stwarzanie różnym "aktorom" (krzykaczom) okazji do wypromowania się. Mistewicz również przypomniał, że poprzednie komisje wypromowały parę gwiazd. Im nowsze - tym bardziej krzykliwych. I straszy: - Być może właśnie Bartosz Arłukowicz będzie nowym liderem lewicy.
Racja: poseł Arłukowicz ma wyjątkowe parcie na szkło, ostatnio boimy się, kiedy wyskoczy nam z lodówki. A co ma do powiedzenia? Próbką swoich możliwości uraczył nas podczas debaty. Arłukowicz świetnie nada się do zapewniania igrzysk ciemnemu ludowi.
Skoro już igrzyska są nieuniknione, to trzeba je uatrakcyjnić i - jak wspomniał Mistewicz - przesłuchać Tusk, a najlepiej - doprowadzić do konfrontacji Tuska z Kamińskim. Jaki jest jej sens? Nie zastanawiajmy się. Będzie fajnie: Arłukowicz będzie mógł zadać pytania. A w ogóle, to lud tak chce, choć, oczywiście, niczego z afery nie rozumie.
CO Z TĄ ETYKĄ, PANIE dOKTORZE? mINISTRZE? aGENCIE DO ZADAŃ WSZYSTKICH...ALBO ŻADNEGO?...
Bartosz Arłukowicz przed Rzecznikiem
Oto jak PO dba, by starsi ludzie mieli w Polsce zatrudnienie! Bartosz Arłukowicz (41 l.) brutalnie wyrzucił z pracy 64-letnią sekretarkę Zofię Szczepańską. Wcześniej kancelaria Donalda Tuska (55 l.) wywaliła na bruk 60-letniego fotoreportera, który szefowi rządu służył wiernie ponad 4 lata.
A wszystko zaczęło się z tą polityką sejmową tak...
Arłukowicz: Zajmę się też gospodarką
Rozmawiała Jolanta Kowalewska
2007-11-04, ostatnia aktualizacja 2007-11-04 00:00
Rozmowa z posłem Lewicy i Demokratów ze Szczecina Bartoszem Arłukowiczem
Jolanta Kowalewska: Czy już zapoznał się pan z sejmowymi korytarzami?
Bartosz Arłukowicz: - Nie znam korytarzy, nie znam kuluarów, w Sejmie byłem tylko raz - jako członek SdPl - mieliśmy spotkanie z Markiem Borowskim. Trema jest, ale przecież kiedyś również pierwszy raz wchodziłem do budynku Pomorskiej Akademii Medycznej czy też na salę sesyjną rady miasta Szczecina....



Komentarze
Pokaż komentarze