- Rozmawiam z pacjentką. - Umiera? - Nie. - Więc może poczekać... Dobry wieczór, Pani Doktor od siedmiu boleści...dedykuję Pani jeden z dialogów doktora House... I innym podobnym Pani też...Ta sprawa czeka już kilka lat na odpowiedź - może jeszcze poczekać... a może już nie...
Ta historia wydarzyła się kilka lat temu, nie więcej, niż cztery...normalna - rzec by można w polskiej służbie zdrowia, ale nietuzinkowa, nawet jak dla polskiej baby... w jej finale.
Konkluzja wypłynęła podczas towarzyskiej rozmowy... Na serio pojęłam wówczas, że "i śmiech niekiedy może być nauką"... Bezmiar głupoty lekarki, której historia poniżej - najpierw wywołał oburzenie, potem śmiech i refleksje, że z głupotą wykształconą inaczej - inaczej się nie da...
Jak to mówiła Agata Christie?
parafrazując trochę stwierdziłam, że:
Gdyby wszyscy głupi lekarze musieli nosić białe czapki - ludzkość z lotu ptaka wyglądałaby jak stado gęsi...
rzecz jasna zamiennikiem może być dowolna grupa zawodowa...społeczna...albo jak się chce...
Ten dokument przechowuję wraz z innymi ciekawostkami w teczce oznaczonej: A to Polska właśnie...
I kiedy słucham Bartosza Arłukowicza a wcześniej Ewę Kopacz - reprezentantów środowiska lekarskiego...czy grupy reprezentatywnej...reprezentacyjnej...albo jakoś tak...to mam przed oczami tekst, który i wam dam...skoro mam...
Do lekarza prowadzącego X za pośrednictwem rzecznika praw pacjenta takiej to a takiej placówki medycznej Y w Z
Szanowna Pani doktor
Serdecznie przepraszam, że ośmieliłam się zostać Pani pacjentką. Zapewniam, że nie przyszłoby mi to do głowy, gdybym wiedziała, jak będzie wyglądał nasz kontakt.
Serdecznie przepraszam, że ośmieliłam się zaprzątać Pani czas i uwagę swoją osobą, ale przyjęcie na oddział zaaplikował mi ordynator oddziału - doktor nauk medycznych, który podczas badania kwalifikującego wykazał się wysoką kulturą osobistą i empatią - słuchał słysząc, patrzył widząc, a rozmawiając - rozumiał.
Przepraszam, że w jednej chwili doktor ordynator wzbudził moje zaufanie, stając się wizytówką placówki, w której zapewne znalazła się Pani przez przypadek w dniu pierwszego kwietnia. I nie ważne którego roku. Musiał to być żart, jak wynika z daty. szkoda, że wcześniej o tym nie wiedziałam. Zapewniam Panią, że nawet gdyby Pani zatrudnienie odbyło wczoraj i tak za długo, z uwagi na Pani wybitny brak kwalifikacji i szczególne nieumiejętności.
Przepraszam, że pani przełożony - ordynator okazał sie głąbem i ocenił, że wymagam kompleksowego leczenia.
Serdecznie przepraszam, że reakcja mojego organizmu nie spełniła Pani oczekiwań oraz spodziewanych efektów.
Przepraszam, że ośmieliłam się artykułować moje problemy zdrowotne, z którymi nie potrafię się uporać, nad którymi nie potrafię zapanować. Pani nie musi mnie przepraszać i tak wystaczająco męczy się Pani z zajęciem, które Panią przerasta.
Serdecznie przepraszam, że pielęgniarki oddziału nie wykonały poboru krwi, odsyłając mnie do laboratorium, co wywołało reakcję ze strony pracowników laboratorium – bardzo miłych Pań, które nie zbyły mnie tak jak pani ma to w zwyczaju i zajęły się troskliwie, wyjaśniając we własnym zakresie tę nieprawidłowość, która była Pani dziełem i Pani wybitnej głupoty.
Przepraszam, że niewłaściwie wydane skierowanie, sygnowane Pani nazwiskiem, stało się przyczyną Pani dodatkowych kłopotów. No bo przecież musiała Pani je przepisać a ja ośmieliła się nachodzić Panią ponownie w tej sprawie. Współczuję Pani, że musiała Pani nauczyć się wypisywać poprawnie medyczne dokumenty. Łączę się z Panią w tym bólu.
Serdecznie przepraszam, że musiała Pani wyładować na mnie złość w obecności personelu i pacjentów. Przecież rozumiem, że ludzie maluczcy tak jak Pani muszą na kimś wyładować swoje słabości, braki i niedoskonałości. Adolf Hitler też tak miał.
Przepraszam, że musiała Pani w obecności tych osób opisać mój stan zdrowia, wyliczyć wykonane dla mnie „dobrodziejstwa”, za które zamiast być wdzięczną pacjentką i przyjść z kopertą – piętrzę problemy zdrowotne i domagam się darmowego leczenia w Pani publicznej placówce, do ktorej mam skierowanie w ramach NFZ.
Przepraszam, że swoją osobą zmusiłam Panią do zachowania niegodnego lekarza, choć jak widzę dla Pani standardowego, jeśli Pani rozumie, co do Pani piszę.
Przepraszam, że zmusiłam swoją niewdzięczną postawą pacjenta, który miał czelność przebywać w Pani publicznej placówce, do naruszenia tajemnicy lekarskiej oraz złamania prawa pacjenta do prywatności i intymności.
Przepraszam, że z poczucia upokorzenia, rozgoryczenia i bezsilności rozpłakałam się w obecności Pani oraz tylu innych osób, by potem ze łzami przemieszczając się na pozostałe zabiegi zainteresowałam innych pacjentów.
Przepraszam, że musiała mi Pani zagrozić wydaleniem z oddziału, jeśli nadal będę zgłaszała uwagi odnośnie mojego samopoczucia i stanu zdrowia. Zapewniam Panią, że nikt mnie nie poinformował przy przyjęciu, że na oddział trafiają tylko zdrowe i nieskomplikowane przypadki. Ordynator oddziału też nie....
Serdecznie przepraszam, że nie przygotowała mnie Pani do badania przez zespół lekarzy i miała Pani tyle pracy dodatkowej kosztem zaplanowanej kawy i torta imieninowego koleżanki.
Przepraszam, że być może nie umiałam wyartykułować klarownie swoich dolegliwości. Że nie ukończyłam medycyny, żeby spełnić Pani oczekiwania w tym zakresie.
Przepraszam, że liczyłam na to, iż zrozumie Pani moją wypowiedź z dnia przyjęcia mnie, że nie umiem opisywać swojego stanu, zwłaszcza, że od dwóch lat borykam się głownie ze zwalczaniem bólu, co może zamazywać obraz i nadawać subiektywne odczucie swojego stanu zdrowia i kondycji.
Przepraszam, że podczas „zespołowego badania” czułam się jak królik doświadczalny, który nie wie, w jakim celu „robi z siebie małpę”, by ostatecznie nie poznać wyników tego show.
Przepraszam, że nie rozmawia Pani z pacjentem na temat wdrażanego leczenia, jego zasadności, skuteczności i ewaluacji.
Przepraszam, że nie interesuje się Pani absencją pacjenta "na leczeniu", który z „braku sił i możliwości” nie dotarł na zabiegi.
Przepraszam, że chcę poznać przyczyny tego stanu rzeczy, by maksymalnie zniwelować tę okropną niepełnosprawność ruchową, na którą na pewno sobie zasłużyłam jak Pani diagnozuje, a która pozostaje jednak w sprzeczności z moim usposobieniem, charakterem i osobowością oraz dotychczasowym trybem życia.
Serdecznie przepraszam, że w oczach personelu usiłuje Pani wyrobić mi opinię „hipochondryczki”, której „buzują hormony”.
Przepraszam, że mój lekarz nie znalazł w Pani oczach uznania. Jak rozumiem, z czystej życzliwości poradziła mi Pani zmianę lekarza, bo ten tuman na niczym się nie zna.
Serdecznie przepraszam, że jako pacjent nie przyjęłam właściwej postawy wobec lekarza, a więc postawy „durnowatej”, ślepo posłusznej.
Przepraszam, że jak widać, nader często ośmielałam się przypominać Pani o swojej obecności.
Przepraszam, że ośmielałam się pomyśleć, że z radością i ulgą zatrzasnęłabym za sobą drzwi placówki, w której Pani rezyduje.
Przepraszam, że pozwoliłam sobie na ocenę dyskredytującą Panią w oczach tych kretynek pielęgniarek, że tylko obca Pani troskliwa opieka personelu powstrzymała mnie od tej decyzji.
W związku z koniecznością dalszego leczenia, bardzo, ale to bardzo proszę, żeby wytężyła Pani swoje siły i ruszyła tym, co ma Pani pod włosami, jeśli Pani ma i pisemnie przekazała sugestie i zalecenia odnośnie dalszego prowadzenia, ale tak, żeby ten tuman mój lekarz, o którym Pani wie, że jest, zrozumiał.
z serdecznymi przeprosinami i obietnicą, że więcej nie skorzystam z tej placówki i nie polecę jej nikomu
bez poważania
http://www.sawka.pl/index.php?nIdGrupa=9&cSearchVal=lekarz


Komentarze
Pokaż komentarze (10)