Lubię posłuchać Leszka Millera, kiedy nie nudzi tylko bawi się słowami. Bawi mnie jego barwny język, tak nieobecny w polskiej polityce, kreującej się "na powagę słowa i myśli"...Poważnej w mowie, jak dziewiąty miesiąc ciąży... i na tym się kończy. Inaczej, niż z ciągiem dalszym ciąży... Następują narodziny radości i szczęścia, dumy i uwielbienia, perspektyw i motywacji... Ale polityka to nie ciąża i trwa...trwa... i końca nie widać...ani szczęścia, ani radości, ani dumy, ani uwielbienia, ani perspektyw, ani motywacji...Podobno popędu płciowego także nie...o przepraszam - zapomniałam, że jakieś lemingi mogą być w tym wszystkim wyjątkiem...
Jak wyliczył Leszek Miller - na zmianach prawnych rządu z poprzedniej kadencji skorzystali najbogatsi...przeciętnie 550 zł miesięcznie, a najubożsi przeciętnie aż 10 zł. A kiedy administracja wzbogaciła się o 80 tys. urzędników, to 80 tys. absolwentów szkół i uczelni zasiliło szeregi bezrobotnych...
I kiedy Miller mówił - zadumałam się nad tym, ileż to nas kosztuje ta obsługa kryzysu przez rząd...Toż to, jak obsługa długu publicznego...Końca nie widać, a zegar bije jak szalony... Kosztuje nas ten kryzys obsługiwany przez zarządcę naszym majątkiem wraz z jego sztabem wyborczym, powyborczym, okołowyborczym, okołobudżetowym i bezpośredniobudżetowym, że włos się jeży na głowie...Tak sobie skonkludowałam po wystąpieniu szefa SLD, który objawił narodowi prawdę powszechnie znaną, że wbrew pozorom, rząd nie zajmuje się zwalczaniem kryzysu, ale właśnie jego obsługą... Ja bym powiedziała, że jego pogłębianiem...ale ja mogę się nie znać...baba jestem tylko...a wiadomo, że chłop wie lepiej, dlatego chłopem jest i skoro zaczął to skończyć powinien...albo babę wykończyć... tym....wiadomo czym...
jak to ja niczego nie zaczynam i niczego nie kończę...a kasia i michał... / no tak...ale czy gośka to potwierdzi... 
Jak twierdzi Miller - premier Donald Tusk jest pierwszym szefem rządu, który nie może odciąć się od poprzednika i dlatego nie może skupić się na jasnej przyszłości. - Dotychczas każdy premier, łącznie ze mną, mógł skupić się w swoim expose na jasnej przyszłości, a cieniami obciążyć poprzedniego szefa rządu...
Według Millera, Tusk na półmetku swoich rządów ani niczego nie zaczyna, ani niczego nie kończy...
Leszek Miller znalazł też wytłumaczenie skrócenia czasu expose, wygłoszonego po wygranych wyborach, z ponad 3 godzin do 60 minut, co - jak przekonuje - wcale nie dziwi, bo gdyby trwało dłużej, to trzeba byłoby się wytłumaczyć z realizacji poprzednich obietnic. A tłumaczyć nie ma czego, bo niczego nie ma...
"Kryzys gospodarczy nie stuka do naszych drzwi. Nie łomocze. Jest już w przedpokoju. Powiesił płaszcz, założył kapcie i zaczyna czuć się, jak u siebie w domu...Wyczuł słabość i beztroskę gospodarzy. Zostawili drzwi otwarte w przekonaniu, że nie trzeba wiele robić, żeby wysokie fale same ominęły zieloną wyspę. Okazało się jednak, że nie jesteśmy zieloną wyspą. Co więcej, że w ogóle nie jesteśmy wyspą. Aż dziw bierze, że ta banalna prawda była tak długo więziona w rządowych gabinetach..."
a zielonej wyspy nie ma... żadnej wyspy nie ma...jest wielka wsypa...wtopa...albo jakoś tak...
Według Leszka Millera rząd ma trzy wariany budżetu: zły, gorszy i jeszcze gorszy... I jeszcze budżet mydlenia oczu, który rząd złożył w sejmie tuż przed wyborami...-Gdyby porównać rząd do przedsiębiorstwa, to bez wątpienia zarówno prezes tej firmy, jak i główny księgowy pracują od czterech lat w dziale promocji i marketingu... ale nawet najlepsze i najpiekniejsze opakowanie, najpiękniejsza reklama nie rozwiążą problemów (....)
*** i co? dobrze było? uwierzyli?...
Dla zainteresowanych wystąpieniem Leszka Millera:
http://www.youtube.com/watch?v=t8ckWQF5e5U
fot.google.pl


Komentarze
Pokaż komentarze