Świat się kończy, daję słowo, nasz "kopciuszek" zostanie królową - pomyślałam o Ryszardzie Milewskim, parafrazując znaną bajkę
Kto jest kopciuszkiem a kto złą macochą w bajce o Jarosławie Gowinie i Ryszardzie Milewskim...i kto kogo bije w tej bajce...i dlaczego... i jakimi kijami choć z innej bajki...bo w tej sprawie bajki są dwie...
"Ofiara przemocy" ministerialnej Ryszard Milewski lamentuje, jak to bardzo jest szkalowany on i jego sąd przez ministra Gowina. Waga słów w materiale dowodowym nie pozostawia wątpliwości. Sąd jest Ryszarda Milewskiego a ministrowi wara z prywatnej własności, konstytucyjnie zapisanej - jeśli prawo własności interpretować literą prawa - bo jego duch niech zostanie w sferze empirycznej.
Złymi świadkami są oczy i uszy ludziom, którzy noszą duszę barbarzyńców - jak twierdził Heraklit
"Mój sąd jest szkalowany przez Gowina" grzmi michnikowska prawda, dając twardy dowód na potwierdzenie, że miasto Gdańsk jest "ich" a sąd jest "jego".
I z michnikowskiej prawdy dowiaduję się, że rozmowy nie były dwie a co najmniej trzy - bo według Milewskiego, taśma prawdy jest manipulacją trzech rozmów. Nasuwa się zatem pytanie konkursowe "o rozgrzeszenie do końca świata a nawet o jeden dzień dłużej":
1. Ile rozmów prowadził na gorącym łączu sędzia-prezes z premierowskimi służbami różnymi
2. Czy u Milewskiego nie obserwujemy zaburzeń pamięci, które mogą sugerować różnego typu patologie ośrodka układu nerwowego, co jest typowe przy chorobie Alzheimera na ten przykład
3. Czy badania okresowe pracownika Milewskiego nie powinny zostać rozszerzone w zakresie jak wyżej...
4. Kto przypomniał prezesowi to, co zapomniał...bo jego lekarz to chyba nie...
I cóż jeszcze wypływa z tej mądrej rozmowy w jedynie słusznej prawdzie, co to prawdą jest taką, jak wielu wie a inni nie chcą się przyznać?
"Nie rozmawiałem jako sędzia, który orzeka w jakiejś sprawie, tylko jako prezes. Prezes pełni funkcję administracyjną i musi rozmawiać ze wszystkimi - z urzędem wojewódzkim, z urzędem miejskim, z dziennikarzami. Tym bardziej jeżeli sekretarka łączy mnie z kancelarią premiera."
No to co się dziwić wyrokom różnym - "z teraz i z przeszłości" - skoro do prezesa sądu może zadzwonić każdy, kto ma interers do prezesa, a on z mocy urzędu pełnionego musi rozmawiać...To już teraz każdy wie, jak się za swoje sprawy w sądzie zabierać zamist włosy z głowy rwać... najlepiej dać...
Jak by zapytać za Pospieszalskiego twierdzeniem: warto rozmawiać?
no chyba, że warto...byle było wiadomo, za ile, albo za co...no bo po co to wiadomo: dyspozycyjność to rzecz święta, zwłaszcza u prezesa sędziego, co to sędziom przydziela sprawy różne i do właściwego rozpatrzenia...
I w tej jedynie słusznej rozmowie Milewski brnie...prosto w bagno - nawiązując do tego, czy premier Tusk jest przełożonym Milewskiego...
"Nie jest. Ale chyba pan rozumie, że kancelaria dzwoni w sprawie nietuzinkowej, która cały czas nabierała rozpędu, którą żyje cała Polska . Musiałem rozmawiać."
A, widzicie - musiał rozmwiać...skoro musiał to może - literalnie czytać - musiał a nie że od razu chciał... Historia zna już takiego jednego. co to nie chciał ale musiał - prezydentem został czy ofiarą losu...albo jakoś tak...całkiem jak ten prezes Milewski, który ofiarą się stał... Tylko patrzeć jak status pokrzywdzonego sam sobie nada ustami kolegów z KRS, co to ma nad nim sąd zrobić...ludzki nie Boży, a zatem uznaniowy a nie sprawiedliwy... ja tak sobie myślę, że nie...
Im dalej w las -
"Pana Arabskiego znam z oficjalnych spotkań, jakie w Gdańsku mieliśmy. Przy okazji planowanego otwarcia nowego budynku sądów przy ul. 3 Maja wymieniliśmy się telefonami."
Po tym zwierzeniu to bym areszt Milewskiemu zastosowała, żeby zapobiec mataczeniu. A Wy nie?
"O pierwszym telefonie poinformowałem przełożonego - prezes sądu apelacyjnego panią Annę Skupną. Poinformowałem, że kancelaria zaprasza na spotkanie, ale jeszcze nie ma terminu. Powiedziała, że to bardzo dobrze, bo oboje mieliśmy odczucie, że gdański wymiar sprawiedliwości jest krzywdzony".
Najlepiej razem z prezes sądu apelacyjnego Anną Skupną, bo widać, że sprawa mocno rozwojowa jest. I dokumenty powstają jak grzyby po deszczu...tylko robaczywe chyba, podłoże za mokre czy sprawa...no chyba, że nie...Zwłaszcza, że nieoczekiwanie pamięć wracać prezesowi zaczęła, z dokładnością i precyzją, że ech... A Wy nie?
"Pierwsza rozmowa była 5 września, godziny nie pamiętam. Druga była jakieś pół godziny później, na komórkę. Bardzo krótka, w której usłyszałem tylko potwierdzenie, że następnego dnia osobiście będzie dzwonił pan Arabski. Trzecia - 6 września po godz. 14."
resztę poczytajcie na http://wyborcza.pl/1,75478,12539211,Sedzia_Milewski_atakuje___Moj_sad_jest_szkalowany.html#ixzz27MDF1eKM
...i sami się przekonajcie, czy ofiarą jest ten prezes sądu, co to od 25 lat sędzią karnistą jest - że strach się bać jego wyroków obiektywnie niezależnych - a oprawcą ministers...
...i czy "sitwa" ministra zje...
ale o wilku i czerwonym kapturku to opowiem kiedy indziej...w miarę rozwoju akcji o kolejne bajki...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)