I zaczęło się - zebrali się, by o ochronie zdrowia pogadać -a nie o służbie zdrowia jak to Tadeusz Cymański na proteście pielęgniarek był uprzejmy pleść. Jest rzeczą niesłychanie ważną, by debata na polskiej scenie przestała być przekrzykiwaniem a merytorycznym rozważaniem stała się...tego to i ja sobie życzę, wy chyba też...Działamy w obszarze ochrony zdrowia w warunkach mocno "spatologowanych"...To Jarosław Kaczyński nie ja...choć właściwie ja też...
Tak sobie pomyślałam, że w tych debatach to wcale nie idzie o przejęcie władzy tu i teraz natychmiast przez PiS. Jak sieją po kraju te i owe z obywatelskiej partii opacznie pojmowanej.
Zdaniem polskiej baby, tu głębsza idea jest - osłabić i obnażyć partię rządzącą, by partię Kaczyńskiego na szczyty słupków wznieść a przy okazji pokazać społeczeństwu, że problemów ogrom jest. No i że Jarosław Kaczyński nie skończony jeszcze jest i siłę jakąś ma, mimo upływu lat...i ambicję...i Platformy niezmiennie nie lubi też...
Bo widoczną prawda taka jest, że ta sprzedawana obywatelom przy okazji politycznych przepychanek inna jest - wyborczych też...
I może jeszcze, żeby upiec przy jednym ogniu więcej niż pieczenie dwie - rozbudzić ten kaczyński tą debatą chce - i tamtą ekonomiczną też - świadomość społeczną o tym, jak to w tej polskiej sprawiue naprawdę jest - w ochronie zdrowia też - jeśli ta ochrona faktycznie jest... bo, że interesu ochrona jest - nikt nie wątpi - ja też....
Dowiadujemy się, że PiS jest za zmianą sposobu finansowania ochrony zdrowia, bo system powstały w roku 1998 zbankrutował, okazał się zdecydowanie niewydolnym.
Znaczy, że zmienić sposób finansowania trzeba pilnie, bo nikt nie kontroluje przepływu środków finansowych w tym obiegu pieniądza - poza skostniałymi urzędnikami z NFZ, którzy robią to bez ładu i składu, bez diagnozy potrzeb i wiedzy co na to finansowanie składać się ma faktycznie, a nie według ich "widzimisię"...
Zdaniem PiS należy zdecentralizować środki finansowe - przekazać zadaniowo wojewodom, którzy zajmą się ich alokacją pod rzeczywiste potrzeby.
Kto dał prawo urzędnikom z NFZ decydować, jak leczyć, za ile leczyć - pytają na debacie...No to odpowiadam - ja nie...
Padają też informacje o nieakcptowalnych warunkach pracy w placówkach publicznych ochrony zdrowia, o obowiązku dbałości państwa o stworzenie dobrego wykształcenia lekarza i pielęgniarki, o wyeliminowanie przenikania się systemu publicznego i prywatnego - bo to korupcyjny model jest...
No i dowiadujemy się, że komercalizacja szpitalnictwa jest niebezpieczna dla polskiego pacjenta. Przykład nawet pada. Kardiologia inwazyjna wspaniale w Polsce podobno działa i stawia nas w czołówce, natomiast ilość chorób niewydolności mięśnia sercowego - wysokokosztowych i nierentownych dla prywatnych placówek, pozostawia nas w ogonie.
Według profesora od chirurgii Krzysztofa Bieleckiego mamy w Polsce trzech zabójców polskiego społeczeństwa: choroby krążenia, nowotwory oraz ofiary wypadków i zatruć...I według lekarza z pięćdziesięcioletnim stażem w zawodzie, najpierw te problemy trzeba rozwiązać, zadbać o diagnostykę i leczenie w tych obszarach, wysokokosztowych i nierentownych najczęściej.
Bo nie ma demokracji i wolnego rynku w ochronie zdrowia jak nie ma jej na sali operacyjnej
Istotne zdanie padło z ust prof. Krzysztofa Bieleckiego - pacjent wypisywany z prywatnego szpitala vel kliniki ma wpisywane w kartę wypisu: w razie powikłania zgłosić się do najbliższego publicznego szpitala...
I ja się pytam, czy można się dziwić, że te publiczne zadłużają się, bo kasę to trzepie ten prywatny a z problemem odsyła na garnuszek publicznego...
Zatem, wolny rynek w medycynie to nie - Panie Premierze, bo to nie Świetlik Pana kolegów jest i nie może Pan wszystkich i wszystkiego mierzyć własną miarką i własnym doświadczeniem, znaczy na publicznym dobrze urządzić się...
I niech premnier sobie dobrze zapamięta, w tym pseudoexpose zapisze, że nie wszyscy którzy mają dylom i noszą faruch mają predyspozycje do bycia dobrym merytorycznym doradcą i ministrem...uczciwą, misyjną praktykę przy pacjencie trzeba mieć, żeby mówić, że się wie... To nie ja - to ten prof. Bielecki tak podsumował, a jak sądzę po jego doświadczeniu - to wie...
Ja nie wiem, jak ta Ewa Kopacz tę specjalizację lekarza rodzinnego zrobiła, skoro nie wie, co w jej środowisku medycznym dzieje się - ponad 130 mln konsulatcji rocznie wykonują jej koledzy rodzinni. Tak mówi Joanna Zabielska-Cieciuch z Porozumienia Zielonogórskiego. No to chyba i ona mówi, bo wie...praktykuje znaczy, to i merytoryczna jest...
Jak mówi pani doktor rodzinna, w tym roku obcięto środki na kształcenie lekarzy rodzinnych, a te pożal się Boże warunki narzucane przez NFZ pozwalają na wykorzystanie zaledwie 40 proc. wiedzy i umiejętności tych rodzinnych, w każdym razie jej...
I co ważne, Panie Premierze, zaledwie połowa lekarzy podstawowej opieki medycznej ma spacjalizację lekarza rodzinnego - no to ma Pan ten system ochrony zdrowia czy nie...
Ja nie wiem, czy ten premier ze swoim ministrem paralekarzem co to teraz urzędnikiem szkodnikiem jest - mają wiedzę, że podstawowa opieka nie generuje zadłużenia. Tak twierdzi ta rodzinna lekarka, a ja jej wierzę - a Pan Premier to chyba nie...bo jakby inaczej było, to by pytał i wiedział, jak naprawdę jest...
A warto wiedzieć jeszcze, że jest też tak, że obecnie promowany model medycyny naprawczej (specjalistycznej i szpitalnej) a nie tej podstawowej, generuje koszty i straty...
I to naprawy wymaga a nie odkrywania Ameryki przez premiera, ministra i nie wiadomo jakiego teoretyka jeszcze...bo takiego praktyka od pracy u podstaw to nie...
A może by tak ta niewidzialna ręka rynku przestałaby rozkładać zdrowie obywateli i ich ochronę zdrowia.
Imoże warto, by reformy przestałyby być podporządkowywane bieżącym celom politycznym rządzących.
By stworzyć nowoczesny systemn odbiurokratyzowany od NFZ, oparty na transaprentności i równości i spraweidlwiości społecznej, by zdrowie było nie przywilejem a prawem bezspornym dla wszystkich bez względu na finansowy status. Choćby z tej prostej przyczyny, że do wieku 67. lat pracować obywatel musi - często ponad siły...No to mu się to zdrowie należy jak psu buda czy nie...
I jak się to dzieje, że problem ubóstwa pacjentów pomijany jest w ochronie zdrowia, co to nie pozwala na ich leczenie, bo choć lekarz leczyć chce to pacjent recepty wykupić nie może...nie, że nie chce...nie może, jeśli chce jeść...
Jak wiele rzeczy w moim kraju, tak nijak nie mogę pojąć, jak to i prokuratura i sądy na ten przykład, tak i ten NFZ pozostają poza kontrolą obywateli i jej przedstawicieli - premiera też...Czy to mu nie uwłacza...widać, że nie...
I trudnio nie zgodzić się w wypowiedzią podczas debaty Marii Ochman, że niedopuszczalne jest, aby funkcjonowanie ochrony zdrowia i jej finansowanie nadal zależały od czyjegoś humoru - dokładnie skostniałego urzędnika z NFZ.
I muszę przytaknąć, że to co obserwujemy w ochronie zdrowia powoduje spustoszenie moralne i etyczne.
I muszę przytaknąć, że tak w polskim prawie dzieje się, że jeszcze dobrze nie obeschło pióro prezydenta a już prawo zmienia się.
I muszę zgodzić się, że NFZ ma władzę absolutną, skoro rozdaje pieniądze, potem kontroluje i dokonuje egzekucji. a więć rządź i dziel... Jak u tej władzy u góry - w pionie i w poziomie ta zaraza przenosi się...
i na to wszystko zgadza się parlament i premier i prezydent RP - a ja nie...


Komentarze
Pokaż komentarze (6)