Czwartek, godzina 16.30. Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej. Czekam na zaplanowaną w sierpniu wizytę u specjalisty. Prawdziwego najprawdziwszego, co to na zegarek nie patrzy, po dziesięciu minutach drzwi nie otwiera i nie wyrzuca, nie zniecierpliwa się, skierowania daje, ma czas i empatii sporo też. Naprawdę taka Pani Lekarz jest. Policzyłam głowy jak Donald Tusk podczas wykopywania za drzwi parlamentarne Jana Olszewskiego i wyszło mi, że o godzinę 20.00 zahaczę. Ale warto - pomyślałam i gazetę wyjęłam. Kto mnie czyta, ten wie, jaką.
Nagle na korytarzu pojawia się wiadro na kółkach a tuż za nim Pani z wyrokiem na pracę, z mopem w ręku ale takim szerokim. Nie wiem, jak ten osprzęt się nazywa fachowo. Nie praktykowałam to mam prawo nie wiedzieć. Obserwuję. Pani z wiadrem podąża do gabinetu po mojej lewej stronie. Otwiera drzwi. Prywatny tam przyjmuje.
- Panie doktorze, ja wejdę i zrobię - informuje...nie, nie pyta, czy może...wchodzi i decyduje...
Budzi zainteresowanie. Obserwatorów przybywa. Pani z wiaderkiem na kółkach niewzruszona podchodzi do "moich" drzwi.
- Kto teraz wchodzi - pyta. - Ja - nieśmiało odpowiada starszy mężczyzna. - No to Pan poczeka. Ja wejdę - nie pyta, decyduje.
Otwierają się dzrwi. Wychodzi pacjentka.
- Proszę - woła Pani Doktor kolejnego pacjenta. - Teraz ja wchodzę Pani Doktor - nie pyta, decyduje Pani z wiaderkiem.
Pani Doktor milczy. Pacjenci rozglądają się po sobie zdziwieni... Pani Doktor nie protestuje.
Mija chwila. napięcie rośnie. Czekamy...
Wychodzi Pani z wiaderkiem.
- Nogi do góry - nie prosi, rozkazuje.
Niektórzy podnoszą. Ja nie. I paru innych także samo.
- Nie, to nie... ciach, ciach środeczkiem przeleciała, z fartuszka ściereczkę wyjmowała, kiedy plamę na podłodze spotkała - schyliła się, przeczyściła - choć w wiaderku wodę miała i odpowiedni sprzęt.
- Nowe technologie wdraża - wysłuchuję komentarza.
- Za komuny to w szpitalu szatniarz rządził...hehehe - słyszę śmiech.
I kiedy to obserwowam, to w duchu ze śmiechu się zwijałam...a na twarzy zagościł u mnie lekki uśmiech...
Pani z wiaderkiem niczym premier rządzi na swoim poletku, nie pyta a decyduje i rozkazuje... i za nic w pracy nie odpowiada - za czystość i rzetelność na pewno nie...po łebkach, szybciutko odwala robótkę, nie schyla się, nie przesila, nie markuje pracy choć tylu patrzy... z miną kamienną robi jak chce...ech...pusty śmiech...


Komentarze
Pokaż komentarze