Niedziela 28 października 2012 roku. Późny wieczór. Nie rozumiem słów wydobywających się ze słuchawki. Słyszę urywane, tkane przejmującym szlochem. - Jak one tak mogły...jak mogły... z grobem, nad grobem...wyrwały mi serce...odebrały sens życia...i spokój...
Słyszę przełykane łzy...
Kiedy odbierasz taki telefon w niedzielny wieczór, to odruchowo budzi się niepokój.
- Co się stało? - pytasz i otrzymujesz czyjś ból i cierpienie. Słyszysz rozpacz i nic nie możesz zrobić... Tylko wysłuchać...i słuchać... i cierpliwie koić komuś jego żal...i ból...
Wiedziałam, że w tej rodzinie wydarzyła się tragedia.
Okazuje się, że niejedna. Że problem bardziej złożony jest...
Poniedziałek 22 października 2012 roku, godzinny poranne. Dzwoni telefon.
- Wiesz, że przed chwilą umarł Beaty Paweł - męski głos informuje mnie, słyszę drżenie. - Wychodził do pracy. Wszedł do toalety i już nie wyszedł. Beata wezwała pogotowie, najpierw reanimacja w domu, transport do szpitala i... nie udało się go uratować.
Podobnie jak mój rozmówca nie mogłam uwierzyć. Taki pełen życia facet. Właśnie budowali drugi dom...w Niemczech, gdzie mieszkali. Tyle wiedziałam. Pełen sukces życiowy. Tak się przedstawiali. Wojaże, paralotnie, narty, motocykle, towarzystwo, ogród, pies...Niedawno był w kraju. Wyremontował matce mieszkanie...wyłożył 40 tysięcy, jak fama niosła. Taki dobry syn. Matka się cieszyła. Pomnażanie dóbr miarą ich statusu społecznego było. Zaraz. Ile On miał lat...
Dzwonię tu i tam. Każdy przeżywa szok. Dopiero był, rozmawiał, snuł plany. - To niemożliwie - słyszę. Dowiaduję się, że w czerwcu skończył 42 lata. Ona była od niego trzy lata starsza. Spotkali się latem w Polsce, siedem lat temu na chrzcinach. On mieszkał w Niemczech od 16. roku życia. Ona w Polsce. Kilka miesięcy później wzięli ślub. Oboje po przejściach. On nie miał dzieci. Ona dwoje dorosłych.
Sprowadzenie zwłok do kraju i formalności muszą potrwać. Pogrzeb dopiero w sobotę. Zwłoki wywołały u Beaty szok. Opuchnięta twarz, sina, zielona...Mówi, że nie pamięta szczegółów. Byłą wstrząśnięta widokiem. Nie poznała męża.
I mimo tylu wzruszeń - muszę to powiedzieć, choć tego nie lubię. Okazało się, że to pogrzeb u lemingów był. Jedno słowo a wszystko mówi. Dobitnie i solidnie. I to przykre jest.
Bracia Pawła puszczają wici, jak to bardzo wspierają bratową. Finansowo też. Opłacają transport zwłok, pogrzeb, wieńce, wiązanki, znicze, stypę, hotel dla gości - tych z Niemiec też. Lista wydatków rośnie. Mają chłopaki gest. "Korzystając z okazji" bracia wykupują sobie i matce miejsce na cmentarzu, bo życie takie niepewne jest...
I po pogrzebie. Choć zimno i śnieżno, to tak ciepło, rodzinnie i fajnie jest...
Kilka godzin później. - Ty wiesz - słyszę w słuchawce. - Beata została wezwana zaraz po pogrzebie do zakładu pogrzebowego. Nie zgadniesz, po co... Nie próbuję nawet. - Żeby zapłacić rachunki...hehehe... Słyszę śmiech. - To dopiero jaja z pogrzebu... Dasz wiarę....Rachunek obejmuje: transport zwłok, pogrzeb, wieńce, wiązanki i znicze...hehehe...Ale ją braciszowie męża zrobili...hehehe...To jeszcze nie koniec. Za stypę i za hotel dla osiemnastu gości też zapłacić ma...hahaha...
Nie wierzę. Jak to możliwie - myślę.
- I najlepsze zostawiam ci na deser...hehehe...Za miejsca na cmentarzu dla najbliższych męża też musi zapłacić. Za siebie nie. O niej nie pomyśleli...hehehe...
Mamusiu kochana. To jakiś czarny humor jest. Całkiem jak u Tuska - myślę sobie ni z tego, ni z owego. Naobiecuje a potem jak z tym pogrzebem Pawła jest...To się w głowie nie mieści...Nie mogę tego zrozumieć.
- Powiedzieli jej braciszkowie męża, że ma sprzedać majątek i wrócić do Polski, z nimi biznes rozkręcić, skoro kasa jest - słyszę z oddali zatopiona w myślach. - Tam jeszcze jaja będą... Ja milczę. - No to cześć...hehehe...
Długo nie mogę zasnąć. Wyobrażam sobie swoją śmierć. Czy tak by mi rodzina zrobiła?...Mam nadzieję, że nie...Włączam Bacha...Zasypiam...
Niedziela dnia następnego. Godziny popołudniowo-wieczorne. Historia ciągnie się.
- Jak one mogły...- słyszę w słuchawce. Rozpoznaję głos matki Beaty. - Dzwoniłam już tu i tam, ale nikt nie chce się wtrącać. Poradź mi chociaż ty, co mam z tym zrobić. W końcu to są moje córki...
Pytam, o co chodzi.Opowiada, że obie córki odwiedziły wspólny grób ojca i babci. Jasna rzecz, że to nie przestępstwo a ładny gest. Tylko, że oczyściły grób ze wszstkiego, co położyła tam własna matka. Nie podobało się im się to. No to w śmieci...
- To takie starodawne jest - wykrzyczały matce, oznajmiając jej triumfalnie, co zrobiły. - Wszystko ci wyrzuciłyśmy. Nie będziesz moherowymi wariactwami grobu szpeciła. Ma być nowocześnie. Modnie.
- Jak to mi? - pytała matka. - Chyba własnemu ojcu i własnej babci... Okradłyście rodzinny grób, zdewastowałyście. Gdybym była taka, jak wy, to by policję wezwała...A to nowocześnie, to oświećcie mnie, znaczy jak ma być?...
- Idź zobacz. I tak jak jest, tak ma być. Za każdym razem, kiedy będę w kraju a zrobisz po swojemu, to spodziewaj się tego samego. My rządzimy tym grobem. My dałyśmy najwięcej kasy na grobowiec i będzie tak, jak my chcemy... Nie masz tam nic do powiedzenia...
- Ależ dziecko, dopiero męża pochowałaś. Idź na jego grób i rób, co chcesz. Czego się na mnie wyżywasz?... Co ja ci zrobiłam?...Zanim to był wasz ojciec, to najpierw to był mój mąż...Tam też leży moja mama a wasza babcia...To ja się grobem opiekuję, kiedy was nie ma...Co wam daje prawo tak mnie traktować?...Bo macie pieniądze, bo chcecie rządzić?...Tuski się znalazły...Przyjeżdżacie dwa razy do roku i prawa sobie jakieś przypisujecie...
Słuchałam...słuchałam... i nie dochodziło do mnie to, co słyszę...
- I wiesz - kontynuuje matka. - Jeszcze mi Beata powiedziała, że grobem jej Pawła nikt z rodziny się zajmował nie będzie, bo ona sobie opłaci taką jedną i ona będzie robiła tak, jak Beata chce. I co ja mam zrobić? Nie poznaję własnych córek. Obie zebrały sie przeciw mnie. Obie tak się zmieniły... Byłam na cmentarzu. Grób nie ma już osobowości. Pozostało jej zaburzenie.... Albo anoreksja... Grób jest zimny, obcy, ciemny... Bez ciepła i miłości do tych, co tam leżą... I dlaczego one tak o tych pieniądzach?...Tylko pieniądze, i moje, i dałyśmy, i rządzę...Co się z tymi dziećmi stało?...Dokąd zmierza ten kraj i ludzie, skoro w rodzinie tak się dzieje, że pieniądz rządzi i dzieli?...No i co ja mam zrobić?... Jak im wytłumczyć, że robią źle... że to nieludzkie jest... że będą żałowały, że tak matkę potraktowały...Matkę skrzywdziły...Matkę...mnie...
Milczałam. Przeżyłam szok. Znam ten grób. Zawsze zadbany, ciepły, żywy i jasny...Tyle serca kobieta wkładała...I emerytury, a jako wdowie nie było łatwo, choć się nie skarżyła, ale i nie kryła - po blisko czterdziestu latach pracy niespełna 1200 złotych miała...
Jak mogły tak postąpić? Co w nie wstąpiło? Czy to odwet za zachowanie rodziny Pawła? Jeśli tak, to podłe jest...
Za to, że jego rodzina wykorzystała Beatę i oszukała - ona w odwecie poparcie u siostry znalazła i matkę Bogu ducha winną tak nieludzko potraktowała i ukarała za cudze grzechy...
Czy ta Beata lemingiem stała się? I jej siostra też? Kiedy i dlaczego?...
I pomyślałam w odruchu, czy ten brak szacunku do zmarłych i do grobów to spadek po Smoleńsku jest...
Czy wpływ obecnie rządzących, że tylko kasa liczy się...
Że Boga nie ma... Że honoru nie ma... Że wszystkie wartości wzięło w łeb...Że tylko kasa i władza liczą się...
Co się z ludźmi dzieje?...
I co mam powiedzieć takiej matce?...
Tylko, że przykro mi jest?...
Czy, że taki już ten kraj jest...


Komentarze
Pokaż komentarze