Czy wulgaryzmy i przekleństwa w mowie rzeczywistej są naganne? Czy należy je piętnować? Czy unikać? A może tolerować, porzyjmując jako oczywistość, która jest i żyje wśród nas? Czy są one przypisane tylko do tzw. środowiska patologii społecznej? Czy Kamil Durczok nie poleciał potokiem przekleństw, sądząc, że nie jest na wizji? Czy taka hipokryzja jest "zdrowa"? Czy młodzież jej nie widzi, nie słyszy? Co myśli o nas - dorosłych? A może tylko starszych...
Czy politycy mają prawo wypowiadać się takimi słowami? Dlaczego dziennikarze "puszczają w eter" ich słowa? Dlaczego nie odcinają ich od mediów i od opinii publicznej? Dlaczego Stefan Niesiołowski jest na wizji? Dlaczego media nie dadzą mu "bana"?
Dlaczego...dlaczego...dlaczego?
Co na to językoznawcy i zespoły naukowe? Czy wulgaryzmy i przekleństwa powinny być publikowane na blogach i forach? Czy można postawić znak równości pomiędzy "brzydkim wyrazem" użytym w kontekście danej wypowiedzi, opisującej rzeczywistość dobitnie, adekwatnie, żywcem wziętej z życia - a "brzydkim wyrazem" z ewidentnym zamiarem obrażenia kogoś?
Z życia wzięta przemoc, gwałt, przekleństwa, szowinizm, alkohol...
Spektakl oparty na fakatch "Zabawy na podówrku" był pokazywany młodzieży, za zgodą MEN. Różnie pojmowany, różnie przyjmowany przez ciała pedagogiczne. Sprawę opisał tygodnik "Wprost".
„Zabawy na podwórku” to oparta na faktach historia czternastoletniej Dvori Machnes brutalnie zgwałconej przez czterech starszych kolegów z podwórka. Choć spektakl miał promować kulturę w mniejszych miejscowościach i zmuszać młodzież do refleksji nie przez wszystkich został odebrany pozytywnie.
Podczas spektaklu ze sceny padają wulgaryzmy, szowinistyczne dowcipy i prymitywne żarty. Aktorzy - grający młodych ludzi w okresie dojrzewania - palą i piją na scenie. Pod koniec przedstawienie pokazana jest scena brutalnego gwałtu na młodej dziewczynie.
(...)
Przedstawienie tak wzburzyło nauczycieli jednego z gimnazjów w Ostrowie Wielkopolskim, że wyprowadzili oni uczniów w połowie spektaklu z teatru.
Pedagog Katarzyna Juranek-Mazurczak zapewnia, że przedstawienie zostało poddane dyskusji publicznej i otrzymało akredytację psychologów, policji, urzędu wojewódzkiego, by w końcu zakwalifikować się do ministerialnego projektu, który ma za zadanie promocję teatru wśród mieszkańców mniejszych miejscowości.
- W jaki sposób młodzież ma się odnaleźć w sytuacjach życiowych, jeśli odbiera się jej możliwość rozmowy o tym, co ich otacza - pyta Juranek-Mazurczak, która po spektaklu inicjuje dyskusję z uczniami. - Ten spektakl nie miał być lekcją savoir vivre'u, tylko pokazaniem im życia. Chcemy, by młodzi popatrzyli na siebie przez pryzmat naszego spektaklu, dlatego podejmujemy z nimi dyskusję po każdym przedstawieniu, gdzie by nie było grane - dodaje.
http://www.wprost.pl/ar/354901/Gwalt-alkohol-i-wulgaryzmy-tak-MEN-promuje-kulture/?pg=0
Dlaczego o tym piszę?
Dlaczego o wulgaryzmach i przekleństwach w przestrzeni publicznej?
Bo dziś został ukryty wpis: Dlaczego Platforma Obywatelska jest partią głupców?
I nie wiem, czy za treść, czy za komentarze i wymianę zdań?
Zaintrygował mnie problem i sięgnęłam po informacje z dziedziny językowej. Znalazłam potwierdzenie, że istnieje coś takiego, jak polszczyzna rzeczywista. I nie jest ona niczym złym, niczym patologicznym. Zresztą litera pełna jest wulgaryzmów i przekleństw. Są autorzy głównie kojarzeni z takimi treściami. I są poczytni, nie są krytykowani. Wręcz przeciwnie. Mówi się, i słusznie, że w pewnych sytuacjach nie można oddać rzeczywistości bez użycia "brzydkich wyrazów", które mają swój wymiar, wymowę i wydźwięk.
Kontrowersyjnie? Jak najbardziej. Jeszcze zanim pojawił się w sprzedaży wywołał w mediach prawdziwy szum. <<Cztery brzydkie słowa wystarcza by się porozumieć, Słownik polszczyzny rzeczywistej, czyli jak przeklinają Polacy, K…, ch…, j… i p… Cztery przekleństwa i wszystko jasne (TVP.pl) Uwaga, przekleństwa! Cztery słowa i rozmowa (wyborcza.pl).>>
Autorzy słownika podjęli się nie lada jakiego wyzwania. Skupili się na warstwie językowej czterech, najbardziej popularnych wulgaryzmów. Dowiedli, że tych słów, razem z ich derywatami, można używać w ponad 300 różnych znaczeniach. Publikacja zawiera przykłady i opisy funkcji poszczególnych zdań. Jak autorzy sami przyznają zwroty wykorzystane w pozycji nie są wymyślone przez badaczy, a jedynie „żywcem wzięte” z mowy Polaków. To pozycja obowiązkowa dla tych, którzy lubią silne emocje, interesują się współczesnym językiem i chcą być na bieżąco. Czy rzeczywiście wystarczą tylko cztery słowa, by się porozumieć. Warto osobiście się o tym przekonać.
…Wiemy dość dobrze, jakich wulgaryzmów i przekleństw się używa, skąd one etymologicznie pochodzą, na jakich formach gramatycznych bazują i w jakich kręgach społecznych się pojawiają. Jeden aspekt wszystkich tych istniejących opracowań budzi jednak nie tyle może zastrzeżenie, ile wskazuje na konieczność również innego spojrzenia na to zjawisko. Tym aspektem jest, naszym zdaniem, normatywistyczny czy normatywny punkt wyjścia wielu dotychczasowych konceptualizacji, to znaczy wychodzenie od tego, że wulgaryzmy są czymś, czego powinno się unikać. Takie podejście prowadzi następnie do wniosku, że wjęzyku istnieją zjawiska, które powinny być inne niż rzeczywiście są. My natomiast postanowiliśmy wyjść od faktów (mających na marginesie tę ciekawą cechę czy zaletę, że nie można przeciwko nim argumentować). A takim faktem w naszym kontekście jest np. to, że prawie wszyscy, a na pewno przeważająca większość populacji, dokładnie tego języka używa, tego, tj. w terminologii normatywnej – języka wulgaryzmów i przekleństw, zarówno na co dzień, jak i w sytuacjach oficjalnych. W tym ujęciu trudno je więc uznać za wulgaryzmy. Tymi ostatnimi są one jedynie w pewnych wąskich kręgach społecznych, posługujących się jeszcze językiem, który najwyraźniej wymiera (niewykluczone, że wraz z jego użytkownikami). Obserwacja rzeczywiście prowadzonych komunikacji typu face-to-face pozwala stwierdzić, iż przeważająca ich większość realizowana jest przy znacznym udziale czterech, pięciu słów, umożliwiających mówienie za ich pomocą praktycznie o wszystkim, a w dużym zakresie – tylko za ich pomocą. Mamy zatem do czynienia ze zjawiskiem komunikacyjnym, gdyż używanie tych niewielu słów – jak wynika z naszego badania – nie jest ograniczone ani płcią, ani wiekiem, ani wykształceniem, ani pozycją społeczną czy charakterem jednostki, czyli nie jest reglamentowane tradycyjnymi wyznacznikami demograficznymi czy społecznymi. Widzimy, że 'wszyscy tak mówią', coś zatem musi być w tych słowach na rzeczy i w tych użytkownikach języka, że do takiego rozwoju komunikacji doszło.
* Słownik stanowi wynik pracy wrocławsko-łódzkiego zespołu naukowego o nazwie janKomunikant, w którego skład wchodzą:
Monika Bednorz, Piotr Fąka, Michael Fleischer, Michał Grech, Kamila Jankowska, Annette Siemes, Mariusz Wszołek
lubimyczytac.pl/.../slownik-polszczyzny-rzeczywistej-sila-rzeczy-frag...


Komentarze
Pokaż komentarze