Mikołaj dzisiaj dzieci do was przyjdzie - szum medialny nakręca koniunkturę. Do kogo przyjdzie do tego przyjdzie. Są tacy, do których nie. I zanim się położę muszę o tym napisać, bo nie zasnę. Przed oczami mam uśmiechniętą parę prezydencką pakującą Szlachetną Paczkę, o której pisałam zniesmaczona. I miałam rację, że ten ostentacyzm miłościwie nam panujących i medialna spirala bokiem wyjdzie temu i owemu. Czy nie można ciszej nad tą trumną, kiedy w kraju bieda doskwiera.
Ale do rzeczy.
Wróciło dziecko ze szkoły do domu jakieś przygaszone. - Co się stało? - pytamy. - Bo Ala co ze mną siedzi była dzisiaj smutna. - Dlaczego? - ciągniemy temat. - Bo tylko ona jedna nie dostała nic od Mikołaja. Wszyscy opowiadali, pokazywali, bo do szkoły przynieśli a Ala jedna nie. I siedziała smutna a ja razem z nią. Dlatego jestem taka smutna.
Zagotowało się w nas. Żeby nauczycielka klasy drugiej szkoły podstawowej pozwalała na takie harce podczas lekcji? Jakie oglądanie prezentów? Czy tym rodzicom do reszty odbiło?
- Ładnie się zachowałaś - pochwaliliśmy dziecko, które "swojego Mikołaja" zostawiło w domu. Jak zawsze zresztą, bo do głowy by nikomu nie przyszło, że można inaczej.
Kraj schodzi na psy. Nie obrażając psów.
A pani Krysi to już całkiem odbija.
Zresztą - w "kabaretkach" do szkoły przychodzi, wydekoltowana, w "mini" na pupie, to co się dziwić.
P.S.
Długo dziś o tym myślałam i doszłam do wniosku, że gdyby mnie nie było stać na "Mikołaja", choćby symbolicznego, to w takiej rzeczywistości dziecko zostałoby w domu. Kolejna lekcja życia.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)