Z dnia na dzień rośnie liczba spraw, które mam tam, gdzie może mnie władza pocałować. Z dnia na dzień rośnie liczba osób, które także samo, jak władza. Od dwóch tygodni mam w głębokiej ciemności "Uważam Rze". Nie kupuję - oszczędzam nie tylko pieniądze. Bo niby groszy tylko parę w portfelu zostaje, ale za to ile nerwów na wodzy trzymam - nie do oszacowania jest. Zerknęłam do elektronicznego wydania "URze" i...rację mam, że nie sięgam. "Pic na wodę fotomontaż".
Zeźlona na to, co się wylewa ze szklanego ekranu z początkiem grudnia rozstałam się z satelitarnym abonementem na nudę - oszczędzam czas i pieniądze, no i mam czas na to, co mi się chce, a nie, co mi się za moje własne pieniądze narzuca.
Zatrzymałam sobie internet. Szusowaniem po tymże wieści posiądę i zdanie sobie wyrobię. Bez oglądania Donalda Tuska i jego dużyny. Jeśli wygląda tak, jak na okładce "niezależnego tygodniaka", to niczego nie tracę. A jeśli do tego premier mówi, jak wygląda - nie zaśmiecam mózgu i rozum renowacji nie wymaga.
Zadzwoniła do mnie siostra i mówi: oglądąłam w telewizorni taką jedną, która twierdzi, że z rozkładem kolei - pardon - rozkładem jazdy PKP, ona nie ma żadnego problemu, bo informacja jest czytelna i trzeba się tylko dostosować a nie protestować. - Słyszałaś idiotkę?! Nie słyszałam, ale na pewno głosowała na Donka i się przyzwyczaiła, że patologia to standard a obywatel to insekt.
Idą święta...
Przyniosło dziecko karteczkę ze szkoły:
"Już niedługo święta Bożego Narodzenia...Zwracamy się więc z prośbą o przynoszenie artykułów żywnościowych, z których przygotujemy paczki na święta. Zbiórka potrwa do 12 grudnia. Najbardziej potrzebne są:...Dziękujemy!"
I tu następuje lista: kasze wszelakie, ryż, makaron, sosy i zupy w proszku, olej, kawa i herbata, budynie, kisiele, ciasta w proszku i galaretki, kakao, konserwy rybne i mięsne, słodycze. Niech biedota od święta ma trochę luksusu, dobrobytu zazna. Bo przecież nie schabu ze śliwkami, szynek, kiełbas, karpia w galarecie czy ryby po grecku, zupy z prawdziwych grzybów, ciasta dobrego, owocu smacznego...
Po co biedakowi zapachy świąteczne po domu się rozchodzące? Po co biedakowi "bogactwem w oczy dźgać"?
Niech rodzina wpierdziela ryż, kaszą gryczaną lub jęczmienną poprawia, kisielem zapija, puszką przegryza, budyniem zaciąga, olejem zalewa. Smacznego na święta.
Szlachetna paczka, szlachetna pomoc, szlachetna władza, szlachetny rząd - niech wsadzą sobie taką pomoc.
Przyniosło dziecko kartkę ze szkoły:
"Mam na imię Michał. Mam 11 lat. Urodziłem się z porażeniem mózgowym. Potrzebuję na kosztowną rehabilitację. Moich rodziców nie stać. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia zwracam się do ludzi dobrego serca..."
Przyniosło dziecko kartkę ze szkoły:
"Zimą zwierzęta potrzbują szczególnej troski. Zbieramy koce i jedzenie. Każde dziecko, które weźmie udział w akcji otrzyma dodatkowe punkty z zachowania".
Przyniosło dziecko...Idą święta...Potrzebna pomoc... I to wszystko człowiek dla człowieka, dla zwierzaka, bo władza ma święto...Cały rok a nawet pięć...
Siadłam i pomyślałam: w tym roku wypadałoby świąt przy stole nie obchodzić. Bo...
Trzeba odpowiedzieć na apele. Ludziom pomóc po Bożemu. Zwierzakom też.
A my pomagający cóż - jeśli wszystkim potrzebującym zapewnimy to, co potrzebują, pozostanie nam zakolędować przy drzewku i radować się, że ktoś, gdzieś posila się za nas, dzięki nam, albo jakoś tak...
Bo na władzę nie poradzę.
Bo z władzą bawią tygodniki, silące się na niezależność.
I kto kogo, gdzie może pocałować z okazji świąt, albo bez okazji?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)