iluminacja iluminacja
655
BLOG

Głupkowate sądy na łańcuszku wrednych bab

iluminacja iluminacja Rozmaitości Obserwuj notkę 13

Był piątek. Trzy dni do Wigilii. Robótek ręcznych w kuchni jeszcze trochę miałam, rozpiskę sobie zrobiłam, żeby nie zwariować i panowałam jakoś nad sytuacją. Nareszcie nie "na złamanie karku i na zapalenie płuc". Ufff...myślałam z uglą. I nagle telefon. - Szlag mnie trafi - słyszę w słuchwace. - Spokoju nie ma z tą babą - pieniła się w słuchawce też baba. Słuchałam spokojnie, bo nic tak nie przywraca równowagi duchowej, jak wyładowanie się. Przerzucić na kogoś i już jest lżej. Cierpliwość popłaciła i w końcu dowiedziałam się, że ta wywłoka znowu szumi z alimentami. Pozew złożyła i chce 1200 zł. Potrzeby dziecko ma, bo matka opiekunkę wzięła do syna, który opiekę mieć musi, kiedy ona zajęta zawodowo. Tak dowodzi troskliwa matka, "odstawkę" ojca troskliwie pielęgnując od lat. - Słuchaj - w głos w słuchawce przeszedł do meritum. - Co ja ci będę opowiadała. Powiem, żeby młodzi sami zadzwonili do ciebie. Pa.

Pa.

Zadumałam się. Chłopak nie ma łatwego życia z byłą żoną. Rozwiedli się w roku 2000. Dziecko oczywiście zabrała matka, bo to matka i ten fakt sam w sobie uzasadnienie stanowi dla zawłaszczania dziecka. Wywiozła chłopca na drugi koniec Polski i w d...pie miała, że ojciec zachował prawa rodzicielskie, że ma prawo do czynnego uczestniczenia w życiu syna, że ma prawo współdecydowania o jego edukacji i innych codziennych sprawach dziecka. W d...pie miała przez te wszystkie lata, że ojciec dziecka ma zapisane wyrokiem sądu widzenia raz w miesiącu, w miejscu zamieszkania ojca. Małpa wyjechała i nie zamierzała przywozić dziecka do ojca. Nie zamierzała także "wydawać" syna pod opiekę ojca. Miał on jedynie obowiązek płacenia na syna. Oczywiście, według byłej żony. Od reszty wara mu. Kiedy chłopina chciał wesprzeć babsko w wychowaniu dziecka słyszał, żeby się nie pchał do ich życia, bo go załatwi tak, że "ruski miesiąc popamiętania" to pryszcz.  

Studia w tym czasie ukończyła, choć przed sądem - kiedy ten rozpatrywał pozew ojca o obniżenie alimentów, bo menda do pracy poszła, blisko 4 tys. zł zgarniała każdego miesiąca z uzwględnieniem alimentów - zaklinała się, że jej stopa życiowa po rozwodzie się pogorszyła a jego, ojca znaczy, polepszyła, bo ożenił się i dwoje dzieci ma, pracę ma i auto ma. O swoim "lewym związku" i świeżo nabytym mieszkaniu na własność nie zająłknęła się, sąd nie dopytywał a pytania alimenciarza oddalał. Nie miały związku ze sprawą.

Bo związek ze sprawą ma to, że ona - matka znaczy - na prawie jest i kasę chce. Bo matką jest i dziecko posiada, do którego wyłączność sama ustanawia. A sąd przyklepuje. Bo w d..pie ma ona ten sąd. A ten sąd ma w d...pie prawa ojca i prawa dziecka. Matka Bogiem w Polsce jest i basta. A słowa jej za wykładnię prawa stoją w Polsce.

Kiedy trzy lata temu domagał się respektowania swoich praw wobec dzieciaka, to szelma do pracy chłopiny pismo wystosowała, że "pracownik pana firmy nie wywiązuje się z obowiązków ojcowskich, nie widuje się z synem, nie interesuje losem dziecka i szmata z niego niespotykana", a w związku z tym matka doprasza się, aby firma wyrodnego wsparła ją i dziecko finansowo na kwotę 13 tys. zł, bo potrzeby dziecko ma. I chłopinę na dywanik wezwano, tłumaczył i wyjaśniał, że wielbłądem to nie jest i z prawdą pismo byłej żony ma tyle wspólnego, co lichwiarz z sercem wrażliwym na krzywdę ludzką. Udało się wówczas utrzymać miejsce pracy, choć przekaz od pracodawcy był klarowny jak rosół: nie życzę sobie więcej żadnych takich.

Incydent przepłacił chłop wylewem. Ledwo do żywych powrócił. Odstąpił więc od zabiegania o respektowanie jego praw wyrokiem sądu nadanych. Święty spokój chciał mieć i w domu, i w pracy. 

I nagle, sześć dni przed Wigilią, pismo z sądu odebrał. Gwiazdkę szelma mu sprawiła i ostatnią wieczerzę jednocześnie, bo piekło w rodzinnym gnieździe rozpętało się za sprawą obecnej żony, która miała serdecznie dość męża i jego byłej.

Mało, że podwyższenia alimentów babsko się domagało, to jeszcze i ich zabezpieczenia na czas rozprawy. I tak oto niezawisły, bezstronny i obiektywny sąd, na posiedzeniu niejawnym - czyli siedząc sobie samotnie przy biurku, solidaryzując się z powódką jak kobieta z kobietą - wydał postanowienie, że wredny ojciec pozbawiony gwałtem swoich praw, ma płacić do czasu rozpatrzenia pozwu po tysiąc złotych miesięcznie, z datą od września wraz z odsetkami. A jakże. Bo jak nie to komornik, klauzula natychmiastowej wykonalności została bowiem wydana, dobierze się mu do d...py.

Szlag mnie trafił, kiedy to usłyszałam. Znam chłopaka. Spokojny, uczynny, życzliwy. Bywało, że łzę uronił na wspomnienie syna. Ani dnia zwłoki w płaceniu alimentów, zero uchylania się od zobowiązania, a potraktowany chłopak został, jakby "z amberem goldem" proceder uskuteczniał.

I wszystko w majestacie prawa. Choć "pani sąd wysoki" podkreśliła, że tylko ten tysiak tymczasem chłop ma płacić, bo...uwaga...sąd nie zna sytuacji finansowej i życiowej jego. 

Chcąc nie chcąc, chłop zamiast do uczty wigilijnej się szykować, duchowości doznawać, odpowiedź na pozew sporządzać począł, dokumenty zbierać, których "pani sąd wysoki" się domaga, po urzędach i instytucjach biegać, by terminowi i nałożonym obowiązkom nie uchybić. Zażalenie także spłodził na postanowienie o zabezpieczeniu świadczeć alimentacyjnych. Bez adwokata, bo jak tu kogoś sensownego znaleźć w okresie świątecznonoworocznym. Z jednym się skontaktował i po informacji: płacić, bo z babą i alimentami nie wygrasz w polskim sądzie, dalszych poszukiwań odechciało się chłopu.

Nie do wiary. Chłop już na starcie przerąbane ma w sądzie. Jakie prawa? Obowiązki. Wyłącznie obowiązki. Jakem baba cisnęłam pod nosem kilka siarczystych słów. Bo nie każdy facet to świnia, a nie każda baba to anioł. To zła kobieta jest - przypomniałam sobie słowa Bogusia Lindy. A "pani sąd wysoki" to kretynka. W majestacie prawa debilka.

Przeszły święta.

- Ty wiesz, że ta k...a nasłała na chłopaka komornika - słuszę w słuchawce. - W tym czasie, kiedy odbierał pocztę 18 grudnia, z kancelarii komornika wyszło do niego pismo. Gówno a nie państwo. W szambie mieszkamy. Ta franca żyje z adwokatem, to ścieżki urzędowe ma płatkami róż usypane. 

Głos w słuchawce walił, jak ostatni menel. Nie dziwiłam się. Nie byłabym lepsza. Zwłaszcza, jeśli urwiszon - jak twierdził głos w słuchawce - kłamała jak z nut. I to bezkarnie od lat. 

No to baba wali po trupach do celu - pomyślałam. Ma plan i go realizuje skutecznie. Musi mieć plecy. Dwa lata temu znajoma mama dochodziła wyższych alimentów i taki wniosek o ich zabezpieczenie złożyła, a sąd odrzucił, bo nie było podstaw - ojciec nie uchylał się od płacenia, nie zalegał. Ale obiektywna postawa "sądu wysokiego" to rarytas, jak życie dowodzi.

Na wieść o komorniku rodzina wpadła w panikę, bo dzieci z obecnego związku też mają potrzeby, rodzina ma kredyty, więc każdy ubytek z pensji to katastrofa.

Ratując się przed egzekucją, zaciągnął facet pożyczkę u rodziny i wpłacił żądaną sumę - zaskarżoną i w trakcie procedowania - złozył do depozytu sądowego sumę świadczeń za sześć miesięcy, czyli sześć tys. zł., złożył umocowanie dla komornika do podejmowania tej sumy, i na podstw. art. 883&2 kpc wniósł do komornika o umorzenie egzekucji.

Trzy dni przed Sylwestrem, zbity jak pies, zestresowany i umęczony mógł wejść w Nowy Rok. Tylko szampana nie otwierał. Nie było czego świętować. Rok kończył się i zaczynał, że powieś się człowieku z bezsilności.  

Z niecierpliwością czekam na kolejne informacje o rozwoju sytuacji. I na stanowisko rzeczników praw dziecka i obywatelskiego, do których pisma chłop skierował.

Ciekawe.   

 

 

   

iluminacja
O mnie iluminacja

Uśmiechnięta i szalona jednego dnia, nostalgicznie zamyślona drugiego. Kochająca ludzi i nienawidząca ich jednocześnie. Ludzie i życie nauczą Cię rozumu - mawiała moja babcia. I miała rację... Niestety... Iluminacja ma wiele znaczeń. Dla wielu jest tylko "zjawiskiem aha". Dla równie wielu psychologia poznawcza, to nie wszystko. Dla mnie też...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Rozmaitości