Do drugiej tury wyborów prezydenckich przeszli B. Komorowski i J. Kaczyński, którzy dla mnie (niewykluczone, że dla większości) są jednak reprezentantami programów partii, z których się wywodzą. Napisałam „jednak” gdyż całkiem niedawno orzeczenie Sądu Okręgowego w tej sprawie było zgoła odmienne.
W drugiej turze mamy wybrać jedną z dwóch różnych wizji Polski, które mają ci kandydaci. Ale idąc tym tropem (Kaczyński – PiS, Komorowski – PO) – ja nie wiem jaką wizję naszego kraju (w tym swojej prezydentury) ma B. Komorowski, bo nie znam wizji Polski PO.
Myślę sobie na przykład, że gdyby kampania przebiegała w normalnym trybie a Prezydent Lech Kaczyński nie zginąłby w katastrofie pod Smoleńskiem, każdy, komu bym powiedziała, że PO, a wraz z nią Komorowski, nie są za prywatyzacją (komercjalizacją) szpitali – nakryłby się nogami. Ze śmiechu.
Jeszcze gorzej rzecz się ma z wizją IV RP. Z tego, co zrozumiałam, napaści PO (i innych ugrupowań politycznych) na tę wizję państwa koncentrują się głównie wokół CBA, zakresu i sposobu działania tych służb, kwitów, prowokacji, nagonce. Obrzydliwość. Obrzydliwość tak wstrętna, że szefa CBA trzeba było odwołać natychmiast, a co do samej instytucji – poważnie rozważać możliwość jej rozwiązania.
I nagle co? Powstaje, przygotowany przez PO, projekt nowelizacji ustawy o CBA, w którym – zamiast doprecyzować – usuwa się z treści termin „korupcja”. Mało tego, znosi się nadzór sądów w zakresie pozyskiwania o nas (obywatelach) tzw. danych wrażliwych (wyznanie, orientacja seksualna, nałogi). Czyli pole i możliwości działania tych służb się poszerza? Czy nie?
Przykładów można podać więcej, ale sądzę, że dwa powyższe dają podstawy, aby czuć się przynajmniej zagubionym.
Powodów, dla których nie oddam głosu na B. Komorowskiego jest dużo więcej, ale nie zamierzam urządzać w tym miejscu wyliczanki w stylu: a że go popiera Palikot, a że Wajda buduje zgodę nawołując do wojny. Nie, gdyż są ważniejsze sprawy.
W odróżnieniu od naszych mediów, pracy dziennikarzy, postawy polityków w dotychczasowej kampanii wyborczej, milczenia komisji i prokuratury – nie umyka mojej uwadze fakt, że przyspieszonego wyboru prezydenta RP dokonujemy w związku z faktem, że dotychczasowy zginął w katastrofie lotniczej, której przyczyny są do dnia dzisiejszego niejasne.
Nie rozumiem postawy premiera rządu mojego kraju, który (w imię polityki miłości – jeśli mnie pamięć nie myli) doprowadził do rozdzielenia polskiej delegacji do Katynia. Nie rozumiem przesłanek, które pozwalają mu się jednać (i obejmować w tle dymiącego jeszcze wraku) z premierem obcego rządu, a z prezydentem własnego kraju nie.
Jeszcze bardziej nie rozumiem oddania śledztwa w wyłączne ręce obcego kraju, kraju, który poprzez fakt, że był konstruktorem samolotu, lądowanie odbywało się na jego terytorium, a ludzie odpowiedzialni za sprowadzenie samolotu na ziemię – jego obywatelami, jest stroną w tym śledztwie.
Najbardziej zaś nie rozumiem postawy niektórych specjalistów, polityków, przyjaznych B. Komorowskiemu i PO mediów, nawet jakichś byłych pilotów (o postawie E. Klicha nie wspomnę), którzy z uporem godnym wyższej sprawy, w imię braku jakiejkolwiek solidarności z własnymi obywatelami – oskarżają polskich pilotów, rzucają cień na polskiego generała, posądzają o czynny udział w tym nieszczęściu polskiego prezydenta. I to wszystko w chwili, gdy wyniki śledztwa – jakiekolwiek by były – nie są znane, a wraz z przekazywanymi nam szczątkowymi materiałami, mnożą jedynie pytania.
Każdemu politykowi, tak w Polsce jak i na całym świecie, zdarza się coś palnąć, składać obietnice bez pokrycia, powiedzieć coś zbyt nerwowo, popełniać błędy.
Ale są takie chwile w życiu każdego narodu, które określić można mianem przełomowych. Dla mnie katastrofa pod Smoleńskiem była takim momentem. I tak jak przyjęcie przez Tuska zaproszenia Putina nie uszło mojej obywatelskiej uwadze, tak postawa naszego rządu wyrażana w wystąpieniach premiera – również nie.
Nie wiem jak mam rozumieć wyznanie premiera, który obdarzył, w naszym imieniu, zaufaniem stronę rosyjską wobec zapowiedzi, że nie otrzymamy oryginałów czarnych skrzynek, że szczątki naszego Tupolewa zostaną przetopione, że archeolodzy, jeśli wyjadą, to w listopadzie, a materiałów dotyczących śledztwa jak nie było tak nie ma.
W tym kontekście, w kontekście faktu, że wobec takiej postawy premiera Tuska czuję się najzwyczajniej w świecie zdradzona – nie oddam głosu na B. Komorowskiego, gdyż logika nakazuje wniosek, że poparcie premiera winno B. Komorowskiego dyskwalifikować, a nie zwiększać jego szanse.
Innymi słowy: jeśli mamy jakiekolwiek nadzieje na uczciwe śledztwo w sprawie przyczyn tej katastrofy, to tylko z prezydentem J. Kaczyńskim.
Z B. Komorowskim prawda o tym zdarzeniu zostanie pogrzebana na zawsze, a to jest niesprawiedliwe. Nie ze względu na sympatie polityczne, tylko ze względu na owe dziewięćdziesiąt sześć istnień, którym jesteśmy winni pamięć i dotarcie, za wszelką cenę, do przyczyny, dla której ich życie zostało tak gwałtownie przerwane.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)