Dziś w TVP obejrzałam kolejny sondaż, tym razem oceniający nasze zaufanie do polityków.
Procenty nie są tak ważne jak ranking, który wyglądał mniej więcej tak (począwszy od polityka cieszącego się największym zaufaniem): Komorowski, Tusk, Sikorski, Kopacz, Kaczyński, gdzieś tam był jeszcze Belka.
Myślałam, że Belki dość długo na naszej scenie politycznej nie było a powrócił jako Szef NBP, ale widać coś mi się pomyliło. A może do Szefa NBP zaufanie trzeba mieć i już.
Teraz tak: katastrofa pod Smoleńskiem przerywa pracę komisji hazardowej, w którą umoczeni są najbliżsi współpracownicy Tuska. Co ciekawe, współpracownicy ci nie zostali wyrzuceni poza nawias życia politycznego (jak w każdym normalnym kraju) tylko dalej zasiadają w naszym parlamencie i trafiają się im nawet jakieś fuchy w tym „dzikim kraju”. Istotnie, trzeba się tu zgodzić i przyznać autorowi tych słów, M. Drzewieckiemu rację, gdyż tylko w dzikim kraju jest możliwy taki pieprznik.
W wyniku katastrofy ginie mnóstwo funkcjonariuszy państwa polskiego, a ich następców – wbrew wcześniejszym deklaracjom – B. Komorowski obsadza tak szybko jak może i nie dotrzymuje własnych obietnic. Konsultacjami z pozostałymi siłami politycznymi zajmować się nie wolno, bo one się przecież odbyły. A że po fakcie? Nie bądźmy małostkowi.
Pan Sikorski zaś, po katastrofie pod Smoleńskiem, w wywiadzie udzielonym jakiejś znaczącej amerykańskiej gazecie – naszych polskich pilotów obarczył winą za spowodowanie katastrofy! Przed zakończeniem śledztwa! Nasz polski Minister Spraw Zagranicznych?! A przecież po tej wypowiedzi wiele osób się zastanawiało, interesy którego państwa Radek reprezentuje?
Nie kto inny jak pani Kopacz, podczas wystąpienia w Sejmie, była uprzejma ze łzami w oczach zapewniać, że tam pod Smoleńskiem każdy centymetr ziemi przekopano na 70 cm w głąb i przesiano.
Może to i prawda, bo w końcu ci, którzy tam znajdowali szczątki samolotu, ubrań, dokumentów a nawet szczątki ludzkie – znajdowali je na wierzchu, niczego nie przekopując.
Wreszcie samo oddanie śledztwa w wyłącznie posiadanie służb rosyjskich. Najbardziej skrajną opinią tej decyzji rządu i premiera Tuska jest oddanie Tuska przed Trybunał Stanu za działanie na szkodę polskiego państwa.
Łagodniejsze głosy upominają się o materiały od Rosji i dążą do powołania międzynarodowej komisji, gdyż śledztwo i poziom „współpracy” z Rosjanami już chyba tylko Komorowskiemu i Tuskowi nie wydają się być farsą!
Przykładów jest więcej, myślę, że każdy może coś dorzucić od siebie. Ja chcę w tym momencie wrócić do owego sondażu na zaufanie do polityków. Jest, jak zwykle, kilka wyjść z sytuacji:
- Albo te sondaże (podobnie jak te po I turze wyborów) są gówno warte i nie wiadomo kiedy były coś warte?
- Albo, przynajmniej dla ankietowanych, nie ma żadnego znaczenia to, co polityk robi i mówi, a zaufanie ma do jego …szerokiego uśmiechu lub koloru oczu.
- Albo pamięć w narodzie jest dokładnie taka jak w przypadku choroby alzheimera – łatwiej jest wytykać to, o czym polityk mówił 6 lat temu i jaki wtedy był, niż patrzeć na to, co dzieje się tu i teraz.
- Albo ankietowani wychodzą z założenia, że komuś, choć przez chwilę, wierzyć trzeba i nie chcą się sami przed sobą przyznać do nietrafnych wyborów.
Nie pojmuję tego zjawiska, bo mam jednak ważenie, że społeczne zaufanie do poczynań rządu i wszechwładnej Platformy jednak spada, że coraz więcej ludzi dostrzega jaki bajzel panuje w obozie władzy, pojawiają się obawy polityków i ekonomistów, że po rządach PO nie będzie co zbierać.
Wyniki tych sondaży zatem każą mi, za Cortazarem, nazwać ogromne zaufanie społeczne do poszczególnych polityków w rządzie coraz mniej akceptowanym jako przyzwolenie na „burdel dziewic” – gdyby to było możliwe.


Komentarze
Pokaż komentarze