Od chwili swoistego rozbłyśnięcia na firmamencie polityczno – medialnym zjawiska zwanego Palikot, (czyli innymi słowy: od dawna) zastanawiam się czasem, które z nas skretyniało.
Jeśli jeszcze dodam do tego co bardziej apetyczne wypowiedzi Bartoszewskiego, Niesiołowskiego czy chociażby Kutza, to drugie pytanie jakie sobie zadaję brzmi: „Boże, w jakim kraju przyszło mi żyć?”
Pytanie o mój kraj nasiliło się ostatnio w związku z prowadzonym śledztwem w sprawie przyczyn katastrofy Smoleńskiej. Informacje i dokumenty jakie docierają do Polski są skąpe, śledztwo zakończone nie jest, ale w mediach eksponowane są wypowiedzi licznych specjalistów, pilotów, byłych pilotów, niedoszłych pilotów obarczające winą za tę katastrofę naszą załogę, naszego polskiego generała i naszego byłego prezydenta.
Babcia powtarzała do znudzenia tak: wnuczusiu, zły to ptak, co własne gniazdo kala!
Więc jak we wczorajszej debacie usłyszałam od kandydata Komorowskiego, że jest tylko jedna Polska, to mówię na to: nie. To jest nieprawda i jak się wcieknę, to oddam Komorowskiego do sądu za szerzenie kłamstwa na pożytek kampanii wyborczej.
W mojej Polsce nie wolno publicznie poniżać głowy państwa, niezależnie od tego, czy się tę głowę państwa lubi czy pragnie ją zniszczyć. W mojej Polsce słowa „cham i debil” są słowami obrażającymi wszystkich! A nie tylko urząd prezydenta RP. W mojej Polsce żaden uczciwy sędzia nie zdecydowałby inaczej.
W mojej Polsce pseudo satyryk, który wsadził polską flagę w odchody byłby skończony do końca swoich dni, a stacji, która to emitowała zabrano by koncesję.
W mojej Polsce wspomniane zjawisko Palikot miałoby kilka wyroków za zniesławienie i naruszanie dóbr osobistych osób trzecich.
Bo mój kraj to szacunek do historii, do barw narodowych, szacunek do urzędów, szacunek do drugiego człowieka. To Rzeczpospolita dumna, suwerenna, niepodległa. To idea, o którą walczyły pokolenia.
I jakoś mi się wierzyć nie chce, że ta krew była przelewana za karły, które teraz ją poniewierają i opluwają.


Komentarze
Pokaż komentarze