Miało SLD taką konferencję prasową, na której zaprezentowało 8 czy 9 postulatów pod adresem (naówczas) kandydata na marszałka sejmu, Grzegorza Schetyny.
Było tam coś o możliwości przepytywania premiera raz w tygodniu, było o likwidacji słynnej zamrażarki B. Komorowskiego, ale był też inny postulat: przywrócenie transmisji obrad sejmu.
Jak z SLD po drodze mi nigdy nie było, tak mi się ten postulat spodobał. Bo tak: wybranych przez nas polityków oglądamy jedynie (a zwłaszcza ostatnio) w jakichś głupich dyskusjach prowadzonych przez pseudo dziennikarzy na temat czy J. Palikot to, a czy J. Kaczyński tamto, a czy A. Macierewicz to jeszcze co innego, a jakimż to językiem mówią i jakie miny robią i czy upał im szkodzi.
Chciałam przypomnieć, że rola posła polega na wypełnianiu zgoła innych zadań. Tylko w czasie obrad sejmu mamy możliwość ocenić pracę marszałka, tylko w czasie dyskusji sejmowych mamy możliwość posłuchać tych, którzy mieli nas, z naszego wyboru, reprezentować.
Nie potrafię określić momentu, w którym momencie zostaliśmy pozbawieni choćby namiastki weryfikowania ich pracy, słuchania tego, co mają do powiedzenia w sprawie głosowanych ustaw, jak wypełniają swoją pierwszoplanową funkcję.
Ze zgrozą też obserwuję (patrząc na udzielane wywiady), że czytanie niektórych projektów odbywa się niemal przy pustej sali sejmowej. Ale jak trzeba głosować, to nasi parlamentarzyści potrafią się nagle zbiegnąć.
Powiem tak: mam przeczucie graniczące z pewnością, że decyzje w znaczących dla kraju sprawach są podejmowane poza salą sejmową, że ewentualna dyskusja nie ma dla rozstrzygnięć sejmowych najmniejszego znaczenia. Trzeba tylko wybadać, który klub jak będzie głosował, dodać głosy, przekonać lub pohandlować z nieprzekonanym i pojawić się na sali w dniu głosowania.
Nawet jeśli tak, to stoję na stanowisku, że mamy prawo wiedzieć, co ci nasi wybrańcy tam robią, w jakiej liczbie debatują i co mówią.
Bo niby na jakiej podstawie mamy ocenić ich pracę i poprzeć w kolejnych wyborach lub nie?


Komentarze
Pokaż komentarze (7)