san quentin tarantino san quentin tarantino
102
BLOG

Odpalenie Lecha Wałęsy?

san quentin tarantino san quentin tarantino Polityka Obserwuj notkę 7

 
Demonstracyjne przesunięcie terminu ogłoszenia wyroku w sprawie Wałęsa przeciwko Wyszkowskiemu na popołudnie 31 sierpnia, tuż po zakończeniu obchodów 30. rocznicy powstania Solidarności, oznacza teatralizację poczynań wymiaru sprawiedliwości. Ale oznacza też coś więcej, bo to nie tylko popkalczerowa czkawka po serialu „Sędzia Anna Maria Wesołowska”.

Gdyby sąd naprawdę kierował się płynącą z delikatności uczuć niechęcią do zakłócenia przebiegu rocznicowych uroczystości, to mógł wyznaczyć termin następnego posiedzenia np. na 12 września lub 5 października. I nie byłoby sprawy. Proces ciągnie się przecież od pięciu lat. Sąd ujawnił jednak fakt podjęcia decyzji, tylko jej ogłoszenie odroczył, przesuwając akurat na dzień ważny dla Polaków i Solidarności. Dlaczego?

Wygląda na to, że scenariusz wydarzeń przygotował wytrawny sztab specjalistów od politycznego suspensu. Przecież ogłoszenie w połowie sierpnia, że oszołom Wyszkowski ma przeprosić, ogłosić drukiem oświadczenie, że Wałęsa Bolkiem nie był, i pewnie jeszcze wpłacić jakąś sumę na szlachetny cel społeczny (np. na Instytut Lecha Wałęsy) w żaden sposób nie mogłoby zakłócić planowanego przebiegu uroczystości. Przeciwnie, dodałoby im tylko pieprzu.  

Jeśli sąd, znając przecież werdykt, liczy się z możliwością zbulwersowania opinii publicznej, może to oznaczać, że zeznania byłego funkcjonariusza SB Janusza Stachowiaka, w połączeniu z analizą dokumentów, dokonaną przez dwóch kompetentnych historyków, w ocenie sądu ważą więcej niż werdykt postępowania lustracyjnego z roku 2000, podczas którego uznano, że Lech Wałęsa nie był tajnym współpracownikiem służb specjalnych PRL.

Wyrok sądu sprowadzający się do konkluzji, że „Wyszkowski jest oszczercą”, w sierpniu 2010 zasmuciłby najwyżej grupę ludzi, którzy działalność WZZ Wybrzeża znają z autopsji i wciąż jeszcze dobrze pamiętają początki Solidarności. Ale wyrok prowadzący do wniosku, że Wałęsa to jednak Bolek, ogłoszony tuż po obchodach 30. rocznicy powstania niezależnej od komunistów organizacji związkowej mógłby spowodować efekt detonujący o zupełnie innym zasięgu.

„TW Bolek, TW Święty, dyspozycyjny wobec władzy Sienkiewicz w Jastrzębiu… Przecież ta Solidarność chodziła na pasku peerelowskich służb, więc może czas najwyższy przestać sobie nią zawracać głowę. Trzydzieści lat minęło i dość! Zwłaszcza że rezultaty widać dziś gołym okiem”. Czy nie tak w przybliżeniu rysuje się scenariusz? Czy nie o taki efekt idzie reżyserowi ogólnokrajowego spektaklu, w którym od dłuższego już czasu, chcąc nie chcąc, uczestniczą Polacy?

W ostatnich latach Donald Tusk, wraz z ekipą, udzielał Wałęsie mocnego politycznego wsparcia. Mędrzec EU-ropejski staje się jednak coraz mniej obliczalny. Mówiąc wprost: raczej już kompromituje swych akolitów niż dodaje im splendorów. Przygoda z Libertasem potwierdza tę diagnozę, więc może podjęto wreszcie decyzję, żeby go „odpalić”, a przy okazji – jeśli się uda – pogrzebać dobrą pamięć o Solidarności? Czy można w takim celu zaplanować coś lepszego niż ujawnienie wszem i wobec sensacyjnego newsa przez sąd o symbolicznej godzinie 15, dokładnie w trzydziestą rocznicę gdańskich porozumień?

Charakterystyczna wydaje się też rejterada Lecha Wałęsy, który w ostatniej chwili zrezygnował z udziału w rocznicowych obchodach, coś tam w swoim stylu przebąkując, że Solidarność dogorywa. Ale związek, mimo wrogości wyspecjalizowanych agend państwa, mimo buty pracodawców i jawnej nieprzychylności mediów, właśnie w takich trudnych dla ludzi pracy czasach poradzi sobie.

Jeśli coś dogorywa, to absurdalny, siłą bezwładu hołubiony jeszcze przez Wałęsę mit, że Solidarność to właśnie on sam. A inni od zawsze stanowili tylko wielomilionowe audytorium oklaskujące jego popisy. Oj, Lechu, Lechu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka