Tadeusz Mazowiecki podszedł do Jarosława Kaczyńskiego i wyjaśniał: „To nieprawda, żeśmy chcieli kapitulacji”. – Mam inną wizję – odpowiedział prezesPiS.
Pierwszy premier wolnej Polski wyraźnie poruszony reakcją Kaczyńskiego ripostował: „Tu nie chodzi o wizję, tylko o fakty. Przecież Geremek nie żyje, jak można, fakty są inne”.
Geremkowi dajmy teraz spokój, bo nie żyje. Pozostańmy przy Mazowieckim. Stocznia? Jadwiga Staniszkis, która początkowo też doradzała strajkującym, zrezygnowała właśnie w proteście przeciwko forsowaniu przez doradców konieczności uznania „przewodniej roli partii”.
Według dzisiejszej Wyborczej, doradcy stoczniowców przyjechali polonezem przez Gdynię, „dla zmylenia esbeków”, ale według innej, wcale nie mniej wiarygodnej wersji doradcy przylecieli do Trójmiasta samolotem. No, to jak było z tym skakaniem przez mur? Będziemy wyjaśniać? I nie ma się co dziwić takiej nieufności, bo zarówno wcześniejsze, jak i późniejsze dokonania Tadeusza Mazowieckiego solidnie ją uzasadniają.
Np. atak prasowy na biskupa Kaczmarka, któremu komuniści sprokurowali proces za przekazanie ambasadzie amerykańskiej rzetelnego opisu krwawej, zbrodniczej prowokacji kieleckiej, niesłusznie zwanej pogromem. Tak, młody jeszcze wówczas Tadeusz Mazowiecki ma na koncie i takie zasługi. Był potem przez lata naczelnym tygodnika WTK.
Doradztwo strajkującym też chyba nieźle Mazowieckiemu wyszło (Staniszkis się nie zna!), bo w 9 lat później to właśnie on został premierem tzw. pierwszego niekomunistycznego… Z osiągnięć tamtego czasu zwykle mówi się o paleniu akt służb specjalnych i hołubieniu Balcerowicza z popiwkiem oraz ograbieniem ludzi z oszczędności. Ale może warto też przypomnieć, że premier Mazowiecki był przeciwnikiem zbyt pochopnego wyprowadzania z Polski wojsk sowieckich, stacjonujących tu od czasów zakończenia drugiej wojny światowej. Zebrałoby się trochę tego...
Wprawdzie w przypominanym wielokrotnie przemówieniu frazy „odkreślamy grubą kreską” Mazowiecki użył w znaczeniu innym niż mu to przypisywano, ale w praktyce postąpił całkiem na odwrót niż pierwotnie zapowiadał. Zamiast sporządzić precyzyjny bilans szkód, nieprawości i zbrodni peerelowskiego państwa, roztoczył szczelny parasol nad uwłaszczaniem się partyjno-esbeckiej nomenklatury i rozpoczął proces tzw. transformacji ustrojowej, czyli m.in. chaotycznej wyprzedaży majątku narodowego oraz likwidacji przemysłu.
Najgorsze jest to, że zarówno Mazowiecki, jak i większość jego następców na urzędzie premiera, do osłaniania tych rabunkowych procesów –Polacy nie będą żyli z własności, lecz pracy własnych rąk, © copyright by Janusz Lewandowski– używało parasola z napisem Solidarność. I niestety Wałęsa, a potem Krzaklewski na podżyrowanie przez związek tych zmian, bardzo przecież antypracowniczych, ale i niekorzystnych dla kraju, przez lata się godzili. Stąd dziś w Polsce tyle goryczy.


Komentarze
Pokaż komentarze