san quentin tarantino san quentin tarantino
1453
BLOG

Medialna mgła, czyli zarządzanie apatią

san quentin tarantino san quentin tarantino Polityka Obserwuj notkę 16

 

Prokuratura potwierdziła, że dysponuje zeznaniami oficerów Biura Ochrony Rządu, z których wynika, że polskich funkcjonariuszy BOR ani 7, ani 10 kwietnia 2010 na lotnisku Smoleńsk-Północny wcale nie było. Jeżeli te zeznania rzetelnie oddają stan rzeczy, to oznacza, że generał Janicki, szef BOR, po prostu kłamał.

To należy podkreślić: gen. Janicki kłamał, jeśli nie kłamali zeznający w tej sprawie funkcjonariusze. I jeżeli oświadczenie prokuratury ma oparcie w zebranym przez nią materiale dowodowym.

Skąd te zastrzeżenia? Bo trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z fachowcami od dezinformacji i kamuflażu, czyli używając języka współczesnej popkultury, z wytrawnymi producentami matriksa, a raczej wielu różnych matriksów. Częściowo kompatybilnych, częściowo sprzecznych ze sobą. Warto też przypomnieć, że bardzo sensacyjną, z dodatkiem wzruszających i patriotycznych smaczków opowieść o odnalezieniu ciała Lecha Kaczyńskiego, nakryciu go marynarkami, wystawieniu warty i odstraszaniu funkcjonariuszy federacji rosyjskiej strzałami w powietrze, wprowadził do medialnego obiegu „Nasz Dziennik”.

Gazeta redagowana przez Ewę Sołowiej od początku poświęca smoleńskiej tragedii oraz prowadzonemu w tej sprawie śledztwu bardzo dużo uwagi. Ale wiadomo przecież, że wydawcy tego tytułu wcale nie jest blisko do rządzącej obecnie ekipy. Toteż od początku dziwiło mnie, dlaczego właśnie temu tytułowi udało się „dotrzeć” do rozmownych BOR-owców, którzy opowiedzieli o swojej podziwu godnej interwencji w Smoleńsku.

Dziś – przy podtrzymaniu sformułowanych wyżej zastrzeżeń – wydaje się to całkiem jasne. Legenda o dzielnych „borowikach”, którzy mieli chronić ciała prezydenta, krzycząc do zbliżających się służb strony rosyjskiej „wsie nazad!” i wzmacniając wagę swych słów strzałami, stanowiła część zdradzieckiej medialnej mgły, od samego początku spowijającej samolot TU 154M, z prezydentem RP na pokładzie. Ta, nieco kiczowata i niezbyt wiarygodna legenda była elementem narracji, która sentymentalnym Polakom miała zastąpić mniej piękną prawdę. I zapewnić uczuciową strawę na jakiś czas…

Do jej upowszechnienia wybrano „Nasz Dziennik”, bo trudno było o lepszy, bardziej wiarygodny i stylistycznie adekwatny przekaźnik, dla „sprzedania” opinii publicznej nieprawdziwej opowieści o tym, co stało się z 96 osobami, które leciały rządowym samolotem, aby uczcić 70 rocznicę zbrodni katyńskiej. O tym, kto ich oczekiwał, a kogo i z jakich powodów zabrakło na podsmoleńskim lotnisku.

Dla zatuszowania niesłychanego wręcz naruszenia wszelkich procedur oraz obowiązującej pragmatyki w stosunkach międzypaństwowych sprzedano „ciemnemu ludowi” kicz bohaterszczyzny… Jeżeli oczywiście za jakiś czas nowy rzecznik prokuratury tych informacji nie zdezawuuje. Rzeczpospolita Polska? To już nie jest operetkowe państwo, ani nawet bananowa republika…

Chwilowo brak mi nazwy, która wystarczająco trafnie oddawałaby to, z czym po przeszło dwudziestu latach postpeerelowskiej gangreny Polacy mają do czynienia w swoim eurolandzie.  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka