W drugiej połowie lipca, gdzieś ze dwa tygodnie po nieszczęsnej dla Polski (za to zbawiennej dla liderów PJN) drugiej turze wyborów prezydenckich, w których zwycięzcą ogłoszono Bronisława Komorowskiego, przemknęła przez internet próbka nieograniczonych możliwości cyfrowej obróbki zdjęć, potocznie – od nazwy jednego z takich programów – zwana fotoszopką.
Kreatywny autor przedstawił swoją wizję możliwej do osiągnięcia w krótkim czasie zmiany wizerunku Anny „Pierwsza Dama” Komorowskiej. Według niego miało to wyglądać mniej więcej tak:

Minęło pięć miesięcy. I prognoza stała się faktem. Oczywiście, faktem medialnym. Na okładce świątecznej edycji pewnego periodyku, o nazwie zaczynającej się na „G” – wszelkie skojarzenia możliwe – polski lud spragniony prawdziwych panów może sobie obejrzeć, jak obecna para prezydencka świętuje Boże Narodzenie w listopadzie, czyli nie tylko sporo przed Chanuką, ale nawet jeszcze przed początkiem Adwentu.Że niezgodnie z kalendarzem liturgicznym? Furda tam, przecież za słowa prawdy zbeształo się bezkarnie i pogoniło skutecznie – niestety bez jakiegokolwiek „non possumus” z Watykanu – patriotycznie usposobionego kaznodzieję. Jeśli ks. płk. Sławomira Żarskiego, który był niemal pewnym kandydatem do urzędu ordynariusza polowego, można było kiwnięciem palca przesunąć do tzw. rezerwy kadrowej, to tym bardziej jakiś tam kalendarz kościelny lokatorowi Pałacu (ponownie) Namiestnikowskiego w niczym nie przeszkodzi.

A jak dobrze pójdzie, to się w ogóle wróci do kalendarza juliańskiego. Wtedy rocznicę Wielkiego Października będzie można znów świętować – jak Lenin i niepoprawna politycznie Międzynarodówka przykazali – w październiku, a nie jak dawniej za czerwonego w listopadzie. No!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)