Sylwestrowa Wyborcza odkryła najpilniej strzeżoną polityczną tajemnicę Federacji Rosyjskiej: na Kremlu rządzi triumwirat! Oprócz prezydenta Miedwiediewa oraz premiera „ludzkie panisko” Putina, który w kwietniu 2010, po nagłej, niespodziewanej, strasznej śmierci polskiej elity państwowej i niepodległościowej, publicznie przygarnął i utulił w bólu Donalda Tuska – jest jeszcze bezlitosny pułkownik Putin, eksfunkcjonariusz KGB, który ma na koncie m.in. wojnę czeczeńską, niezależną dziennikarkę Politkowską, dawnego druha Litwinienkę, a ostatnio oligarchę Chodorkowskiego. O ofiarach okrętu Kursk, Biesłanu, Wołgodońska czy moskiewskiego Teatru na Dubrowce nie wspominając…
Adam Michnik, z właściwym sobie brakiem umiaru w stosowaniu środków literackiej ekspresji, z takim – powiedzmy – pustynnym patosem, pisze dziś między innymi:
Władimir Putin zaspokoił swoją potrzebę zemsty na Chodorkowskim, ale strzelił sobie w stopę. Teraz wszystkie rządy demokratyczne mają jasność, kim potrafi być ujmujący w obejściu szef rządu Federacji Rosyjskiej. Nadszedł czas, by politycy całego świata dojrzeli w jego oczach stalowy błysk okrucieństwa, a nie łagodne spojrzenie demokraty.
http://wyborcza.pl/Polityka/1,103836,8888704,Putin_broni_prawnego_nihilizmu.html#ixzz19hcnF3BC
Całość opatrzona wymownym tytułem „Putin broni prawnego nihilizmu” interesująco współgra z innym, nieco wcześniejszym tekstem, opublikowanym po powrocie z Seminarium Wałdajskiego i Forum w Jarosławiu, w których mimo przestróg politycznych przyjaciół, że legitymizuje obecny reżim, „Adam” postanowił wziąć udział, bo „zawsze lepiej rozmawiać, niż nie rozmawiać”.
Na Klub Wałdajski zaprosił mnie jego organizator i pomysłodawca, związany z Putinem politolog Siergiej Karaganow; na Forum w Jarosławiu – zaufany ekonomista Miedwiediewa Władysław Inoziemcow. Zaproszenia przyjąłem, bo ciekawiło mnie, jak wygląda taka „pokazucha”, jak mówią moi rosyjscy przyjaciele.
Ja najpierw zapytałem Putina o sprawę lasu w Chimkach (…)
Potem zapytałem o Michaiła Chodorkowskiego, biznesmena, który od kiedy zaczął przejawiać ambicje polityczne, siedzi za rzekome przekręty finansowe. To uczyniło mnie na jeden dzień sławnym wśród moskiewskiej liberalnej inteligencji. Skradłem show Putinowi –relacjonował skromnie swój udział „Adam”.– Takiego pytania się nie spodziewał. Zobaczyłem jego grymas i stalowe oczy. A potem szalenie emocjonalną odpowiedź, że Chodorkowski ma krew na rękach, bo jego ochroniarz mordował ludzi, za co został skazany.
Ale tak pisał dopiero jesienią… Bo w kwietniu tenor naczelnego Wyborczej brzmiał całkiem inaczej:
Katastrofa w Smoleńsku sprawiła, że coś w naszych sercach polskich i rosyjskich pękło. W sercach przywódców i zwykłych ludzi. Było to jak otwarcie gigantycznej tamy, spiętrzającej niewypowiedziane dotąd słowa i gesty. Nie tylko cały świat dowiedział się w ostatnich dniach o zbrodni katyńskiej, ale też w obliczu nowej tragedii politycy rosyjscy zdecydowali się na uczynki bez precedensu, które przejdą do historii.
Emisja filmu "Katyń" Andrzeja Wajdy w najbardziej popularnym kanale telewizji rosyjskiej, słowa prezydenta Miedwiediewa o winie Stalina, wcześniejsze gesty i słowa premiera Putina to fundament pod nowe stosunki Polski i Rosji.
http://wyborcza.pl/1,76723,7777196,Cos_drgnelo_w_naszych_sercach.html#ixzz19iLlnoRt
Czyżby nasz „Adam” mógł się mylić? Przecież to niemożliwe. On po prostu odkrył wtedy drugiego Putina. Tego samego, który niedawno w Sankt Petersburgu dla podstarzałych lowelasów i były sex-symboli światowego kina z sukcesem wykonał „Bljubjeri hił”… Tego, który w kwietniu mówił o stalinowskich zbrodniach, który objął litościwie Tuska i – przy aprobacie premiera RP – także przewodnictwo nad smoleńskim śledztwem. Premier Putin, ludzkie panisko… To właśnie dla tego poczciwego Putina wtedy, w kwietniu, w sercu „Adama” – jak publicznie wyznał – coś pękło…
Stalowy błysk okrucieństwa w oczach premiera Rosji? E tam, to tylko jakieś pisowskie bzdury… Co innego pułkownik KGB Putin. Po nim, niestety, wszystkiego się można spodziewać. On może mówić z pogardą nawet o uczestnikach demokratycznych demonstracji, które „Adamowi” tak leżą na sercu. On może błysnąć bezlitosnym, wilczym spojrzeniem i mścić się na niewinnym oligarsze, za którym ujął się teraz „cały” świat. Ale pułkownik Putin z pewnością nie ma nic wspólnego z sympatycznym premierem Putinem, zwolennikiem ludowładztwa. I szefem specjalnej komisji, która objęła nadzór nad wyjaśnieniem sprawy roztrzaskania się polskiego rządowego tupolewa w podsmoleńskim zagajniku.
Premier Putin – prezydent Miedwiediew – pułkownik Putin. Trzeba jeszcze tylko znaleźć odpowiedź na pytanie o rozkład realnych wpływów politycznych między kremlowskimi triumwirami. Czy walkę o władzę wygra premier Rosji Putin, miłośnik jazzowych standardów, czy raczej nieprzejednany pułkownik KGB Putin-karateka? Bo ten trzeci nie ma chyba wielkich szans.
I małe, ale ważne pytanie dodatkowe: którego z tych Putinów prezydent Izraela zapewniał w sierpniu 2009 (dwa tygodnie przed Westerplatte i miesiąc przez polityczną rejteradą Stanów Zjednoczonych Obamy z Europy Środkowowschodniej), że między nazimem a komunizmem w żadnym razie nie można stawiać znaku równości?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)