san quentin tarantino san quentin tarantino
1184
BLOG

Marto, pamiętaj o Monice

san quentin tarantino san quentin tarantino Polityka Obserwuj notkę 12

 

Nie ma wątpliwości. Media (i służby) poprzez Marcina Dubienieckiego próbują dopaść szefa PiS, to elementarne. Trudno jednak zaakceptować pogląd, że złe intencje medialnych ludożerców wystarczą, aby nie widzieć chyba dość paskudnych uwikłań Marcina D., aby przejść do porządku dziennego nad zastanawiającą sprawą Roberta Draby, nad szemranym wspólnikiem drugiego męża Marty Kaczyńskiej, nad jego innymi niewyraźnymi partnerami w interesach.

Tym bardziej, że Marcin Dubieniecki nie dość, że wcale niewiniątka nie przypomina, to jeszcze arogancką postawą wzmaga szum medialny wokół siebie, mnoży prowokacyjne komentarze i zaczepki polityczne, wręcz drażni się „ze stryjem”, jak podobno nazywa Kaczyńskiego. No i nie wolno zapominać, że pochodzi z wrogiego rodu Montekich.

Dubieniecki sprawia problemy nie tylko „stryjowi”, ale także swojej żonie. Profesor Staniszkis orzekła, że Marta Kaczyńska, zamiast wikłać się „w spiralę konfliktu” powinna uciszyć męża, który swymi wypowiedziami po prostu jej szkodzi, albo… się z nim rozwieść. Wydaje się, że znana z ocen nieskrępowanych konwenansem czy wymogami politpoprawności słynna pani socjolog trafiła w sedno.

Jeśli zarzuty przeciwko mecenasowi D. są medialną blagą, to sprawa pewnie skończy się w sądzie. Jeżeli jednak przedstawiane w mediach kontakty biznesowe prezydenckiego zięcia pozostają faktem, to może warto, aby nowa blogerka Marta K. na serio rozważyła sugestie prof. Staniszkis.

Możliwości są dwie. Primo, Marta mogła się przecież pomylić również przy wyborze swego drugiego partnera. Albo secundo, z premedytacją została wciągnięta w podobną matnię, jaka stała się kilkanaście lat wcześniej udziałem młodziutkiej Kernówny i jej rodziny.

Dla zdystansowanego obserwatora historia uwikłania Moniki Kern w emocjonalną pułapkę, którą Szekspir podniósł do rangi arcydramatu, od początku nosiła znamiona gry operacyjnej służb zarządzających pozornie wolną Polską. Sceptykom wystarczy przypomnieć tandetną historyjkę z Anastazją „rzekomo” Potocką, dzięki której „Erotycznym  immunitetom” udało się zdyscyplinować sporą część ówczesnego parlamentarnego spektrum. Niektórzy ze sportretowanych tam polityków po prostu ze sceny zniknęli, ale inni – co może ważniejsze – awansowali i dziś zajmują centralne pozycje w państwie.

Pamięć elektoratu jest krótka. Zapiski z domu poselskiego, podpisane pseudonimem „artystycznym” Marzeny Domaros, choć sprokurowane przez kogoś innego, wyszły w roku 1992. Przystojny reżyser Piwowski, o którym wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze tego, co wiemy dziś, „Uprowadzenie Agaty” nakręcił rok później. Nic dziwnego, że po kilkunastu latach replika numeru z Kernówną mogła nosić znamiona świeżutkiej wersji romansu Romea i Julii. Takiej prosto z pieca. W wersji tabloidowej, rzecz jasna.

Faktom trzeba się przyglądać. Warto je oczywiście sprawdzać czy testować, ale ignorować ich raczej nie należy. Zwłaszcza w imię politycznych fascynacji. Nawet tych najbardziej patriotycznie motywowanych.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka