To nie żart. Miłościwie nam panujący Donald Tusk zaczyna gonić prezydenta… No, może nie Bronisława Komorowskiego, ale z pewnością Juliusza Nowina-Sokolnickiego, którego samozwańcza prezydentura poważnie osłabiła pozycję prawowitych władz RP na Wychodźstwie. Wśród wielu działań Sokolnickiego, które miały skutecznie kompromitować środowisko polonijne Londynu w oczach Brytyjczyków, w planie popkulturowym zdecydowanie wyróżnić trzeba sesję rozbieranych zdjęć jego córki Franceski w „Mayfair”, trzeciorzędnym pisemku dla mężczyzn.
Wprawdzie premierowi jeszcze trochę do Sokolnickiego brakuje, ale Kasia Tusk w trykotowych legginsach (blogerzy żartują, że to ciuch z Biedronki), które dość wyraziście odzwierciedlają topografię stref intymnych, to już coś. Córka premiera jest młodą atrakcyjną kobietą, na którą normalny mężczyzna zawsze z przyjemnością popatrzy. Akurat może samej Kasi trudno się dziwić, że podejmuje działania, które mentalny mainstream III RP uważa za szybką ścieżkę do celebryckiego sukcesu. Pytanie, czy taki model kariery życiowej – naturalny być może w przypadku prowincjuszki, chcącej dzięki urodzie wyrwać się z anonimatu, osiągnąć pozycję jednej z wielu tabloidowych gwiazdek i bez specjalnych zasług dochrapać się ponadprzeciętnych pieniędzy – przystoi także premierównie.
Oprócz legginsów, nazbyt dekonspirujących anatomię, sprawa ma jeszcze wymiar finansowy. Powiedzmy to jasno, „Make life easier” to nie jest żaden blog Kasi i jej koleżanki Zosi, ale rozkręcone na cztery fajerki przedsięwzięcie biznesowe, przy którym tzw. Instytut Lecha Wałęsy, kierowany przez Piotra Gulczyńskiego, to pikuś. Jak wiadomo, szefostwo ILW m.in. za pieniądze wypożyczało naszego drogiego Lecha zachodnim turystom, którzy podczas rejsów spacerowych zawijali nad Motławę.
Podobnym tropem poszli twórcy e-biznesu „Make life easier”. Polityczną popularność postanowili przenieść do innej sfery i zdyskontować to finansowo. Sądząc po kolapsie serwera z początków marca, obsadzenie Tuskówny w roli trendsetterki okazało się strzałem w dziesiątkę. I dobrze. Niech handlarze ciuchami dla podlotków zarabiają swoje pieniądze. Nawet jak największe. Gdyby Kasia dysponowała siłą przebicia Dody, jakimś kunsztem porównywalnym z talentami Nataszy Urbańskiej albo chociaż infantylnym, ale dla części publiczki atrakcyjnym wciąż egotyzmem Edyty Górniak, można by sprawę po prostu zignorować. Zbyć milczeniem.
Ale jest inaczej. Kasia nie dorobiła się swej pozycji np. dzięki wcześniejszym występom w „Tańcu z Gwiazdami”. Dyskontowany przez nowe formy reklamy magnetyzm Tuskówny płynie stąd, że jest córką premiera Rzeczypospolitej. Wykorzystywanie osobistej popularności polityka, nawet per procura (czy raczej per pro-córa), jako maszynki do zarabiania pieniędzy wykracza poza standardy przyzwoitości obowiązujące dotąd w naszej cywilizacji.
Jeśli Donald Tusk tej subtelności nie czuje, jeśli przed ryzykownym krokiem nie ostrzegli go Nowak, Ostachowicz i inni specjaliści od wizerunku, jeśli nie krytykują go za to polityczni trendesetterzy w zaprzyjaźnionych telewizjach – niech o niestosowności takich działań dowie się przynajmniej z internetu. Póki to jeszcze możliwe. Liberalny premier-piłkarz próbował już dwa razy założyć kaganiec polskim internautom i dwukrotnie się z tego wycofywał. Ale po następnych zwycięskich wyborach, jeśli oczywiście je wygra, z pewnością już dopnie swego.
Postscriptum
Wszystkim, którzy w merkantylnym MLE widzieli tylko dziewczyński blog premierówny i jej koleżanki, dedykuję treść zakładki „kontakt”:
Jeśli jesteś zainteresowany publikacją zdjęcia, które należy do MakeCookingEasier.pl użyj tego adresu:
picture@makelifeeasier.pl
Jeśli jesteś zainteresowany reklamą na tej stronie, wyślij wiadomość na adres:
adverts@makelifeeasier.pl
Jeśli chcesz wyrazić swoją opinię, lub przekazać coś autorkom strony, napisz komentarz. Wiadomości wysłane na powyższe strony, niedotyczące publikacji zdjęć lub reklamy, niestety nie dotrą do Kasi i Zosi


Komentarze
Pokaż komentarze (43)