Już sama jego obecność w Salonie24 oraz sposób prezentowania się na blogu (począwszy od wymownego portretu, aż po kolejne, coraz bardziej prowokacyjne teksty, ilustrujące nieznośną lekkość bytu Libickiego juniora) wyraziście dowodzą, że świeży poznański nabytek Platformy ma ambicję zastąpić niesławnej pamięci posła z Biłgoraja.
O tym jednak napisał już jeden z komentatorów najnowszego wpisu posła z Wielkopolski, a inne aspekty politycznie motywowanej obrzydliwości młodszego Libickiego mocno i trafnie skomentowali na jego blogu m.in. Sowiniec, Bitwonnow, Berecik, Historia80. Jeśli więc podejmuję temat, to tylko z intencją lapidarnego sformułowania ogólniejszych wniosków, jakie stąd płyną.
Poseł Libicki, niestety, potwierdza słuszność klasycznej zasady, zgodnie z którą władzę we wspólnotach demokratycznych należy oddawać w ręce osób życiowo zrealizowanych, czyli stabilnych egzystencjalnie, emocjonalnie, rodzinnie. A więc takich, które w sferze polityki nie będą szukać kompensacji własnych braków, urazów czy kompleksów.
Dlaczego tak? Otóż dlatego, że istotą demokracji pozostaje kształtowanie publicznej sfery życia zgodnie z wolą większości. Chorobliwa dbałość o prawa (jakichkolwiek) mniejszości, które teraz już jawnie, z czysto ideologicznym uzasadnieniem, całkiem bezkarnie i z coraz większym przyzwoleniem mediów dyskryminują milczącą większość obywateli to przecież postdemokracja, o czym wspomina się raczej niechętnie.
Postulat niepromowania na funkcje ważne dla życia wspólnoty przedstawicieli mniejszości etnicznych należy dziś do najmocniej zwalczanych, bo nie ma lepszego sposobu na osłabienie państwa i naruszenie integralności narodu niż osadzenie w jego strategicznych instytucjach ludzi, którzy z tożsamością narodową, religijną, kulturową (ogólnie: cywilizacyjną) większości po prostu się nie identyfikują.
Skutków braku przezorności w tym zakresie po dwóch dekadach niepodległej podobno Rzeczypospolitej, ci spośród jej obywateli, którzy nadal utożsamiają się z polskością, mocno odczuli już na własnej skórze. Władze III RP (w zasadzie bez wyjątku) zadbały o dobre samopoczucie zagranicy i mniejszości etnicznych, natomiast Polacy dostali wolny kraj. Mówiąc precyzyjnie, dostali kraj wolny od sprawiedliwości i przemysłu, a w konsekwencji bezprawie i bezrobocie. (Nie warto wchodzić w personalia, bo miało być krótko).
Wróćmy do ogólnej zasady: stanowisk ważnych dla życia zbiorowości nie obsadza się przedstawicielami mniejszości. Jakichkolwiek mniejszości: etnicznych, światopoglądowych, dewiacyjnych. Ten rygoryzm wynika z potrzeby ochrony dobra wspólnoty narodowej, bezpieczeństwa jej państwowości, z racji stanu. Osoby przynależące do grup mniejszościowych (to prawidłowość) pielęgnują urazy i mają skłonność do faworyzowania członków swojej grupy, kosztem dyskryminacji innych środowisk, ale także wspólnoty.
Niestety, dotyczy to również przedstawicieli takich mniejszości, których członkowie indywidualnie (jako osoby dotknięte jakoś przez los) w pełni zasługują na naszą empatię, szacunek oraz wparcie. Dlatego zasada ograniczonego zaufania w polityce kadrowej powinna też dyscyplinować decyzje wyborców. Minusy posła Libickiego dobitnie ten stan rzeczy potwierdzają.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)