360
BLOG
Gdyby Hannah Arendt żyła dziś - w dobie internetu i informacji, które nie tylko obiegają świat w mgnieniu oka, ale także docierają nie do wybranych, ale do tłumów, pewnie powtarzałaby, że Jej życie to jeden wielki ambaras.
Spieszę z wyjaśnieniem.
W ostatnio wydanej u nas książce Arendt składającej się z esejów spiętych klamrą odpowiedzialności i władzy sądzenia, znalazło się przemówienie, jakie autorka wygłosiła w Kopenhadze 18 kwietnia 1975 r. w trakcie gali, na której wyręczono Jej Sonnig Prize. W przemówieniu tym Arendt kłopocze się faktem zmiany ról, jaka się w związku z tym w Jej życiu właśnie dokonuje. Z osoby prywatnej (stwierdza to raczej przez pokorę, mając na uwadze wydane wcześniej książki) staje się osobą publiczną. Jednym słowem: ambaras.
Pisze: "(...) myślenie samo, jako czynność odrębna od innych ludzkich czynności, nie tylko jest niewidzialne - to znaczy nie objawia się zewnętrznie - ale także i być może pod tym względem jest wyjątkowe, NIE NALEGA, ABY SIĘ UJAWNIĆ, ani nie ma nawet bardzo ograniczonego odruchu, by KOMUNIKOWAĆ SIĘ Z INNYMI [podkreślenia moje - erpii]." (str. 42)
Czym więc jest blog? Czy Minerwą wylatującą dopiero po zapadnięciu zmierzchu, jak to określił Hegel? Czy może raczej zbitkiem impresji, odczuć i przeżyć przelewanych "na papier" po wybrzmieniu wydarzeń bądź wybuchu kolejnych sensacji?
Komu jest potrzebny? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam, gdyż każdy musi zajrzeć wgłąb siebie. ;)


Komentarze
Pokaż komentarze (1)