Czy naprawdę muszę się interesować ciętymi Bolkami?
Nie muszę, więc w ramach relaksu obejrzałem Majchrzaka jeszcze raz (mam to już na twardowskim, bo w interśmieciu nigdy nie wiadomo kiedy wyskoczy komunikat "gugiel dasn't fajnd any rezults itd") i wrażenie mam jeszcze gorsze.
Ależ się dał podpuścić, ależ mu odwagi zabrakło...
Toż najlepsze, co mógł zrobić, to po prostu odmówić wywiadu ("z chujami nie gadam"), a skoro się juz zdecydował, to przynajmniej jakiś cel sobie założyc i konsekwentnie, nie bacząc na Miecugowskie podpuchy, go realizować...
Te nieszczęsne "wschody słońca w telewizorze"... Tak łatwy kąsek nieprędko się już Krzysiowi trafi i do historii mojej przejdzie na długo jako partacz, okazji marnator, zaś w oczach (powinienem chyba te "oczy" w cudzysłów ująć, co?) tele-swołoczeństwa jako wariat sie utrwali, nawołujący do zwiększenia zawartości portfelików poddanych, co by ich na satelitarne talerze stać było...
Zamiast Miecudze od razu z grubej rurki wyjechać: "Taaak? Wschody juz w telewizji się ogląda? I to ma być do dumy powód? I na ekranie gotowanie i konsumpcję? To może jeszcze pan Miecugow w telewizorze się myje i z telewizorów cipy zlizuje? Boziu, co za świat..." i tak dalej, w stylu prześmiewczym.
Ale Majchrzak - zdaje się - coś się siebie wystraszył, przeląkł się tego "co nawyprawiał" i do studia wszedł z zamiarem węzłowisk poodkrecania i ciemności rozjaśnienia.
Żadnych szans oczywiście nie miał i Miecu go profesjonalnie na miny podprowadził, konsekwentnie wmawiając chłopu "frustrację spowodowaną brakiem roli"...
No wiesz: nie mogą Cie ocenić inaczej, niż swą miarką. To po co z kurwami gadasz? Przecież one tylko po kurewsku świat rozumią. Słysząc: "ja nic nie chcę" zastanawiają się: "to ile ta kurwa w końcu chce, skoro boi się nawet powiedzieć?"
Mówię Ci, Krzysiu: trzeba było tam nie wchodzić.
- - -
A na sralonach dalej wojny nożowe; potykać się w sądach zamiarują: Wolny Człek i Znana Blogierka, czyli odwieczni rywale: swoboda vs popularność.
Jak zwykle przy tej okazji obrywa się PiS-iakom (wiadomo - dyżurni). Pośledzę sobie jeszcze chwil kill, a potem wracam do zajęcia o wiele bardziej ponętnego, czyli życia normalnego. Bez tego straszliwego internetu (i po co mi ta wiedza o kretynach? Wystarczy że wiem, iż są; szczegóły niepasjonujące)


Komentarze
Pokaż komentarze