Dziś krótko o fenomenie związanym z Najbardziej Skomplikowanym Obiektem w Poznanym Wszechświecie. Każdy z nas 'wie' o tym, że wykorzystujemy tylko niewielką część mocy swojego mózgu. Jak niewielką - zależy od wersji tej miejskiej legendy, według najpopularniejszych przekazów jest to około 10%. Zgadzam się z tymi, którzy uważają za idiotyczny pomysł, że ewolucja pozwoliłaby na utrzymywanie czegoś tak potwornie energożerczego po to, by wykorzystywać to tylko w małej części. Nie można tego podciągnąć nawet pod redundancję - mózg wydaje się być tak wrażliwy na uszkodzenia, jakbyśmy wykorzystywali go w 100%.
Faktem jest natomiast ogromna plastyczność tego organu. Świadczyć może o niej jeden z najbardziej zadziwiających zabiegów chirurgicznych, jaki się wykonuje: usunięcie półkuli mózgowej. O jego skutkach można przeczytać w sieciowym wydaniu Scientific American. Okazuje się, że brak połowy mózgu (nie mniej, nie więcej!) nie wpływa na zmianę osobowości pacjenta, ani nawet (jeśli jest przeprowadzony wcześnie) nie upośledza poważnie jego kompetencji językowych w przypadku usunięcia lewej półkuli ('Nikt jeszcze nie odkrył, w które miejsce w prawej półkuli zostają przeniesione zdolności językowe, i co zastępują', zauważa jeden z naukowców).
Tymczasem w Polsce mamy początek dyskusji o zupełnie innej procedurze medycznej, choć też związanej z usunięciem pewnej części tożsamości (tak to przynajmniej chcą widzieć niektóre osoby w wieku pomenstruacyjnym). Pocieszam się, że nawet królowa angielska wie, że PiS strzelił tu sobie w stopę, i w walce o przymus miesiączkowania będzie raczej osamotniony.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)