W ciągu ostatnich kilku dni mieliśmy wysyp odkryć w dziedzinie psychologii dziecięcej. Okazało się na przykład, że małe dzieci potrafią odróżnić jeden język od drugiego patrząc na wyraz twarzy rozmówcy; oraz że ich arytmetyka niesymboliczna radzi sobie również z symbolami (patrz także tutaj).
Chciałbym jednak napisać o czymś, z czym dzieci sobie nie radzą - z przyswajaniem naukowych wyjaśnień. Artykuł na ten temat ('Childhood Origins of Adult Resistance to Science', w zmienionej formie dostępny tutaj) ukazał się niedawno w 'Science', wzbudzając zrozumiałe poruszenie. Czy możliwe jest bowiem, by obserwowany (nie tylko w USA) brak zaufania do nauki i powrót irracjonalizmu miał swoje korzenie w dziecięcej percepcji rzeczywistości?
Paul Bloom i Dena Weinsberg wskazują tu między innymi na następujące zjawiska:
- Nabyte w dzieciństwie (czy też obecne w genetycznej pamięci) intuicje są sprzeczne z tym, co słyszymy od dorosłych (i naukowców). R&W piszą o 'naiwnej fizyce' i 'naiwnej psychologii', przywołując wyniki badań dowodzących, że trudno jest się ich pozbyć nawet gdy dorośniemy.
- Dla dzieci naturalne jest wyjaśnienie teleologiczne w rodzaju 'Chmury są po to, by padał z nich deszcz'. Konsekwencją jest akceptacja kreacjonizmu, często odwołującego się do celowości istnienia jakichś elementów rzeczywistości.
- Sposób, w jaki dzieci oceniają wiarygodność usłyszanych od dorosłych twierdzeń, faworyzuje wyjaśnienia nienaukowe. Dorośli, nie będąc specjalistami w danej dziedzinie, nie potrafią przekonująco wytłumaczyć dziecku, dlaczego ('po co') pies ma ogon. Nawet jeśli odwołują się do autorytetów ('wiem, że jest to prawdą, ponieważ przeczytałem o tym w podręczniku, którego autor znał opracowanie wyników badań przeprowadzonych przez kogoś innego'), czynią to w sposób, który automatycznie podważa ich wiarygodność w oczach dziecka. Do tego sami dorośli także unikają jednoznacznego potwierdzenia prawdziwości danego twierdzenia. Nikt nie mówi 'wierzę w istnienie bakterii', dzieci więc wiedzą, że bakterie istnieją. Kiedy jednak dziecko słyszy 'wierzę w teorię ewolucji', przydaje TE ten sam status epistemologiczny, co Świętemu Mikołajowi.
- Czym skorupka za młodu... szczególnie, jeśli wyjaśnienia naukowe (takie jak TE) są powszechnie kwestionowane w społeczeństwie, zaś prezentowane jako alternatywa wyjaśnienia nienaukowe wydają się być zgodne ze 'zdrowym rozsądkiem' (patrz punkt 1 i 2), no i są przedstawiane przez ludzi uważanych za wiarygodnych (casus prof. Giertycha).


Komentarze
Pokaż komentarze (1)