Miałem nie pisać o wynikach badań Mike'a Lockwooda i Clausa Fröhlicha, ale skoro temat w S24 się już pojawił, i spowodował przy tym pewną konsternację, pozwolę sobie przekleić najważniejszy wykres. Jak wiadomo, obraz wart jest tysiąca słów...

Od góry widzimy: liczbę plam słonecznych, długość cyklu słonecznego, natężenie pola magnetycznego Słońca, natężenie słonecznego promieniowania kosmicznego, nasłonecznienie oraz, dla porównania, wzrost globalnej temperatury. Wykres pokazuje trendy długoterminowe, niezależne od cyklu 11-letniego.
Wnioski? Korelacji nie ma. Po roku 1985 aktywność słoneczna malała (zwiększona liczba cząstek promieniowania kosmicznego jest konsekwencją osłabienia magnetosfery słońca), a temperatura rosła.
Prognozuję, że niedługo klimatyczni sceptycy opuszczą obecnie zajmowaną pozycję "globalne ocieplenie to nie wina człowieka" (na którą przenieśli się po tym, gdy nie dało się dłużej bronić tezy "globalne ocieplenie nie istnieje"), i będą przekonywać, iż "globalne ocieplenie jest zjawiskiem pożytecznym", względnie "nie ma powodów do zmartwienia, przyszłe pokolenia poradzą sobie same" (Vaclav Klaus).


Komentarze
Pokaż komentarze (7)