Pisałem niedawno o zbliżającym się momencie publikacji kolejnych odkryć dokonanych przy pomocy europejskiego teleskopu COROT. Dzisiaj nadszedł moment prawdy...
No cóż, po skończonej kilka godzin temu konferencji prasowej możemy czuć się rozczarowani, pokazano nam bowiem tylko jedną nową planetę - 'gorącego Jowisza' odległego o 800 lat świetlnych. Krzywa jasności jego gwiazdy macierzystej pokazana jest poniżej, tranzyt - czyli moment gdy planeta blokuje część światła gwiazdy powodując spadek jej jasności - to te cienkie, głębokie kreski.

(W dużej rozdzielczości tutaj)
Dane fotometryczne są idealne - oprócz wariacji jasności związanych z zaćmieniem gwiazdy przez planetę, widać także inne periodyczne zmiany, wywołane zmianami aktywności samej gwiazdy.
W czym więc problem?
Okazuje się, że z potwierdzeniem odkryć COROTa. Metoda wyszukiwania tranzytów, którą ten teleskop wykrywa planety, daje dużą liczbę "fałszywych alarmów", stąd też praktyką są obserwacje przesunięć dopplerowskich gwiazd podejrzewanych o posiadanie planet. Cała procedura weryfikacyjna jest długotrwała, a analiza danych przez inne ośrodki astronomiczne tak naprawdę dopiero się rozpoczęła, więc pewnie co jakiś czas będziemy informowani o kolejnych, już potwierdzonych egzoplanetach (wg. noty prasowej nastepne w kolejności są planety o masie połowy Saturna oraz Jowiszowej, ale 'posiadającej niezwykłą gęstość' - co najpewniej może oznaczać albo planetę z dużym rdzeniem lodowym, albo też kolejnego 'rozdętego' gorącego Jowisza).
Swoją drogą podziwiam ekipę COROTa - udało im się zwalczyć chęć pochwalenia się "wstępnymi" wynikami, które zapewne są fantastyczne. Tak właśnie powinna działać nauka.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)