Przeżyłem dzisiaj szok, zaglądając na S24 i widząc na samej górze notkę Pawła Paliwody o planetach OGLE. Szok był podwójny: najpierw zaskoczyło mnie, że Paliwoda w ogóle pisze o takich rzeczach jak astronomia; potem zaś odkryłem, jak niezdrowe podniecenie wywołało u niego odkrycie dwóch gazowych olbrzymów. Pozwolę sobie wziąć w obronę autorów artykułu z "Dziennika", których pan Paliwoda czepia się zupełnie bez powodu...
Więc po kolei, prostując przekłamania...
Co do cholery? Jowisz i Saturn monstrualne potwory gazowe podobne do Ziemi? Rozumieją Państwo co z tego wynika?
Tak, rozumiemy. Dwie planety gazowe siedzące mniej więcej w tym samym miejscu, co nasz Jowisz i Saturn (czy też Saturn i Uran, jeśli przeskalujemy jasność gwiazdy macierzystej o połowie masy naszego Słońca).
„Dziennik” potwierdza ten styl myślenia: „temperatura na powierzchni obydwu planet powinna być bliska, choć nieznacznie niższa od temperatury panującej na powierzchni Jowisza oraz Saturna (powierzchnia Jowisza ok. - 160 stopni celsjusza; temperatura jądra ok. 24 tys. P.P.). Oznacza to, że te dalekie planety powstawały w warunkach podobnych do tych, w których rodził się Jowisz i Saturn: w takiej odległości od rodzimego słońca, w której temperatura spada wystarczająco nisko, by mógł istnieć lód”. Lód! Rozumieją Państwo, tam można sobie – jeśli się ma wyobraźnię Stanisława Lema – wyobrazić wodę (po miliardach lat ewolucji, rzecz prosta!)! A więc nie jest wykluczony w przyszłości „kwasoród”, z którego zrodzić się mogą „bladawce”, czyli „białeczniki trząskie”. Za miliard lat – ale zawsze możliwość taka jest! To dopiero sensacja!
Państwo rozumieją, ale Paliwoda nie rozumie. Obie planety znajdują się za tzw. "linią śnieżną" (snow line), oznaczającą region w którym lód wodny jest stabilny. Gęstość mgławicy protoplanetarnej gwałtownie tutaj wzrasta, dzięki czemu możliwy jest szybki wzrost planet-gigantów. Ważne jest także to, że uformować się w tym miejscu mogą lodowe księżyce, takie jak Europa czy Enceladus, które podejrzewamy o posiadanie wodnych oceanów.
„Niewykluczone, że w przestrzeni pomiędzy tamtejszym słońcem a obiektami jowiszowymi są planety podobne do Ziemi. Wiele wskazuje zatem na to, że układy słoneczne podobne do naszego mogą być we wszechświecie powszechne” - „niewykluczone”, że „podobne” „mogą być” (tyle czytam w tym zasłużonym dla propagacji nauki dzienniku).
Zgadza się. Nie rozumiem, co w tym sformułowaniu bulwersuje pana Paliwodę? Nie wiadomo, czy znajdują się tam planety podobne do Ziemii, ale jest to możliwe (a symulacje procesu planetogenezy mówią nawet, że jest to prawdopodobne).
„Wiele wskazuje zatem na to, że układy słoneczne podobne do naszego mogą być we wszechświecie powszechne”. Wiele, to znaczy co?
Wiele, to znaczy, że podobny do Słonecznego układ planetarny został odkryty przez zespół OGLE już za piątym podejściem, co oznacza, że są one powszechne. Metoda mikrosoczewkowania grawitacyjnego nie faworyzuje bowiem dużych planet znajdujących się blisko swoich gwiazd (jak dopplerowska i zaćmieniowa).
Reasumując:
- Odkrycie jest znaczące, bo nie znamy jeszcze wielu planetarnych układów wielokrotnych.
- Odkrycie jest tym fajniejsze, że metoda mikrosoczewkowania umożliwia nam eksplorację znacznie większej przestrzeni parametrów niż inne metody, dzięki czemu możliwe jest oszacowanie częstości występowania planet poszczególnego typu.
- Osobnym powodem do dumy powinien być fakt, że udział w odkryciu mieli Polacy (a także astronomowie-amatorzy).
- Artykuł z "Dziennika" napisany jest dość rzetelnie i nie zawiera jakichś wielkich przekłamań i uproszczeń, pomijając wcześniejszą wersję tytułu (za którą niekoniecznie muszą odpowiadać sami dziennikarze - nie znam procedur panujących w tej gazecie i ich serwisie internetowym).
Na zakończenie śliczna krzywa jasności samego zdarzenia soczewkowania:



Komentarze
Pokaż komentarze (3)