Przynajmniej niektórzy.
Na zakończenie długiej dyskusji o rzekomej niemożności sztucznej inteligencji (co mądrzy filozofowie udowodnili już dawno temu, wystarczy sięgnąć po dowolną pracę Heideggera, Ingardena, Schelera i otworzyć na dowolnej stronie) dowiedziałem się, iż zadziwiłem Einego swoim dziwolągowatym materializmem i redukcjonizmem, co to miał dawno wyzionąć ducha.
Wyjaśnijcie mi więc jedno - jak to możliwe, że materializm i redukcjonizm potępia ktoś, kto uwielbia powoływać się na poglądy gościa twierdzącego, że zjawisko świadomości i inteligencji jest wyjaśnialne wprost na gruncie hipotetycznej teorii kwantowej grawitacji?
Obawiam się, że dualiści tacy jak Eine szukają sprzymierzeńców w niewłaściwym obozie. Hipoteza Penrose'a jest bowiem zmodyfikowaną, wzmocnioną hipotezą Deutscha-Churcha-Turinga, która w tej wersji głosiłaby, że wszechświat jest wielkim kwantowograwitacyjnym hiperkomputerem, i że wystarczy wypchać naszą AI mikrotubulami, by zaczęła przejawiać ona inteligentne zachowania.
Jak dotąd wszystko jednak przemawia przeciwko teorii Penrose'a. Komputery kwantowe potrafią to samo, co "klasyczne" maszyny Turinga (wyposażone w generator liczb losowych), co gorsza, najprawdopodobniej nie są też tak szybkie i wydajne, jak mieliśmy na to nadzieję. Jeśli nieobliczalne procesy fizyczne istnieją, to muszą siedzieć jeszcze niżej...
Byłoby jednak bardzo dziwne, gdyby za zjawiska świadomości i inteligencji odpowiadała fizyka, do której poznania musimy budować ogromne akceleratory, i by białkowa maszyneria ukryta w naszych czaszkach potrafiła wykorzystać nieznane nam jeszcze fenomeny fizyki wysokich energii!
Jeśli to jest ta nowa wersja redukcjonizmu, popularna wśród filozofów przyrody, to ja wysiadam. Wolę wierzyć, że jesteśmy zwykłymi, uczciwymi maszynami Turinga.
A na deser proponuję wykład najlepszego bloggera wśród informatyków teoretycznych - Scotta Aaronsona.


Komentarze
Pokaż komentarze (49)