Minister Rostowski zapowiedział, że ulga transportowa dla studentów oczywiście będzie, ale dopiero za półtora roku. Jeszcze tylko trzeba zagłosować na Platformę w wyborach samorządowych, potem w parlamentarnych i już szybciutko wprowadzają. W takim razie trzeba było obiecywać przed wyborami parlamentarnymi, a nie teraz! Nie żebym był bardzo zaskoczony tą decyzją, wierzyłem Komorowskiemu tak samo jak Kaczyńskiemu gdy obiecywał olimpiadę w Polsce, ale to jednak znakomicie pokazuje podejście rządzących (obecnie rządzących, ale i ich poprzedników) do kwestii wspierania polskiej edukacji.
Pamiętam jeszcze jak za rządów SLD (byłem wówczas w liceum) pani od historii powiedziała nam, że nie może zamówić podręczników dla całej klasy z hurtownii, żeby było taniej, ponieważ przyszło pismo z ministerstwa zabraniające takich praktych. Chodziło oczywiście o to, żeby uczniowie zapłacili marżę księgarniom. Wydawnictwa już wcześniej zadbały o swój utarg wydając podręcznik do liceum na całe trzy lata (żeby nikt nie odsprzedał młodszym rocznikom). Do dziś pamiętam, jak przez całą pierwszą klasę liceum nosiłem podręcznik obejmujący materiał omawiany dopiero w klasie trzeciej.
Ale to tylko taka dygresja, miało być o ulgach. Dlaczego ulgi się studentom należą? Ano dlatego, że pomogłyby tym najmniej majętnym studentom, którzy i tak muszą wydawać więcej pieniędzy niż Ci lepiej usytuowani.
Po pierwsze, na takiej uldze najbardziej skorzystaliby studenci z małym i średnich miast i wsi, którzy muszą dojeżdżać do większych ośrodków, w których znajdują się uczelnie. Są oni zwykle biedniejsi niż ich koledzy i koleżanki z dużych miast, chyba nie trzeba tego uzasadniać, każdy wie, że w dużych miastach ludzie osiągają większe zarobki niż w małych miastach lub na wsiach, stąd przeciętny student wyjeżdżający na studia ze wsi na Podlasiu do Warszawy może liczyć na o wiele mniejsze wsparcie od rodziców niż jego kolega ze stolicy.
Po drugie, taki student z Podlasia i tak musi zapłacić za mieszkanie w Warszawie. Najgorszy akademik (trzy osoby na 24m2) to ok. 300 zł miesięcznie, wynajem stancji dwa razy tyle, jeśli ma się szczęście. Ponadto koszty wyżywienia - student przyjezdny nie może liczyć na obiad u mamy.
Generalnie ulga taka powinna być priorytetem każdego rządu: wspiera młodych ludzi, jest to inwestycja w naukę, a dodatkowo najbardziej pomaga biedniejszym studentom, wyrównuje szanse. Ale oczywiście zawsze są jakieś ważniejsze cele.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)