Janusz Palikot zlecił sondaż w sprawie katastrofy w Smoleńsku. W sondażu pytano o przyczyny katastrofy samolotu prezydenckiego. Nie chcę tutaj rozwodzić się nad kolejnym żałosnym pomysłem wiceprzewodniczącego klubu PO i szefa tejże partii na Lubelszczyźnie. Podobnie nie chcę zastanawiać się nad sensownością takiego sondażu. Dziwi mnie coś innego. Poważna firma, za jaką chce uchodzić OBOP, przeprowadza sondaż telefoniczny na próbie 503 osób. Pierwszy raz widzę sondaż na tak małej próbie. Zwykle przyjmuje się, że w Polsce reprezentatywna próba wynosi ok. 1000 osób. O ile dobrze pamiętam, sondaż powyborczy SMG/KRC dla TVN24 był przeprowadzony na próbie 6000 osób. Jaki były jego rezultaty każdy pamięta.
Rozumiem, że Janusz Palikot nie miał funduszy na przeprowadzenie sondażu na 1000 osobach. Nie tak dawno pojawiały się informacje o jego kiepskiej sytuacji finansowej. Ale fakt, że OBOP przyjmuje zlecenie na przeprowadzenie sondażu na 503 osobach pokazuje jedno. Firmie tej zależy jedynie na pieniądzach. OBOP musi mieć świadomość, że takie "badanie" jest nierzetelne. W ośrodkach badania opinii publicznej pracują ludzie, którzy skończyli studia wyższe, najczęściej socjologię i starają się nadać swojej działalności charakter naukowy, pokazać, że wieloletnie prace naukowe pozwalają wypracować pewne metody badawcze. Przekonują, że oferują swoim klientom produkt najwyższej jakości. A na koniec, niczym wielu polskich piosenkarzy chcących uchodzić za artystów najwyższej klasy, decydują się zagrać z playbacku na wątpliwej jakości koncercie na rynku średniej wielkości miasta, które właśnie obchodzi swoje dni. Tylko dlatego, że burmistrz dobrze płaci, żeby gawiedź miała rozrywkę.
wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/,1,3319568,aktualnosc.html


Komentarze
Pokaż komentarze (7)